Nawigacja

Ciekawe wypracowania Ciekawe wypracowania - Pacholęta Sprawdzian kompetencji klas 6 SPRAWDZIAN SZÓSTOKLASISTY

Strefa ucznia

Ciekawe wypracowania

Rok Szkolny 2017/2017

 

Wartość pracy

     Praca w kopalni miedzi nie jest łatwa. Tak jak przed wiekami górnicy mogą jednak liczyć na pomoc dobrego ducha kopalni-Skarbnika. To on spieszy z pomocą, gdy górnik zgubi się w plątaninie korytarzy, nagle zgaśnie światło, zepsuje się wentylator  lub gwałtownie odłupany duży fragment skalny, zagrozi bezpieczeństwu pracujących ludzi. Zwykle duch kopalni przybiera postać brodatego sztygara z fajką, trzymającego mały kilof w dłoni, ze świeczką przymocowaną do opaski na czole. Skarbnik ostrzega górników przed niebezpieczeństwem i pomaga im w razie potrzeby. Pomaga jednak tylko ludziom dobrym i pracowitym. Oszuści i obiboki nie mogą liczyć na jego przychylność.

     Pewnego razu głównego sztygara kopalni poproszono o przyjecie do pracy młodego chłopaka, który niedawno skończył szkołę. Chłopiec był szczupły, blady i smutny, bo los ciężko go doświadczył. Niedawno zmarł jego ojciec, a matka obarczona sześciorgiem dzieci, ledwie wiązała koniec z końcem. Młodzieniec został przyjęty na okres próbny. -Jeśli poradzi sobie w pracy przez tydzień, zostanie przyjęty na stałe.- zdecydował sztygar. Chłopiec już po pierwszym dniu pracy chciał zrezygnować z dalszej próby. Był zmęczony po kilkugodzinnym dniu pracy w wysokiej temperaturze, zakurzony od pyłu. Wstydził się swojej słabości fizycznej, miał świadomość, jak niewiele jeszcze potrafi, z podziwem patrzył na starszych pracowników, dla których praca pod ziemią nie miała tajemnic. Gdy tak dumał nad swoim smutnym losem, obok niego niespodziewanie pojawił się siwy górnik
i życzliwie zapytał, widząc jego zatroskaną minę:

-Co cię trapi, chłopcze?

Janek opowiedział mu swoje zmartwienie, a górnik rzekł:

-Pomogę ci, ale oddasz mi połowę swojego wynagrodzenia.

-Zgoda-odrzekł młodzieniec. Mając opiekuna i pomocnika, poczuł się pewnie i następnego dnia znacznie lepiej poradził sobie podczas pracy. Humor także mu się poprawił. Nawet uśmiechnął się widząc swoją umorusana twarz, gdy mył się po pracy, a dawno mu się to nie zdarzyło!

Codziennie starszy górnik dyskretnie pomagał Jankowi w obowiązkach, udzielał cennych wskazówek, czuwał nad jego bezpieczeństwem. Minął próbny tydzień i zadowolony z pracy chłopca sztygar, zdecydował się przyjąć go na stałe.

Młodzieniec otrzymał wkrótce zapłatę i tak jak było umówione, połowę zarobionej kwoty zaniósł swojemu opiekunowi. Ten jednak ich nie przyjął. Przybrał swoją właściwą postać-postać  Skarbnika
i powiedział:

-Zatrzymaj dla siebie całe wynagrodzenie. Pracowałeś uczciwie, starałeś się bardzo, słuchałeś moich rad. Zawsze pracuj z zapałem, a powodzenie w pracy i pomyślność w życiu cię nie miną. Po tych słowach zniknął, bo jakiś inny górnik potrzebował jego pomocy i rady.

Janek został w pracy w kopalni miedzi na stałe, zdobywał coraz to nowe umiejętności i podnosił swoje kwalifikacje, awansował w przedsiębiorstwie. Zawsze pracował z ochotą, rzetelnie wykonywał swoje obowiązki, chętnie pomagał nowozatrudnionym górnikom. Zwykł im mawiać: „Praca cenniejsza jest niż złoto. Pomoc przyjaciela zaś skarbem jest, zwłaszcza gdy duch kopalni okaże nim się.” Swoim kolegom opowiedział podczas Barbórki przygodę ze Skarbnikiem, ale nikt mu nie uwierzył…

Dominika Twarda, klasa 6a

„Bajka o misiu Kubusiu”

   W ciemnym, zakurzonym, nigdy nie sprzątanym pokoju, na starej, drewnianej półce,
na środku segmentu, siedział miś Kubuś. Zajmował to miejsce od wielu lat. Był cichym
i spokojnym niedźwiadkiem, nigdy nie opuścił pokoju swojego właściciela.

     Chłopiec otrzymał niedźwiadka na swoje siódme urodziny. Miś był przepiękny. Miał brązowe futerko, z białym brzuszkiem i czerwone spodenki na szelkach. To Michał nadał imię niedźwiadkowi. Z biegiem czasu jednak miś wyblakł, dawno nie był prany, godzinami czekał, aż Michał wróci ze szkoły i poświęci mu swój wolny czas. Niestety, na próżno. Michał był nastolatkiem i zabawa z misiem nie była już dla niego atrakcyjna. Cały swój wolny czas poświęcał grom komputerowym. Zazdrosny pluszak nie mógł się z tym pogodzić i obmyślał plan, jak dostać się na ekran komputera. Każdego dnia, gdy chłopiec wychodził do szkoły, Kuba sięgał po gazety na temat budowy i zastosowania komputera. W ten sposób zgłębiał jego tajniki. Obserwował właściciela, gdy ten siedział przy komputerze. Z każdym dniem udoskonalał swój plan. Natrafił jednak na jeden poważny problem-panicznie bał się myszy komputerowej. Nie potrafił przemóc swojego strachu. Pewnego dnia zwrócił się o pomoc do kota, ale i on okazał się bezradny. Pewnego dnia, gdy Michał wrócił ze szkoły, zaczął robić coś przy komputerze.  Po chwili starą, wysłużoną mysz zastąpiła nowa, piękna i świecąca. Starą mysz nastolatek odłożył na półkę obok misia Kubusia. Niedźwiadka ogarnął lęk, lecz po chwili nawiązał dialog z sąsiadką:

-Po co ci te przyciski? Nie zjesz mnie?- pytał miś z obawą.

- Nie, ja jem tylko ikony i litery.-mysz zaczęła się śmiać. – Czy interesujesz się komputerami?

- Tak, ale wielu rzeczy jeszcze nie wiem, na przykład, jak dostać się do środka komputera.

- Nie wyglądasz mi na dyskietkę bądź płytę, aby było to możliwe. –odpowiedziała.

- Ale ja muszę się dostać do środka!- wykrzyknął zrozpaczony miś.

- To nie jest możliwe, dlaczego tak ci na tym zależy?-drążyła mysz.

Pluszak opowiedział wszystko o swojej udręce i planie. Razem postanowili znaleźć wyjście
z sytuacji. Postanowili wprowadzić wirusa do komputera Michała. Wirus wyłączył komputer na kilka dni, wtedy chłopie zaczął się nudzić i sięgnął po swoje stare zabawki, w tym po misia Kubusia.

     Miś Kubuś był znowu szczęśliwy. Michał zainspirowany zabawą, wkrótce wymyślił nową grę komputerowa, której bohaterem była jego dawna zabawka. W ten sposób miś Kubuś znowu poczuł się ważny i potrzebny i już nie czuł się samotny. W końcu gościł w domach tysięcy dzieci, bowiem gra „Miś Kubuś” okazała się hitem roku.

Oskar Wróblewski, 6 c

Afrykańska księżniczka

     Dawno, dawno temu, w odległej krainie, która leżała pomiędzy dwoma wielkimi szczytami, mieszkała księżniczka o imieniu Talisa. Była córką potężnego króla afrykańskiego, który rządził sprawiedliwie i spełniał wszystkie zachcianki córki.

     Talisa zawsze chciała mieć rzeczy, których nie miał nikt inny. Miała rzadką kolekcję egzotycznych roślin, lubiła chwalić się nimi przed znajomymi. Posiadała również różne baśniowe stworzenia, takie jak: fauny, chochliki, pegazy, syreny, jednorożce. Były to prezenty przywiezione z różnych krain. Te podarunki sprawiały, że przez krótką chwilę miała dobry humor i nie złościła się na służących. Niestety, te wszystkie magiczne stworzenia traktowała jak przedmioty.

     Pewnego dnia podczas śniadania Talisa zażądała od ojca diamentowego jednorożca. Król oczywiście zgodził się, ale pod warunkiem, że córka sam będzie zajmować się jednorożcem. Księżniczka zezłościła się, zaczęła krzyczeć, tupać nogami, a w końcu płakać. Postanowiła, że wyruszy wraz z opiekunką w podróż, aby zdobyć diamentowego jednorożca i dołączyć go do swojej kolekcji. Późnym wieczorem obie przyszły do magicznego, różowego oczka wodnego, aby dostać się do krainy diamentowych jednorożców. Gdy przeszły przez magiczny tunel, który ciągnął się pod oczkiem, Talisa i jej opiekunka ujrzały piękną, kolorową krainę. Rosły tam złote drzewa, a na nich piękne, srebrne owoce. Była tam zawsze piękna pogoda. Rosły kwiaty prawdomówności. Gdy zwiedziły prawie całą krainę, trafiły do zakątka tęczy i dopiero tam znalazły jednorożce. Te magiczne stworzenia chętnie podchodziły do opiekunki, która mogła je głaskać i przytulać się do nich. Księżniczka była bardzo zła na opiekunkę i na jednorożce. Nie rozumiała, że te stworzenia wyczuwają zły charakter człowieka i unikają go. Księżniczka rozpłakała się i usiadła na kamieniu obok magicznego kwiatka. Wtedy kwiat przemówił do niej:

- Dziewczynko, musisz zmienić swoje zachowanie, otworzyć serce, weź przykład z opiekunki, która jest dobra i miła.

Talisa posłuchała mądrego kwiatka i przeprosiła opiekunkę za złe zachowanie. Jednorożce to zauważyły i zaczęły do niej podchodzić. Księżniczka była szczęśliwa, a na jej buzi pojawił się uśmiech. Talisa po raz pierwszy poprosiła, a nie zażądała, aby jednorożec poszedł z nią do zamku.

     Gdy wróciła, ucałowała i przeprosiła ojca za złe zachowanie. Dopiero teraz zrozumiała, ile cierpienia przysporzyła istotom magicznym, które trzymała w klatkach. Postanowiła, że zwróci im wolność. Bardzo się zdziwiła, ponieważ one nie odeszły od niej, mimo że były wolne. Ujęła jednorożce swoją dobrocią i uśmiechem. Zrozumiała, że okazywana dobroć do nas wraca, a to odkrycie sprawiło jej wielką radość i przyjemność.

Julia Dymkowska, 6 c

Rok Szkolny 2016/2017

 

Recenzja książki „Ilustrowane dzieje Polski, czyli wycieczka do przeszłości”

     Autorką książki „Ilustrowane dzieje Polski, czyli wycieczka do przeszłości” jest Zofia Kalicka, która napisała tekst i Witold Vargas, autor ilustracji. Książka przedstawia dzieje naszego kraju od pradziejów ziem słowiańskich po czasy współczesne. Pozycja przypomina nieco kronikę, ponieważ wydarzenia ułożone są chronologicznie, a każda strona rozpoczyna się od kunsztownego inicjału, który kojarzy się młodemu czytelnikowi z dawnymi księgami pisanymi ręcznie…

     Tekst zawiera podstawowe informacje historyczne oraz mało znane fakty i ciekawostki, które mają zainteresować czytelnika. Tytuły rozdziałów przykuwają uwagę przypominając tytuły artykułów prasowych, np. „Jak nasi wygrali pod Grunwaldem” czy „Król od wielkiego dzwonu” (rozdział o Zygmuncie I Starym).Książka ma zainteresować dzieci historią, może być pomocna w czasie nauki tego przedmiotu podczas lekcji lub stanowić zachętę do rozpoczęcia jego nauki. Jest fascynującą podróżą w czasie i przestrzeni. Rozbudza wyobraźnię czytającego. Dzięki pięknym i ciekawym ilustracjom, możemy wyobrazić sobie opisywane wydarzenia i postacie historyczne. Jedynym ich minusem jest to, że są one czarno-białe. Kolorowe jeszcze bardziej zapadłyby w pamięć czytającego. Niestety, tylko twarda okładka książki zwraca  uwagę barwną ilustracją przedstawiającą znanych, wielkich Polaków na tle Barw Narodowych i Godła.

     Do książki można wracać wiele razy, powtarzając na przykład aktualną lekcję historii lub wiadomości z języka polskiego (np. podczas czytania rozdziału o polskich noblistach). Nawiązań do innych przedmiotów jest zresztą w książce więcej, np. do wiadomości ze sztuki, w rozdziale  o „Rozsądnych pozytywistach”, gdzie autorka omawia twórczość Jana Matejko. Taki sposób podania wiadomości, sprzyja rozwijaniu zdolności rozumowania, skłania czytelnika do kojarzenia faktów i uważnego czytania.

     Książka nie przytłacza objętością, można ją przeczytać od razu „od deski do deski” lub dozować sobie przyjemność lektury. Dzięki niej, nawet przeciętny uczeń może zabłysnąć podczas zajęć podając mało znany fakt z naszych dziejów lub historyczną ciekawostkę.

     Szczególnie cenne jest zamieszczenie w książce wiadomości z okresu współczesnych dziejów naszej Ojczyzny, takich jak Okrągły Stół, koniec PRL-u.  Wciąż łatwiej bowiem znaleźć informacje o wydarzeniach sprzed stuleci niż te, które dotyczą młodości naszych dziadków lud dzieciństwa rodziców. Po przeczytaniu całej książki, każdy możne sprawdzić swoją wiedzę rozwiązując historyczne łamigłówki. Jeśli nie będzie potrafił tego zrobić, zawsze może wrócić do lektury…

     Gorąco polecam przeczytanie „Ilustrowanych dziejów Polski”, ponieważ jest to solidna porcja wiedzy podana w przystępnej formie książki popularno-naukowej. Myślę, że skutecznie zachęca do nauki historii, rozbudzając ciekawość poznawczą młodego czytelnika. Napisana jest piękną polszczyzną, a autorka bezpośrednio zwraca się do nas, budując więź międzypokoleniową. Ton gawędy sprawia, że ciężko oderwać się od czytania.

Julia Zdobylak, klasa 6b

 

Temat:  Wyobraź sobie, że złowiłeś złotą rybkę. Poproś ją o spełnienie trzech twoich życzeń.

„Złota Rybka”

Pewnego letniego dnia pojechałam nad jezioro wraz z rodzicami.

W związku z tym, że uwielbiam łowić ryby, wzięłam ze sobą wędkę. Kiedy byliśmy na miejscu, mama pozwoliła mi pójść nad jezioro, „nakazując” coś złowić. Nie minęło  nawet dziesięć minut, a ja już doszłam na miejsce. Wyciągnęłam z podręcznego plecaka potrzebne przybory łowieckie. Złapałam wędkę i zarzuciłam nią tak, by haczyk był w wodzie. Po skończonej czynności, usiadłam na miękkim kocyku i czekałam. Siedziałam tak dość długo, aż w końcu poczułam delikatne szarpniecie. Po chwili z wody wyłoniła się złocista ryba, zawieszona na haczyku. Takiego koloru łusek, to ja jeszcze chyba nigdy nie wiedziałam.
Z zachwytem wpatrywałam się w zwierzę, przy okazji jeżdżąc palcem po łuskach.

- Wypuścisz mnie wreszcie?! – Krzyknęła ryba.

Z niedowierzaniem patrzyłam na istotę w mojej ręce. Z zaskoczenia zatrzymałam się
w miejscu i otworzyłam szeroko buzię.  

- No co tak stoisz? Nie widzisz, że tu schnę? – Ryba powoli traciła cierpliwość.

Wrzuciłam ją do wody w wiadrze.

- Ale.. jak.. jak? – Jąkałam się i nie mogłam zebrać słów.

- Ach, racja, zapomniałam! Witaj, jestem Złotą Rybką. Wypowiedz swoje trzy życzenia, a ja je spełnię. – Powiedziała to obojętnym tonem, jakby wypranym z uczuć. Miało się wrażenie, że mówiła tę samą formułkę, jakiś setny raz.

- Trzy życzenia? – Spytałam zdumiona.

Rybka potwierdziła moje słowa. I co ja mam teraz powiedzieć? Ach, tak, już wiem.

- Chciałabym, aby moi rodzice wreszcie przestali się kłócić. – Powiedziałam pewnym głosem patrząc przed siebie. Rodzice odkąd tylko pamiętam, potrafili się jedynie kłócić. Mam nadzieję, że dzięki tej magicznej rybie, w końcu się to zmieni.

- Jakie jest twoje drugie pragnienie?

- Chciałabym, by tata mojej przyjaciółki wrócił do domu z misji. Pan Adam, tata Ali, rzadko był w domu przez swoja pracę, przez co Ala była smutna. Nie chcę, by znów się to powtórzyło.

- A czego jeszcze sobie życzysz?

- Chciałabym choć w pewnym stopniu zakończyć te wszystkie wojny!

- Twoje życzenia są dla mnie rozkazem! – Rybka wyskoczyła z wiadra i znalazła się
w jeziorze. – Wracaj do rodziców! Twoje życzenia zostały spełnione.

Za radą Złotej Rybki wróciłam do domku letniskowego.

  Myślałam, ż wszystko sobie zmyśliłam, lecz gdy zobaczyłam, że rodzice rozmawiają ze sobą normalnie, wiedziałam już, że to nie był sen, tylko „najprawdziwsza prawda”.

   Victoria Kogut, 6 c

„Pani jeziora”

W końcu po tylu tygodniach czekania, miesiącach modlenia się, żeby nauczyciel nie wziął do odpowiedzi, nastały upragnione przez wszystkich wakacje.

- Pojedźmy nad morze! – krzyczy moja siostra. Ona jak zwykle, widzi tylko jedną opcję.

- Ale przecież byliśmy tam w zeszłym roku… no, dwa lata temu też – mówi niemal błagalnym głosem mój brat.

- Nie, ja chcę nad morze! – znów wykrzykuje siostra. Nie mogę tego znieść, więc mówię stanowczym głosem:

- Dość. Wiem, gdzie możemy pojechać, nigdy nie byliśmy nad jeziorem – dodaję spokojnie.

- W sumie – odpowiada z przekonaniem w głosie mama.

- To dobry pomysł! – raduje się tata – Postanowione! Jedziemy nad jezioro!

Nareszcie jedziemy gdzieś indziej, zawsze jeździliśmy nad to wiecznie zimne polskie morze, każdemu przydaje się zmiana. Wszyscy zaczęliśmy pakowanie. Ja wzięłam to, co potrzebne, czyli ubrania, jakieś kosmetyki i inne. W tym roku rodzinka postanowiła zabrać
z nami dziadka. W sumie to dobrze, dziadek zna dużo miejsc i jezior, nad które możemy się wybrać.

Dwa dni później…

Ruszamy! Wszystko spakowane, jesteśmy w drodze nad nasze wymarzone miejsce. Teraz tylko zostało mi przeżyć dwie godziny w jednym samochodzie z trajkotającymi rodzicami
i denerwującym rodzeństwem…

- W końcu świeże powietrze – mówi radośnie dziadek - Dobrze, że już w ogóle jesteśmy. Jak na moje oko, nie wygląda to za ciekawie, pełno komarów i na dodatek musimy spać
w namiotach. Całe szczęście, że mam swój własny namiot.

Kolejny dzień…

No, moja rodzinka ma pomysły! Dzisiaj łowimy ryby. Fuj! Według mnie strasznie cuchną, nie lubię ich, ale cóż nie chcę sprawić przykrości dziadkowi, więc wzięłam jedną wędkę. Oczywiście najpierw nauczył mnie tato, jak w ogóle łowić ryby, więc zarzuciłam nią w odmęty wody, o dziwo od razu coś złapałam! Zaczynałam szybko ciągnąć wędkę do siebie, woda nagle zaczęła dziwnie migotać. Zaparło mi dech w piersiach, kiedy zobaczyłam moją „zdobycz”. Ryba, którą złapałam, była cała złota, jej łuski pięknie lśniły od słońca. Nagle zmaterializowała się jako kobieta, ubrana była w piękną szatę, widać było gołym okiem, że jest wykonana z drogocennego materiału. Szaty jej miały liczne wzory, księżyce, gwiazdy. Suknia podkreślała jej kolor włosów, również złoty. Nagle kobieta przemówiła melodyjnym i uspokajającym głosem:

- Witaj dziecię, cieszę się, że mnie spotkałaś – uśmiechnęła się przyjaźnie i wyciągnęła do mnie swoją smukłą dłoń – Jestem Moira, opiekunka tego miejsca.  

Oszołomiona jej widokiem odpowiedziałam ściskając jej dłoń:

- Miło mi Cię poznać Moiro – mówiłam lekko speszona.

- Zaraz, czy ktoś nas widzi? – spytałam

- Ależ nie  - mówiła ze śmiechem, który gwałtownie mnie uspokajał. – Jesteśmy w wymiarze uroku, nikt nie może nas zobaczyć – odparła szczęśliwym głosem i spojrzała mi prosto
w oczy. Teraz mogłam się jej lepiej przyjrzeć. Jej oczy przypominały dwa jarzące się księżyce w pełni z iskrami troski i zrozumienia.

- Wiem, że będziesz zaskoczona, lecz mogę spełnić twe trzy życzenia – powiedziała jedwabistym głosem, po czym dodała – pamiętaj córko, przemyśl swoje życzenia, masz ich tylko trzy.

 - Dobrze więc – odparłam spokojnie – chciałabym przywrócić do życia moich ukochanych dziadków, chcę abyś dała mi koncentrację, zrozumienie i spokój. Ostatnie życzenie niech będzie dla mojej całej rodziny, chce żeby zapanował w niej spokój … , żeby było jak dawniej. zaczęłam cicho płakać.    

 – Nie musisz płakać me dziecię – odparła troskliwym głosem ścierając moje łzy – nigdy nie spotkałam osoby, która nie myśli tylko o sobie. Dziękuję Ci, że mogłam Cię spotkać – powiedziała i zakończyła słowami:

- A teraz, na mocy tego miejsca, niech twe życzenia się spełnią! – odparła władczo, poczułam tylko jak lekko całuje mnie w czoło. Po tym znów zmieniła się w złotą rybkę.

- Dziękuję Ci Moiro – odparłam i wypuściłam ją, też całując lekko. Nagle dobiegły mnie krzyki rodziców.

- Basia ?! Matko tu jesteś! Gdzie ty byłaś cały dzień? Wszędzie cię szukaliśmy! – powiedziała rozdygotanym głosem mama i objęła mnie mocno.

- Dobra, koniec na dzisiaj, idź się pakować, powiedział lekko zdenerwowany tata – nie mogę wytrzymać! Ta dwójka ciągle się kłóci! Poszłam więc do namiotu. Kiedy wzięłam poduszkę, zauważyłam pod nią przepiękny naszyjnik z zawieszką w kształcie półksiężyca, otoczonego gniazdem. Uśmiechnęłam się i od razu go założyłam.

Powrót był taki sam jak zwykle, śpiewający rodzice i kłócące się rodzeństwo. W końcu
o tamtej sytuacji nie powiedziałam. W moim życiu zaczęły się dziać zmiany, rodzeństwo nie kłóci się już, wszystko co dostaną dzielą między sobą, kontakty między mną a rodziną polepszyły się. Czasem w moich snach widzę ją „panią jeziora”, uśmiechającą się do mnie przyjaźnie. Dobrze, że ten wyjazd nie zakończył się katastrofą.

Barbara Formusiewicz, 6d

***

Pewnego słonecznego dnia, wraz z bratem oraz pełnym prowiantem, wybrałam się na ryby, nad staw niedaleko domu.

Zaczepiliśmy przynętę i zarzuciliśmy wędkę, na pierwszą rybę czekaliśmy długo. Po około godzinie do mojego brata zadzwoniła mama, kazała mu szybko przyjść do domu. Zostawił mnie z wędką i poszedł w stronę naszej działki. Parę minut później po jego odejściu, zaczęła ciągnąć ryba, złapałam z wędkę i siłowałam się ze zwierzęciem. Po wydobyciu jej, ze zdziwieniem zauważyłam że to złota rybka, a ona odezwała się do mnie ludzkim głosem:        - Dlaczego mnie wyłowiłaś? - powiedziała

- Proszę spełnij moje trzy marzenia - poprosiłam nie zważając na jej pytanie.                                     - Spełnię je, tylko wypuść mnie do wody - rzekła ryba.

- Dobrze, wypuszczę cię.

- Pamiętaj gdy będziesz chciała mnie wezwać, wypowiedz te słowa: „ Rybko, rybko złota, gdzie jesteś? ” , a ja wypłynę i spełnię twe życzenie.

Wypuściłam ją do wody, niedługo po tym wrócił mój brat i spytał:

- Złowiłaś coś?

- Nie, nie złowiłam - odpowiedziałam.

- Ach! Trudno zbierajmy się, bo jest już późno - westchnął.

Ja tylko skinęłam głową na znak zgody, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w stronę domu. Wchodząc do przedpokoju mama krzyknęła:

- No to po zabawie, na pewno jesteście głodni, w kuchni czeka kolacja!

Po kolacji oraz kąpieli, zmęczona poszłam do łóżka, lecz nie mogłam zasnąć. Ciągle myślałam o dzisiejszych wydarzeniach, a przy okazji „wpadłam” na moją pierwszą prośbę, po tym w końcu zasnęłam.

Rano, to zdarzenie dalej nie dawało mi spokoju, a że zawsze budziłam się pierwsza ze wszystkich domowników, szybko wymknęłam się z domu i poszłam nad ten sam staw i wypowiedziałam słowa:

- Rybko, rybko złota, gdzie jesteś?!  Wtem zwierzę wystawiło głowę i zadało pytanie:

- Po coś mnie wołała?

- Chciałabym byś spełniła mą pierwszą prośbę – powiedziałam.

- A zatem jak ona brzmi?

- Chcę, by moja mama i tato mieli mniej pracy, a więcej czasu na odpoczynek.

- Dobrze, teraz wracaj do domu, twoje życzenie się spełniło.

W drodze do domu zauważyłam, ze moją rozmowę z rybą usłyszał mój brat, który mnie śledził.

- Co … się tutaj działo? – zapytał z zaskoczeniem.

- Nic … - wyjąkałam.

-Kłamiesz , powiem mamie! – krzyknął.

Pobiegł w stronę domu, a ja za nim. Ależ była awantura! Początkowo mama nie chciała uwierzyć, ale później dała się przekonać, że to prawda. Domownicy dręczyli mnie, abym poprosiła rybę o spełnienie ich marzeń.

Następnego dnia zmęczona ich ciągłym zadręczaniem, poszłam nad staw i znów powiedziałam:

- Rybko, rybko złota, gdzie jesteś?! 

- Tutaj jestem, po coś mnie wołała? – odpowiedziało zwierzątko.

- Spełnij rybko me życzenie – mówiłam – Spraw, by moja rodzina nie wiedziała o twoim istnieniu.

- Przestrzegam cię, ze twoja pierwsza prośba po spełnieniu tego życzenia, zostanie unieważniona – powiedziała ryba.

- Dobrze, więc chcę teraz spełnić dwa życzenia, pierwsze” Spraw, by moje przedwczorajsze życzenie miało moc działania na zawsze.

- Twa prośba została spełniona – powiedziała ryba.

- Drugie życzenie, tak jak już mówiłam spraw, by moi domownicy nie wiedzieli o twoim istnieniu.

- Wracaj do domu – mówiła ryba – oni już nic o mnie nie wiedzą.

Ryba zniknęła w wodzie, a ja z ulgą wróciłam do domu, już nigdy jej nie widziałam. Na pewno została złowiona jeszcze przez wielu rybaków i spełniała ich marzenia.

Julia Romańska, 6c

 

Napisz opowiadanie o tym, jak ktoś zrobił miłą niespodziankę swoim domownikom.

„Niespodzianka”

Antek był jedynakiem, nie uczył się za dobrze, zamiast szkoły wolał gry na telefonie.  
W czasie lekcji, w klasie Antka nauczycielka rzuciła temat: „Jak długo odpoczywamy, a jak długo odpoczywają nasi bliscy”. Po tej lekcji Antek przez cały dzień myślał o tym temacie, nawet w domu nie dawało mu to spokoju. Postanowił, że się poprawi w swoim zachowaniu. Zaczął obserwować rodziców i wszystko notował, o której wyszli do pracy oraz, o której wrócili (jak mały detektyw). Aż, gdy nadeszła sobota, najbardziej oczekiwany przez dzieci dzień, Antek poczekał do wyjścia rodziców i zaczął działać. Nie wyszedł na podwórko, a było lato, tylko zabrał się za sprzątanie domu. Umył naczynia, podłogę, okna, poodkurzał pokoje, a nawet poobierał ziemniaki na obiad i ugotował zupę. Telefonu nie tknął, telewizora nie włączył. Po skończonej pracy, poszedł na zakupy! Wracając słyszał jak rodzice podjeżdżają pod dom. Wbiegł do mieszkania, zastawę wyłożył na stół i zupę w wazie postawił. Szybko do pokoju swojego poszedł i zaczął czytać książkę. Rodzice myśleli co ich spotka w domu. Gdy weszli - szok! Zamarli ze zdumienia. Idąc dalej, wchodząc do pokoju syna, byli coraz bardziej zdumieni i coraz bardziej dumni z niego. Antek od tego momentu poprawił swoje wyniki z nauki i pomagał rodzicom we wszystkim, o co go poprosili.

Julia Romańska 6c 

„Niespodziewany powrót”

           Pewnego słonecznego dnia, z samolotu wyszedł wysoki mężczyzna. Uśmiechał się na widok znajomego lotniska.

            Był to pan Marek. Dwa dni temu wrócił z misji, przebywał wtedy w Indiach. Na szczęście mógł wrócić do swego ojczystego kraju wcześniej. Dlatego też znalazł się teraz w Polsce, rodzinnym domu.

             Z szerokim uśmiechem przetwarzał kolejne ulice miasta. Mieszkał w ogromnej Warszawie, stolicy Polski, więc trochę zajęło mu dojście do tak upragnionego celu. Kilka minut potem, pan Marek znalazł się przed  drewnianymi drzwiami. Zapukał , a zza drzwi wyłoniła się niska brunetka.

-Dzień dobry! Jest może Adrian?- Marek spytał się kulturalnie.

Znał żonę swego najlepszego przyjaciela, jednak nie zdziwiłby się, gdyby ta go nie poznała.

-Ach, tak! Proszę poczekać, już wołam.

Po chwili mężczyzna usłyszał ciche kroki. Ich właścicielem  był oczywiście jego przyjaciel Adrian. Na przywitanie przytulili się, a potem weszli do środka.

-Co cię tu sprowadza? – zapytał wesoło Adrian.

-Potrzebuję  twojej pomocy!

Resztę dnia i nocy spędzili na rozmowie. Oczywiście, była ona na temat niespodzianki dla jego rodziny. Nie mieli pojęcia, że pan Marek wrócił już do kraju i jest bezpieczny.

             Kolejnego dnia, w domu rodzinnym Marka byli wszyscy jego domownicy: pani Agata, która była jego żoną i Zosia oraz Staś, jego nastoletnie już dzieci. Jak oczywiście wiadomo, nikt nie wiedział o powrocie głowy rodziny do Polski. Z tego właśnie powodu, w tym domu panowały zgaszone emocje. Po prostu nikt nie miał chęci do choćby małego uśmiechu. Bez Marka nic nie miało sensu, co od pewnego czasu sobie powtarzali.

Wtem zadzwonił dzwonek do drzwi. Cała trójka pobiegła do wejścia. Zawsze tak robili, kiedy ktoś zadzwonił. Lekko zawiedzeni otworzyli szerzej drzwi i w tym momencie zobaczyli ogromne pudło oklejone ozdobnym papierem. Spodziewali się taty i męża, a nie pudła, które zapewne przysłała ciocia z Niemiec. Podeszli trochę bliżej.

Jakie było ich zaskoczenie, kiedy z pudła wyskoczył uśmiechnięty pan Marek. Na twarzach całej czwórki zaczęły pojawiać się łzy szczęścia. Z płaczem przytulali się najmocniej, jak tylko mogli.

- No, widzę, że  moja niespodzianka się udała! – Wykrzyknął ze śmiechem Marek.

Każdy z domowników był szczęśliwy. W końcu mieli powody by się uśmiechać, oczywiście dzięki miłej niespodziance pana Marka.

Victoria Kogut 6c

Który z bohaterów literackich mógłby zostać Twoim przyjacielem i dlaczego?

Tomek Sawyer mógłby zostać moim przyjacielem, bo mimo tego, że nie przepadał on za szkołą i często bywał leniwy, to miał inne pozytywne cechy, które są ważne w życiu każdego człowieka.    

Tomek Sawyer mógłby zostać moim przyjacielem, gdyż lubił on bardzo wszelkiego rodzaju przygody. Uważam, że z nim na pewno bym się nie nudziła. Był on bardzo samodzielny, wesoły i bystry. Miał wiele szalonych pomysłów. Tomek lubił ruch i świeże powietrze, a ja również nie lubię przebywać w domu. W stosunku do swojej koleżanki, był bardzo szlachetny, dlatego poniósł karę, gdy zniszczył książkę. To świadczy o jego odwadze i współczuciu względem innych osób. Jego kondycja fizyczna była godna pozazdroszczenia i żadna przeszkoda nie była dla niego straszna. Tomek był niezwykle zwinny i szybki. Kiedy tyko zaszła taka potrzeba, to stanął na wysokości zadania i wspierał swoich przyjaciół dobrym słowem. Był wobec Becky czuły i troskliwy, co świadczyło o jego empatii. Poza tym bardzo kochał swoją rodzinę,  myślę, że miłość do bliskich jest jedną z ważniejszych rzeczy na świecie.

Tomek, mimo swoich wad, był inteligentny, odważny i troskliwy, dlatego uważam, że mógłby być moim przyjacielem.

Dagmara Kozak 6b

„Owocowe serce”

     Dawno, dawno temu, gdy Ścinawa była jeszcze malutkim i nieznanym miasteczkiem, mieszkała tam pewna bardzo uboga rodzina. Ojciec zarabiał grosze, a matka musiała zajmować się domem i ośmiorgiem dzieci. Dwie najstarsze córki zdawały sobie sprawę z trudnej sytuacji materialnej rodziców i pewnego dnia postanowiły im pomóc.

      Zaradne dziewczynki wpadły na pomysł, że będą zbierać owoce w opuszczonych sadach, a potem je sprzedawać. Długo szukały kogoś, kto chciałby je kupować. Siostry były już  zrezygnowane, lecz pewnego dnia znalazły kogoś, kto obiecał im pomóc. Był to zamożny mężczyzna o dobrym sercu. Powiedział dziewczynkom, że im pomoże w trudnej sytuacji i systematycznie  będzie kupował od nich owoce. Dziewczynki były uradowane, a w ich sercu pojawiła się nadzieja…

     Jednak mężczyzna nie zdawał sobie sprawy z tego, do czego się zobowiązał. Siostry przynosiły mu owoce prawie codziennie. Był jednak człowiekiem honoru i zawsze dotrzymywał danego słowa, terminowo wypłacał pieniądze. Jego żona wraz ze służbą codziennie przygotowywała potrawy różnego rodzaju z owoców bądź z ich dodatkiem, ale wciąż było ich za dużo. Dziewczynki tymczasem zaangażowały do zbierania  plonów w sadach swoje młodsze rodzeństwo. Od tego czasu owoców było coraz więcej i więcej, ledwie mieściły się w domu. Pewnego dnia zamożny mężczyzna zorganizował uroczystą kolację, na którą zaprosił wszystkich swoich znajomych. Na deser podano oczywiście owoce w każdej postaci. Był więc kompot, ciasto, mus i pyszna galaretka. W czasie rozmowy z gośćmi, mężczyźnie wpadł do głowy dobry pomysł. Pomyślał, że owoce należy przetwarzać na większą skalę. Założył więc małą przetwórnię w opuszczonym budynku gospodarczym i zatrudnił kilku pracowników, którzy byli w równie trudnej sytuacji, jak rodzice znanych mu dziewczynek i zgodzili się pracować za niewielkie wynagrodzenie. Wkrótce produkowane tam kompoty stały się popularne wśród okolicznych mieszkańców.

     W ten sposób dobroczyńca odmienił los ubogiej rodziny i pomógł również innym biednym mieszkańcom miasteczka. Z biegiem lat rozbudował przetwórnię, zatrudnił więcej pracowników, którzy z konieczności pracowali już na zmiany. Przetwórnia przez niego założona istnieje do dzisiaj,
a przetwory owocowe i warzywne ze Ścinawy znane są w całym kraju. Kto nie wierzy, niech sam się przekona, zapraszam do mojego miasta!

Julia Zdobylak, 6b

Zaginiony

     Pewnego słonecznego dnia, chociaż w przypadku pracy pod ziemią to i tak bez znaczenia, dwóch pracowników kopalni przyszło na drugą zmianę. Był to pan Andrzej i pan Jarosław, którzy znali się od wieków i razem pracowali.

     Poszli do szatni, aby się przebrać w strój roboczy i zjechali na dół windą. Po kilku godzinach pracy zrobili sobie przerwę, by coś zjeść. W czasie posiłku rozmawiali o tym, że z powodu tąpnięcia jeden z chodników został zamknięty. Opowiadał o tym Andrzej, ale Jarek mu nie wierzył. Po przerwie górnicy wrócili do pracy. Jarek poszedł do zamkniętego chodnika, aby przekonać się, czy kolega mówił prawdę. Chwilę później nastąpił zawał i Jarek został przysypany kamieniami. Myślał, że zginie, że to ostatnie momenty jego życia. Wtedy ukazał mu się Skarbnik, opiekun górników, który powiedział mu, żeby był dzielny i wytrzymał ból, bowiem zaraz nadejdzie ratunek. Lada moment znajdą go koledzy i uratują. W tym czasie towarzysze górnika z determinacją szukali zasypanego górnika. Z lękiem poszli do zamkniętego chodnika i wtedy dostrzegli dłoń wystającą spod kamieni. Zaczęli je odrzucać i po chwili wyciągnęli Jarka. Był uratowany!

     Górnik miał kilka siniaków, a poza tym był cały i zdrowy. Ze łzami w oczach dziękował kolegom za ratunek. Zrozumiał, że zawsze może na nich liczyć. „Prawdziwy przyjaciel pomoże w biedzie, zawsze się zjawi, gdy będziesz w potrzebie”. Co do Skarbnika, nie był pewien, czy nie uległ złudzeniu i czy naprawdę słyszał uspakajające słowa. Na wszelki wypadek i jemu także podziękował, aby w przyszłości nadal mógł liczyć na jego pomoc i opiekę.

Ewa Borkowska, 6b

Odważna dziewka z Przychowej

     Przychowa była wówczas wsią kościelną i służyła jako miejsce wypoczynku wrocławskich biskupów. Na rozległych błoniach rozciągających się na zachód od wsi, przy trakcie ze Ścinawy do Chobieni, stała okazała karczma. Podobnie jak w innych śląskich zajazdach, posiadała ona dużą salę taneczną, w której pośrodku stał słup drewniany podtrzymujący strop. Do jej wejścia wiodły 22-stopniowe schody, bowiem budynek miał obszerne piwnice, gdzie przechowywano zapasy i różnorakie trunki.

     Każdego wieczoru w owej karczmie gromadziło się kilkunastu gości. Często zatrzymywali się tutaj podróżni, aby odpocząć i posilić się przed udaniem się w dalszą drogę. Chłopi popijali wino i wódkę, gwarzyli o swoich gospodarskich sprawach.

     Pewnego razu-a była to akurat niedziela-do pobliskiego kościoła na mszę świętą udali się gospodarz z żoną i dwiema córkami, a także parobek i starsza służąca, bowiem również i oni byli ludźmi bardzo pobożnymi. W domu pozostała tylko mała służąca na wypadek, gdyby do karczmy wstąpił jakiś wędrowiec, który, po trudach wędrówki po zakurzonej drodze, chciałby ugasić pragnienie.

     Tak oto mała służąca pozostała na dużej zagrodzie. Nie odczuwała wcale samotności, gdyż była zwinną i wesołą dziewczyną. Nieustannie nuciła sobie różne piosenki. Nagle usłyszała głuche uderzenia w drzwi wejściowe i głosy dwóch mężczyzn, którzy opryskliwie żądali otwarcia. Szybko włożyła czysty fartuszek, ci zaś w tym czasie kołatali nieustannie.

-Dlaczego oni są tacy niecierpliwi?- dziwiła się dziewczyna.

Najszybciej jak potrafiła odsunęła zasuwę i drzwi się otworzyły. W okamgnieniu nieznajomi znaleźli się w sieni szynku. Przybysze z łoskotem zamknęli za sobą drzwi. Po chwili jeden z nich wyciągnął z zanadrza długi nóż, a drugi pochwycił pistolet. Jak wyglądali? Ba, nawet bez broni wyglądali strasznie!

-Wina, wódki…- wołali bezładnie-i pieniędzy, dużo pieniędzy!

-Gdzie gospodarz ma najlepsze wino, a gdzie pieniądze?

Dziewczyna pobiegła do kuchni, chwyciła za fidybusa, zapaliła go od ognia w palenisku, a następnie zaświeciła latarnię. Teraz poprowadziła obu napastników do dębowych, żelazem okutych drzwi piwnicy. Tymczasem napastnicy stawali się coraz bardziej niecierpliwi i wulgarni.

-Otwieraj, otwieraj, przeklęta dziewczyno!- krzyczeli.

Mała służąca odsunęła szeroką zasuwę, a złoczyńcy przy mizernym świetle schodzili do głębokiej piwnicy. Niezmiernie radośnie wrzasnęli, kiedy ujrzeli beczki pełne wina i wódki. Kiedy powstało zamieszanie, dziewczyna szybko zdmuchnęła światło, zdjęła drewniane chodaki. W dobrze sobie znanym pomieszczeniu piwnicznym, udało jej się dotrzeć do wyjścia, zanim jej prześladowcy zorientowali się w sytuacji. Zamknęła i zaryglowała drzwi, a jej trunkowi goście w ciemności zaczęli szukać wyjścia. Jeden z nich poślizgnął się na stromych schodach i upadł na twarz, a drugi uderzył się w głowę. W tym czasie obaj głośno wypowiadali przeraźliwe przekleństwa i złorzeczenia. Krzyki i szamotanie nie ustawały ani na chwilę. Wnet doprowadzeni do wściekłości nikczemnicy, ryczeli jak dzikie zwierzęta, waląc pięściami w co popadło. Natomiast zręczna służąca pobiegła do kościoła. Wtedy właśnie pierwsi ludzie opuszczali świątynię.

-Ratunku! Pomocy! -wołała podbiegłszy do swojego państwa.
Z zapartym tchem, w krótkich słowach opowiedziała, co zaszło.

Nie było czasu do stracenia. Gospodarz zwołał kilku krewkich mieszkańców wioski i zbójcy zostali ujęci. Później skrepowanych powrozami złoczyńców przekazano żandarmom, którzy na miejscu sporządzili odpowiedni protokół.

     Sprawa trwała niedługo. Okazało się wkrótce, że byli to dawno poszukiwani przestępcy, za których schwytanie wyznaczono wysoką nagrodę. Podczas przesłuchania przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, a ponad to wydali swoich wspólników. Po pewnym czasie schwytano resztę bandy i stracono. Mała służąca, która swą odwagą i rzadką przytomnością umysłu, przyczyniła się
do oczyszczenia okolicy z bandy rabusiów, otrzymała publiczną pochwałę i obiecane pieniądze.

     Wieść o tym zdarzeniu rozeszła się lotem błyskawicy. Od tego czasu coraz więcej gości przybywało do szynku, by zobaczyć odważną dziewkę. Która tak wiele dokonała. Klientów było wielu i wciąż przybywało nowych. Rozwój karczmy powiększał zaś dobrobyt rodziny i właściciela, który z wdzięczności dla swej dzielnej służącej, polecił nazwać zajazd „Pod wierną służącą”.

Szymon Sadza, 5c

 

Wiersze szóstoklasistów na temat „Gdybym miał/a jedenaście…”

 

„Gdybym miał jedenaście lwów”

Gdybym miał jedenaście lwów,

Jednego zamieniłbym na pudełko klocków LEGO.

Drugiego dałbym tobie, mój drogi kolego.

Trzeciego zachowałbym dla siebie, bo lubię lwy.

Czwartemu umyłbym porządnie kły.

Piątemu zrobiłbym sałatkę z lodowej sałaty,

bo ten lew jest bardzo kudłaty.

Szóstego… tak po prostu schowałbym do szafy,

bo jest podobny do „bezszybnej żyrafy”.

Siódmy i ósmy strzegliby moich drzwi,

bo wyglądają jak obronne psy.

Z dziewiątym chodziłbym na spacery,

a z dziesiątym na grzyby i rowery.

Wszystkich pilnowałby jedenasty lew,

bo jako jedyny czuje natury zew.

Igor Gacura, 6d

 

Gdybym miał jedenaście nóg”

Gdybym miał jedenaście nóg, to bym wtedy wiele mógł:

jedną grałbym w piłkę z Tomkiem,

drugą zostawiłbym za domkiem,

trzecią jeździłbym na rowerze,

czwartą dałbym komuś, niech bierze!

Piątą pływałbym w morzu,

szóstą położyłbym na łożu,

siódma biegałaby po łące,

a ósma ganiałaby zające,

dziewiątą schowałbym u mamy,

zaś dwie ostatnie – mi by się przydały.

Alicja Szmigielska, 6d

 

,,Gdybym miała jedenaście pokoi”

Pierwszy stałby pusty, a niech sobie stoi

Drugi siostry Karoliny, bo nie śpi po nocach,

Nie tylko z mojej winy.

W trzecim same gry mego brata,

W czwartym zabawki kota,

A niech się kotek bawi i na nich wymiata.

W piątym same ciuchy, co na to powiadacie?

Może to i garderoba , czy też taką macie?

W szóstym trzymałabym lalki i wszystkie me szpargały,

Żeby czysto było w siódmym, niech moim rodzicom

,, wychodzą gały”.

Ósmy pokój byłby cały fioletowy, jak z reklamy ,,Milki”, tej fioletowej krowy.

Dziewiąty zaś, to pokój mej mamusi,

Ona po całym dniu ze mną, odpocząć gdzieś musi.

Nie jestem samolubna, wy małe gobliny,

To dziesiąty pokój byłby całej rodziny.

Jedenasty pokój byłby jak matematyka ciemny i nieskończony.

Kto na to zarobić ma, pewnie się pytacie?

Odpowiedź i niepokój pozostawię tacie!

  Basia Formusiewicz, 6d

 

„Gdybym miała jedenaście guzików”

Gdybym miała jedenaście guzików, mogłam bym się nimi

Bawić bez liku.

Pierwszy do kurteczki bym przyszyła.

Drugi nad wieszaczkiem przykleiła.

Trzeci braciszkowi bym oddała.

Z czwartego medal bym zrobiła.

Piąty na szafeczce zostawiła.

Szósty nad biurkiem by zawisnął.

Siódmy w oka mgnieniu by prysnął.

Ósmym bym różyczkę zawiązała.

Dziewiątym bym pieskowi do obroży przyczepiła.

Dziesiątym bym się pobawiła.

A jedenasty, taki kanciasty w pudełku zostawiła.

Wiktoria Warcholik, 6c

 

„Gdybym miała jedenaście życzeń”

Gdybym miała jedenaście życzeń, do dopiero był by wyczyn!

Pierwsze to mieć małego psa.

Drugie to posadzić wiśniowe drzewa.

Trzecie, chodzić sama w las.

Czwarte, zbudować indiański szałas.

Piąte, grać na własnym komputerze.

Szóste, mieć własną królewską więżę.

Siódme, umieć latać.

Ósme, na własnej trampolinie skakać.

Dziewiąte, bawić się i śpiewać do rana.

Dziesiąte, mieć dużego banana.

Jedenaste, mieć basen za domem, by bawić się z siostrą i Karolem.

Wiktoria Piasecka, 6c

 

„Gdybym miała dziesięć par butów”

Gdybym miała dziesięć par butów,

Pierwsza w szafce by stała i na specjalną okazję czekała.

Drugą parę bym siostrze oddała, aby boso nie biegała.

Trzecia i czwarta para by stała, abym po w-fie założyć co miała.

Zaś piąta i szósta para w domu by została, ale i tak by się nie zmarnowała.

Siódmą do tańca bym wykorzystała.

Ósma na trening by się zdała.

W dziewiątych góry bym zwiedzała.

A w dziesiątych z dumą bym chodziła.

Wszystkie buty są wyjątkowe,

Gdy na nie patrzę, odejmuje mi mowę.

Marta Zagrodna, 6d

 

,,Gdybym miała jedenaście kwiatów”

Gdybym miała jedenaście kwiatów,

Pierwszy stałby na parapecie,

Drugi posadziłabym w ogrodzie.

Trzeci podarowałabym rodzicom.

Czwarty zapakowałabym do koperty.

Piąty by zwiędł,  więc bym go wyrzuciła,

Szósty to mały pączek, poczekałabym, aż wyrośnie.

Siódmy gdzieś się zapodział.

Ósmego zjadłby mój królik.

Dziewiąty do szkoły bym zaniosła.

Dziesiąty we włosach bym nosiła,

A z jedenastym nie wiem co zrobię, bo myślę… że chyba nie wymyślę.

 Julia Romańska,  6c

 

„Gdybym miał jedenaście kapeluszy”

Jeden kapelusz przed deszczem by chronił,

gdyby parasola zabrakło u moich rąk.

Kapelusz zaś drugi podarowałbym tobie,

żeby przed wiatrem chronił ci głowę.

Trzeci kapelusz. Cóż ja z nim pocznę?

Sumienie mówi: „rozmień na drobne”. 

Czwartego nie damy, to moja pamiątka.

Dla syna lub córki go w szafie schowam.

Już piąty kapelusz, a pomysły się kończą.

Włożę tam rymy, bo już mi się plączą.

Jedenaście kapeluszy nie jest mi dane,

 patrząc na szósty pasowałby damie.

Siódmy przechodniowi w prezencie może bym wręczył,

mała rzecz, a przecież tak cieszy.

Dobrych uczynków spełniłem za dużo,

z ósmego wydziergam ścierkę do kurzu.

Dziewiąty wreszcie, zaczynają się schody.

Może zostawię to dla ozdoby.

O dziesiąty pytała mnie dziś babcia.

Gdyż lubi fiolet i kwiatów zapach.

Dla myszki pluszowej jedenasty zostawię,

tam ją wykąpię i też nakarmię.

Sebastian Król, 6d

 

„Gdybym miała jedenaście kluczy”

Gdybym miała jedenaście kluczy,

pierwszym otworzyłabym szafę, by poznać jej tajemnice.

Drugim uchyliłabym drzwi do szczęścia

Smutnym ludziom.

Trzecim zamknęłabym swoją nieszczęśliwą przeszłość.

Czwartemu na odwrót, otworzyłabym bramę

do szczęśliwej przyszłości.

Piąty klucz zakopię w ogródku, by po latach,

gdy go odkopię, wspominać dziecięce lata.

Szósty klucz oddam Ludwisi.

Siódmy klucz wyśle na Księżyc,

by zabrali go kosmici.

Ósmy oddam potrzebującym,

aby pomógł im walczyć z przeciwnościami losu.

Dziewiąty klucz wrzucę do butelki

i poślę w dalekie morza.

Dziesiąty klucz oddam przyjaciółce,

żeby o mnie nie zapomniała.

Jedenasty klucz zostawię dla siebie w razie,

gdyby komuś był naprawdę potrzebny.

Eliza Gąsiorek, 6c

 

 

„Dlaczego świętujemy dzień 3 Maja?”

Dzień 3 Maja świętujemy z dwóch powodów – religijnego i historycznego. W dniu 3 maja 1791r. uchwalono Konstytucję. Przed podpisaniem Konstytucji, Polska miała skomplikowaną sytuację wewnętrzną, ponieważ o tym, co się dzieje w państwie decydowali zaborcy. Po ustanowieniu Konstytucji zerwano z panującymi dotychczas zasadami „liberum veto” oraz „wolnej elekcji”. Konstytucja 3 Maja wzmocniła władzę państwową, którą sprawował król wraz z ministrami, wchodzącymi w skład straży praw.

Ustanowiono kontrolę ministrów przez sejm oraz wprowadzono zasadę zwierzchnictwa narodu nad władzą państwa. Święto Konstytucji obchodzimy głównie dlatego, że wprowadzono w niej pojęcie „naród”, odnoszące się nie tylko do szlachty, ale i do mieszczan i chłopów, którzy od tej pory mieli trafić pod opiekę państwa.

Bartosz Haryk, 4c

Sprawozdanie z wycieczki do Dziewina

  

W dniu 26.04.2017r. nasza klasa 5a, wraz z opiekunem panem Pawłem Stanisławskim, wybrała się za wycieczkę do Dziewina. O godzinie 800 spotkaliśmy się na przystanku pod ,,Przystanią”, skąd 15 minut później wyjechaliśmy. Podróż nie trwała zbyt długo, gdyż jest to miejscowość o 3 kilometry. oddalona od Ścinawy.

   Po przybyciu na miejsce, pani przewodniczka opowiadała nam o wartościach przyrodniczych tejże miejscowości. W tym momencie podzieliliśmy się na cztery grupy; każda grupa otrzymała lornetki i lupy. Głównym zadaniem zabawy dydaktycznej było rozpoznanie roślin. Wygrywała ta drużyna, która odgadła jak najwięcej gatunków roślin. Następnym punktem było rozpoznanie drzew. Przy okazji dowiedzieliśmy się, jak bardzo są cenne przyrodniczo i dlaczego są chronione.

Potem udaliśmy się w okolice zamku, gdzie przewodniczka opowiadała nam historię tego niezwykłego miejsca. Kolejnym etapem wycieczki było zwiedzanie gospodarstwa agroturystycznego. Na koniec wyruszyliśmy do świetlicy wiejskiej Dziewina, gdzie uczestniczyliśmy w zajęciach artystycznych decoupage. Jest to technika zdobienia drewna, metalu, szkła, tkanin, z plastiku, ceramiki metodą serwetkową. Wycieczka bardzo mi się podobała, zdobyłem dużo wiadomości z przyrody.

Marcel Nowaczyk, 5a

Dlaczego Światowy Dzień Książki obchodzimy 23 kwietnia?

    23 kwietnia obchodzimy największe święto czytelników na całym świecie-Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Data nie jest oczywiście przypadkowa. Tego dnia przypada święto patrona Katalonii - świętego Jerzego. Zgodnie z tradycją, kobiety tego dnia obdarowywane były czerwonymi różami, które miały symbolizować krew smoka zabitego, według legendy, przez świętego. Często odwzajemniały się panom prezentami, którymi były książki...

     Wydawca Vicent Clavel Andrés nawiązał do tej pięknej tradycji i w 1926r. zainicjował obchody Dnia Książki. W 1995 r. UNESCO ogłosiło, na wniosek rządu Hiszpanii, Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, pozostawiając wspomnianą datę, nawiązującą do hiszpańskich obchodów. Ponadto 23 kwietnia to data bardzo ważna w historii literatury światowej –rocznica urodzin Wiliama Szekspira i obchodzona zwyczajowo data śmierci Miguela de Cervantesa (choć tak naprawdę pisarz zmarł dzień wcześniej, a 23 IV odbył się jego pogrzeb).

     Sukces międzynarodowego dnia utworzonego przez UNESCO był tak duży, że stworzono instytucję Światowej Stolicy Książki. Tytuł ten jest przyznawany co roku za stworzenie najlepszego programu promującego książki i czytelnictwo w danym mieście. Pierwszą Światową Stolicą książki był Madryt w 2001 roku, a w ubiegłym roku - Wrocław. Na zakończenie kadencji stolicy Dolnego Śląska, dnia 23 kwietnia 2017 roku, został zaprezentowany Światowy Hymn Książki ku czci czytelnictwa. Słowa hymnu pochodzą z wiersza Tadeusza Różewicza „Włosek poety”, a autorem melodii jest Jan Kanty Pawluśkiewicz.

     Z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich, na świecie podejmowane są różne działania, które służą promocji czytelnictwa oraz ochronie praw autorskich.   

Opr. koło edytorskie

 

Święta wielkanocne w moim domu

Świąteczny czas w mojej rodzinie zaczyna się w Wielki Czwartek uczestnictwem we Mszy świętej, której rozpoczyna Triduum  Paschalne. W piątek robimy porządki w domu, wraz z bratem robimy dekoracje wielkanocne oraz mama piecze ciasta, a wieczorem idziemy na Misterium Męki Pańskiej. W sobotę rano robimy pisanki oraz  dekorujemy koszyczek do święcenia pokarmów, następnie udajemy się do kościoła ze „święconką”. W niedzielę idziemy na mszę świętą, następnie jemy całą rodziną śniadanie wielkanocne i spędzamy wspólny czas . Poniedziałek Wielkanocny to dzień, w którym odwiedzamy rodzinę i spędzamy miło chwile.

 Julia Zdobylak, 6b

***

Okres Wielkanocy jest to niezwykły czas, w którym cała rodzina spędza dużo czasu razem i właśnie wtedy jest możliwość przekazania wielu rodzinnych tradycji. Święta Wielkanocne są to jedne z najstarszych świąt chrześcijańskich. Każda rodzina ma swoje tradycje, które mogą się różnić w zależności od regionu. Opowiem trochę o swoich.

W sobotę przed Niedzielą Palmową idziemy z tatą na pola, aby nazbierać gałązki wierzbowe, które rosną nieopodal w rowie. Następnie zrywam piękne, żółte forsycje i zielony bukszpan, które rosną w naszym ogródku. Później układam wszystko w piękną palmę, którą następnego dnia niosę do kościoła. W Wielki Czwartek zaczynamy Triduum Paschalne.  Następnie w Wielki  Piątek idziemy  do kościoła na drogę krzyżową. Podczas tego dnia obowiązuje nas ścisły post. W Wielką Sobotę całą rodziną idziemy poświęcić święconkę. Co roku do koszyczka wkładamy: baranka z cukru, ozdobione jajka, szynkę, chleb, chrzan, sól, pieprz i babkę. Moim ulubionym zajęciem w tym czasie jest dekorowanie jajek różnymi technikami. Tydzień przed świętami mama zaczyna zbierać łupiny z cebuli, aby zafarbować jajka na piękny, brązowy kolor. Tata przynosi nam ucięte paski z dętki, a my z mamą nakładamy je na jajka przed gotowaniem w łupinkach. Wychodzą wtedy piękne, białe paseczki, a pomiędzy nimi rzeźbię różne wzory, np.: gałązki bazi. Bardzo lubię układać różne wzory z gumek oraz patrzeć, jak we wrzącej wodzie jajka zmieniają kolor. W dzień zmartwychwstania Chrystusa stajemy obok świątecznie zastawionego stołu i składamy sobie życzenia oraz dzielimy się poświęconym jajkiem. Ten zwyczaj był przekazywany z pokolenia na pokolenie w rodzinie mojej mamy. Podczas świątecznego śniadania, nie może zabraknąć oczywiście żurku z jajkami, poświęconych potraw oraz ciast, które zawsze dekoruję. Po śniadaniu rodzice chowają po całym domu czekoladowe jajeczka, których później szukam, mimo że jestem już duża – zawsze sprawia mi to dużą frajdę.

Moim zdaniem, okres Wielkanocy jest to wspaniały czas, ponieważ spotykam się z moją wspaniałą rodziną. Myślę, że zwyczaje utrzymywane w moim domu przekażę moim dzieciom, a one swoim.

Julia Dymkowska, 5c

***

Święta Wielkanocne obchodzę razem z rodziną. Jesteśmy rodziną katolicką, więc od Wielkiego Czwartku chodzimy do kościoła. Oprócz tego mamy jeszcze inne zwyczaje związane z tymi świętami.

W piątek wyjeżdżamy do babci, do której mamy czterysta kilometrów. W tej samej miejscowości mieszkają moi dwaj kuzyni. Codziennie razem spędzamy dużo czasu. W sobotę idziemy do kościoła, żeby poświęcić jedzenie: kiełbasę, chleb, sól,  jajka, pisanki, baranka, ocet, babkę, chrzan i mięso. W niedzielę rano idziemy do kościoła bardzo wcześnie, a potem jemy śniadanie. Na stole stoi piękna babka, rzeżucha, a w środku baranek. Uwielbiam biały barszcz z jajkami, chrzanem i ćwikłą. Później szukam wiadomości od „zająca wielkanocnego”. Wyczekiwany przez nas list znajdujemy na parapecie, a w nim są wskazówki, gdzie mamy szukać „gniazd”. Szukamy więc jajek czekoladowych i słodyczy, które są ukryte w różnych miejscach. W ostatniej kryjówce zając żegna się z nami oraz zostawia prezent dla babci. Wszyscy zawsze się cieszą i wszystkim jest wesoło oraz słodko. Nazajutrz przyjeżdża wujek i według tradycji, psika wszystkie kobiety delikatnie perfumami. My z kuzynami czekamy na chodniku i oblewamy wodą rówieśników i tych, którzy nie potraktują tego jako złośliwość. Świetnie się przy tym bawimy.

Święta Wielkanocne to naprawdę wspaniały czas, spędzony z rodziną. To czas na smakołyki, wspaniałe zapachy i zabawy, a zajączek nigdy mnie nie zawiódł.

Szymon Sadza, 5c

***

Święta Wielkanocne w moim domu poprzedza Wielki Post. Każdy z nas musi mieć jakieś postanowienie, którego będzie się trzymał całe czterdzieści dni. Niedziela Palmowa rozpoczyna Wielki Tydzień. Tego dnia udajemy się do kościoła w celu poświęcenia tzw. palemki. Obowiązkowo  obchodzimy Triduum Paschalne, czyli Wielki Czwartek, Piątek i Wielką Sobotę. Te dni są już w mojej rodzinie przedsmakiem świąt. W Wielki Czwartek – zajączek – masa czekoladowych jajeczek, zajączków. W Wielki Piątek obowiązuje ścisły post, z całą rodziną  udajemy się do kościoła na czuwanie. W Wielką Sobotę tradycyjnie idziemy z koszykami do kościoła, aby poświęcić pokarmy. Do koszyka wkładamy: jajka, baranka, wędliny, chrzan, masło, pieprz, sól…. W Niedzielę Wielkanocną udajemy się na Mszę świętą. Po powrocie do domu, w gronie rodzinnym, zasiadamy do uroczystego śniadania wielkanocnego. Dzielimy się jajkiem, składamy życzenia i zasiadamy do wspólnej wieczerzy. W Poniedziałek Wielkanocny obchodziliśmy Śmigus Dyngus. Każdy z nas tego dnia musi zostać oblany wodą. Te zwyczaje są w mojej rodzinie tradycją, więc obchodzimy je co roku.

Marcel Nowaczyk, 5c

 

Recenzja książki „Motyle dzienne, motyle nocne”

     „Motyle dzienne, motyle nocne” Małgorzaty Juszczak, wbrew pozorom, to nie jest książka przyrodnicza.

     Jej bohaterką jest Malwina. Nie wiadomo, dlaczego bohaterka nosi takie rzadkie imię. Być może, to za sprawą kwiatów, które przyśniły się jej mamie lub na pamiątkę po ojcu, tajemniczym Melvinie, którego dziewczynka nigdy nie poznała.

     Malwinę otacza wiele innych niezwykłych osób: kamieniarz, który tworzy smutne anioły, dziwna kobieta, która nigdy nie opuszcza domu i ukrywa się przed światem, córka cyrkowców w czarnym kapeluszu…

     Malwinę lękiem napawają ćmy. Gdy jakaś wpadnie do pokoju, woła na pomoc mamę. Zamyka okna, aby uniknąć takich przykrych sytuacji. Mama tłumaczy córce, że nie powinna bać się owadów, które są po prostu nocnymi motylami. Jeśli Malwina nie przezwycięży lęku przed nimi, nigdy nie pozna prawdy o lipcowej nocy, a wtedy  straci coś ważnego…

     Podobnie dziewczynka musi przezwyciężyć swoje uprzedzenia i poznać lepiej ludzi ze swojego otoczenia. Oni też mają swoje tajemnice…

     Książka uczy, jak przezwyciężać swoje uprzedzenia i lęki, pokazuje, jak wiele możemy zyskać, gdy mamy otwarty umysł i serce. Kamieniarz to nie jest sprawca przemocy domowej, lecz człowiek nieszczęśliwy, który w wypadku stracił rodzinę. Pisarka okazuje się osobą chorą, która uczulona jest na promienie słoneczne i dlatego nigdy nie opuszcza domu. Malwina opowie się po jej stronie, gdy stanie się ona obiektem prześladowań miejscowej bandy wyrostków, z którą przez moment sympatyzowała dziewczynka.

     Malwina to ciekawa postać. Jej problemy nie są obce współczesnym nastolatkom (niepełna rodzina, poczucie samotności w nowym miejscu, brak przyjaciółki, tęsknota za ojcem). Przeżycia bohaterki są różnorodne: raz smutne, a czasem wesołe, zwyczajne lub zupełnie zwariowane. Książka uczy czytelników, jak dokonywać trudnych wyborów, nawiązywać relacje z innymi ludźmi, lepiej ich rozumieć. Bohaterka  na kartach książki dojrzewa i zmienia się. Staje się odpowiedzialna za siebie i swoich bliskich, szanuje ich wybory, np. mamy, która wybiera na partnera Szymona, a nie bibliotekarza, którego upatrzyła sobie na ojca dziewczynka.

    Powieść to książka psychologiczna, która, według mnie, powinna znaleźć się w spisie lektur. Czyta się ją szybko i z przyjemnością. Napisana jest językiem zrozumiałym, bliskim współczesnemu czytelnikowi. Z pewnością zachęci do czytania książek nawet najbardziej niechętnych uczniów.

Karolina Kras 5a

 

Recenzja książki Katherine Paterson „Most do Terabithii”

     Kiedy w nagrodę w konkursie otrzymałem książkę „Most do Terabithii” Katherine Paterson, nie byłem zbytnio zadowolony, bo niespecjalnie lubię czytać, a tytuł nic mi nie mówił. W szkole też chętniej oglądam ekranizację lektury niż ją czytam. W końcu zdecydowałem się przeczytać powieść, żeby wziąć udział w dalszej części konkursu i … nie żałuję.

Powieść spodobała mi się i z czystym sumieniem mogę ją polecić innym uczniom. Opowiada o przyjaźni dwójki dzieci: Jessa i Leslie.

Pasją bohatera jest bieganie i rysowanie. Jego życie nie jest zbyt ciekawe do czasu, gdy poznaje niezwykłą dziewczynę. Staje się ona jego najlepszą i jedyną przyjaciółką. Wspólnie odkrywają w lesie nad strumieniem magiczną krainę, którą nazywają Terabithią. Dostają się do niej przy pomocy liny przywiązanej do drzewa. Odnawiają stary domek na drzewie, spędzają tam razem czas na zabawach i rozmowach. Pewnego dnia wydarza się tragedia. W czasie przeprawy przez strumień ginie bohaterka i Jess zostaje sam…

Nie spodziewałem się takiego rozwoju wypadków i było mi bardzo żal bohatera. Myślę jednak, że miał szczęście. Poznał niezwykłą dziewczynę, zaprzyjaźnił się z nią. Wspólnie przeżyli wiele zwykłych,
a zarazem niezwykłych chwil. Leslie odmieniła życie Jessa i jego samego. W książce czytamy takie zdanie: „ Była jego drugą, znacznie lepszą połową-jego drogą do Terabithii i całej nieznanej reszty świata”. Bohaterka sprawiła, że każdego dnia budził się z przyjemnością, czekając na spotkanie z nią. Poznawał siebie z zupełnie nowej i nieznanej sobie strony. Dzięki niej stawał się lepszy, uruchamiała w nim pokłady dobra. Stawał się wartościowszy. To dzięki niej rozwijał swój talent do rysowania, lepiej funkcjonował w domu jako brat nie najfajniejszych sióstr. Nauczył się nawet rozumieć nielubianą nauczycielkę, panią Myers.

     Myślę, że Leslie na zawsze pozostanie w jego pamięci i wspomnieniach. Może kiedyś, gdy będzie miał pokusę, żeby zrobić coś głupiego lub podłego, zatrzyma się w pół drogi i pomyśli: „Leslie by tego nie pochwaliła”. Wtedy może nie popełni błędu.

     Książka warta jest przeczytania, bo bohaterowi są prawdziwi, a nie papierowi jak niektóre postaci z powieści dla dzieci czy młodzieży. Autorka nie poucza, a opisuje sytuacje, z jakimi się spotykamy, np.: „Uczucia Jessa wobec ojca Leslie przypominały bolący ząb, którego się ciągle dotyka. Potem człowiek stara się o wszystkim zapomnieć, je drugą stroną, ale nagle zapomni i znów się urazi”. Książka porusza wiele problemów. Jess czuje się niekochany przez ojca, który nigdy nie okazuje mu uczuć, tylko wobec jego sióstr nie jest oschły jak wobec niego. Od chłopaka tylko wymaga i surowo rozlicza, gdy coś wykona nie tak jak trzeba. Dopiero gdy syn przeżyje tragedię, okaże mu serce
i da odczuć, że jest dla niego ważny tak samo jak jego siostry.

     Podsumowując mogę stwierdzić, że warto przeczytać powieść. Sam chętnie obejrzę też film na jej podstawie. Pierwszy raz najpierw przeczytałem książkę ( a nie obejrzę filmu), to dowód na to, że w mojej skali ocen zasługuje ona na szóstkę . Myślę, że poszukam jakiejś następnej sensownej książki i ją przeczytam. Jakąś barierą w sobie, niechęć do czytania książek, chyba już przełamałem.

Olivier Magoń 5a

 

„Odniosłam sukces…”

Pewnego grudniowego dnia w szkole odbył się Ogólnopolski Konkurs „Dyktando (nie tylko) dla Mistrzów”.

Do wzięcia udziału w konkursie zachęciła mnie moja pani polonistka oraz moi rodzice. Z mojej klasy startowało też kilka innych osób. Na konkursie pilnowała nas pani bibliotekarka, która objaśniła nam, np. w jaki sposób mamy zaznaczać odpowiedzi na karcie oraz jaki kolor długopisu trzeba używać. Muszę przyznać, że podczas uzupełniania tekstu stresowałam się i nie byłam pewna moich wszystkich odpowiedzi, ale po ponownym przemyśleniu, już się o to  nie bałam. Gdy skończyłam uzupełniać dyktando, oddałam je pani i wróciłam na lekcje. Po konkursie, gdy już wszyscy  wrócili, wypytywaliśmy się nawzajem o odpowiedzi z następujących zadań. Nie wiedzieliśmy, która odpowiedź jest poprawna, ponieważ uczniowie mieli inne zdania. Na wyniki czekaliśmy dosyć długo, bo aż dwa miesiące, ale kiedy już przyszły, naprawdę się ucieszyłam. W trakcie lekcji pani polonistka ogłosiła wyniki…

Okazało się, że zajęłam 6. miejsce w Polsce i czeka na mnie nagroda książkowa. Byłam bardzo zadowolona, ponieważ był to ogólnopolski konkurs organizowany przez IRO Instytut Rozwoju Oświaty w Warszawie. Teraz już wiem, że warto brać udział w konkursach, ponieważ można zająć wysokie miejsce i mieć satysfakcję z osiągniętego celu.

Julia Zdobylak kl. 6b

„Najciekawszy dzień ferii”

Pewnego słonecznego dnia obudziłam się, po czym zjadłam pyszne śniadanie. Podczas jedzenia rozmawiałam z mamą na temat tego, co możemy dzisiaj robić. Po dłuższym namyśle postanowiłyśmy, że pojedziemy do sklepu. Umyłam się i ubrałam, po czym pojechałyśmy do sklepu.

To nie miały być zwykłe zakupy, ale zakup moich wymarzonych kredek. Zbieram je
i mam niezwykłe  kolory. Brakowało mi tylko neonowych. Bardzo się ucieszyłam, kiedy ściskałam pudełko w sklepie. Nawet nie chciałam iść do kina na film, na który zaprosiła mnie mama. Ostatecznie obejrzałyśmy bajkę. Bardzo mi się podobała, ponieważ była
o zwierzakach, które kocham. Po seansie wybrałyśmy się na pyszny obiad i lody. Po powrocie do domu postanowiłam, że narysuję, co najmilszego mi się dzisiaj przydarzyło. Po dłuższym namyśle postanowiłam narysować obiad z mamą. Na co dzień ja się uczę, a mama pracuje, więc  mamy mało czasu dla siebie.

Pomimo tego, że kredki były wspaniałe, nie było nic piękniejszego niż ten obiad. Przy obiedzie rozmawiałam z mamą. To był wspaniały dzień, ponieważ spędziłam go
z najbliższą mi osobą.

Agata Solińska kl.4c

„Najciekawszy dzień ferii”

Pewnego dnia w czasie ferii poszłam na spacer z moją kotką Rubi. Rubi bardzo lubi długie spacery. Było trochę zimno, postanowiłam założyć jej ubranko, które kupiłam w „Biedronce” na święta. To był czerwony sweterek z głową renifera, a renifer miał nos z zielonego pompona. Na dworze Rubi tarzała się w ziemi. Kiedy wróciliśmy do domu, była cała brudna, otrzepałam ją i dałam jej ulubioną zabawkę, białą myszkę.

Później musiałam jechać z tatą na zakupy, po surówkę do obiadu. Kiedy weszliśmy do domu, to wzięłam ciasto dla babci, już mieliśmy wychodzić z domu, Rubi położyła się pod drzwiami i nie chciała nas wypuścić. Postanowiliśmy ją wziąć. Zawsze braliśmy ją w koszyku, a wtedy wzięliśmy ją na smycz do auta.

Wtedy Rui się zerwała i nagle podbiegła pod balkon. Tata i ja szybko za nią pobiegliśmy, na szczęście, złapaliśmy ją. Tato wziął ją na ręce i zaniósł ją do auta. U babci Rubi była grzeczna i wszyscy się cieszyli, że przyjechała z nami.

Nikola Wołos 4c

„Najciekawszy dzień ferii”

Moim najciekawszym dniem ferii był czwartek, 16 lutego 2017 r. Tego dnia wraz z rodzicami i siostrą pojechaliśmy na cały dzień w góry. Była piękna, słoneczna pogoda z dodatnią temperaturą. Wymarzona pogoda na wycieczkę. Rano wstaliśmy bardzo wcześnie, zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy zdobyć góry. Rodzice mieli już zaplanowany dzień wyjazdu. Naszym miejscem docelowym był Pec pod Śnieżką w Czechach. Mieliśmy do pokonania 150 km. Byliśmy tam o godzinie 10.00. Kolejką liniową wjechaliśmy do górnej stacji, położonej nieco poniżej szczytu Śnieżki. Od tego miejsca wchodziliśmy  pieszo. Moja siostra trochę marudziła, ale pokonała trudne schody. Widoki były bardzo piękne i warte  zmęczenia. Następnie rodzice zabrali nas na tor saneczkowy. Tam, wiadomo, zabawa na całego! Następnie poszliśmy zwiedzać malowniczo położone miasteczko. W drodze powrotnej pojechaliśmy do Szklarskiej Poręby. Znajduje się tam Park Dinozaurów z parkiem linowym. Wyszaleliśmy się z siostrą za wszystkie czasy. Około godz. 20.00 byłyśmy już w domu. Dzień był bardzo ciekawy i obfitujący w liczne przygody i zabawy. Rodzice się spisali. Zapamiętam ten dzień na długo.

Gracjan Staroń 4c

„Wizyta w Zakopanem”

Ferie na Dolnym Śląsku zaczęły się 13 lutego, a skończyły 26 lutego. Pierwszy tydzień ferii spędziłem w domu z rodziną. W drugim tygodniu pojechaliśmy w Tatry, do stolicy polskich gór - Zakopanego.

Zatrzymaliśmy się w pensjonacie „Pod Trzema Dębami”, na ulicy prowadzącej na Gubałówkę. Drugi dzień spędziliśmy na wyprawie na Kasprowy Wierch, czekając ponad dwie godziny na kolejkę. Przy wsiadaniu do gondoli ogarnął mnie strach. W czasie tych dwudziestu minut, nie myślałem o strachu, lecz podziwiałem panoramę Tatr. Widok na Kasprowym Wierchu był niesamowity i warto było tam być.

Kolejny dzień to pójście nad Morskie Oko, całe 10 km szliśmy pieszo. Na miejscu ujrzeliśmy piękne jezioro, niesamowite widoki i szczyt Rysy. Z tatą byłem na skoczni „Wielkiej Krokwi”, gdzie odbywają się zawody w skokach narciarskich.

Pogoda w tym roku była wyśmienita na naukę jazdy na nartach, skorzystałem z tej możliwości, którą zapewnił nam instruktor. Nauka jazdy na nartach była bardzo śmieszna, jak i również bolesna.

Niestety, po kilku dniach trzeba było wracać. Po kilkugodzinnej jeździe samochodem, wieczorem, dotarliśmy do domu. Tegoroczne ferie zimowe będę wspominał miło, z humorem i „zimowo”.

Mateusz Dąbrowski, 4c

„Interesująca opowieść o Dziewinie”

Pewnego razu Krzyś i Zosia zainteresowali się miejscowością, w której mieszka ich dziadek. Miejscowość ta nazywa się Dziewin. Jest malowniczą wsią, położoną nad brzegiem Odry. Jest tam kościół, ruiny pałacu oraz ciekawe miejsce zwane „jeziorem Napoleona”.

Nazajutrz, gdy przyjechali z rodzicami do dziadka, od razu zadawali mu wiele pytań na temat pałacu, kościoła i jeziora. Wspólnie poszli na spacer. Gdy szli w stronę zabytku, dziadek zatrzymał się przy pałacu i opowiedział wnukom jego historię. W XVI wieku pałac zaczął być budowany. Obok niego znajduje się okrągła fontanna i park. W pałacu są piękne, renesansowe, kamienne obramienia okien i barokowe portale wejściowe. Pałac mieścił niegdyś wspaniałe dzieła sztuki, gromadzone przez właścicieli. Dawniej znajdowały się w nim piękne zestawy porcelany, monet, sreber oraz bogate zbiory biblioteczne. Niestety, wszystko to zostało rozkradzione, a pałac uległ zniszczeniu i teraz pozostały tylko ruiny. Później wszyscy razem udali się w kierunku kościoła. Dziadek powiedział, że kościół był zbudowany w XIV wieku. Ma piękną wieżę o szczycie renesansowym. We wnętrzu znajduje się ciekawa ambona oraz chrzcielnica. Na uwagę zasługuje też pomnik poświęcony założycielowi kościoła. Po działaniach wojennych świątynia została poważnie uszkodzona, ale po krótkim czasie szybko odrestaurowana. Następnie udali się w kierunku malowniczego jeziora, która powstało z odnogi Odry. Historię mówiącą o jeziorze, dziadek znał najlepiej. W 1813 r. w okolicach Dziewina, cesarz Napoleon Bonaparte wraz ze swoją armią przeprawiał się przez Odrę na wschód. Cesarz, oprócz licznych wojsk, zabierał ze sobą ogromne zapasy żywności, odzieży i różnych bogactw. Nie przewidywał nawet, jaka klęska go spotka i jak żałosny będzie odwrót jego niezwyciężonej armii! Na jednym z wozów znajdowała się potężna skrzynia wypełniona monetami. W czasie przeprawy przez rzekę, pękła oś w nadmiernie obciążonym wozie i cały cenny ładunek zaczął znikać pod wodą. Na nic zdał się wysiłek zrozpaczonych żołnierzy i opór zmęczonych koni, ponieważ głębia pochłonęła skarb na zawsze! Ta piękna opowieść bardzo dzieci zaciekawiła. Czuły jednak zmęczenie, bo spacerowały prawie całe popołudnie. Gdy dzieci wróciły do domu, opowiedziały babci i rodzicom wrażenia ze spaceru. Wszyscy z zaciekawieniem słuchali Krzysia i Zosi.

Dzieci bardzo mile wspominały popołudnie, które spędziły u dziadka. Był to bardzo interesujący spacer. Dowiedzieli się wiele ciekawych informacji. Najbardziej spodobała się historia o Napoleonie Bonaparte.

Martyna Sajak, 5c

„Moja wieś – Dębiec”

       Moją „Małą Ojczyzną” jest wieś Dębiec w powiecie lubińskim na Dolnym Śląsku.

       Jest to wioska należąca do gminy Ścinawy. Kiedyś, przed II wojną światową był tam zamek w parku, szkoła oraz zajazd. Zajazd mieścił się w domu, w którym mieszkał mój dziadek. Do tej pory stoi tam dom, w którym mieszka mój wujek. Na podwórku kiedyś pod dębami były rozstawione stoliki (gdy była świetlica), teraz znajdują się garaże

       W parku był zamek zajmujący duży obszar. Do obszaru dworskiego należało 15 hektarów –lasu, stawów oraz 17 hektarów obejścia folwarku i drogi. Do osiadłości należał młyn wodny i nowoczesna parowa palarnia spirytusu.

       W połowie XIX wieku rozwinięto hodowlę  krów mlecznych, których mleko odstawiano do mleczarni w Ścinawie. Uprawiano ziemniaki, buraki i warzywa.

      Powiększona została powierzchnia parku i posadzone aleje drzew. W wiosce było 166 mieszkańców i 24 domy mieszkalne.  W połowie XIX wieku było 256 mieszkańców, a w 1939 roku było 162 mieszkańców.

      Teraz w parku są ruiny zamku, które zarosły drzewami i krzakami. Podobno w zamku był tunel – prowadzący do Turowa. Dzieci w parku mają plac zabaw i boisko.  Dorośli w parku urządzają dożynki. Tam, gdzie była szkoła, teraz znajduje się świetlica wiejska. Przez Dębiec prowadzi droga, która ma dwa niebezpieczne zakręty. Gdy jest zima i nawierzchnia jest śliska, to samochody lądują na naszym polu, a mój tata je wyciąga z rowu. Nawet latem, gdy popada deszcz, to też muszę uważać, bo jest ślisko. Pamiętam, jak wróciłem ze szkoły, to na tych zakrętach wywróciła się ciężarówka ze zbożem. Wyglądało to strasznie, ale nic poważnego nikomu się nie stało. Z tymi zakrętami są różne historie, można by było opowiadać i opowiadać! Jednym z poważniejszych wydarzeń był wypadek młodej pary, która akurat jechała na swój ślub. Na szczęście, skończyło się tylko na połamaniu zderzaka samochodu. Para młoda zdążyła na swój ślub.

       W mojej wsi jest teraz 35 domów mieszkalnych, a mieszkańców 130. Jest tylko jedna krowa na całą wieś. Rolnicy trzymają tylko po dwie świnki, dla siebie. Stajnie i świniarnie są

puste. Niektórzy rolnicy mają po parę kurek i kaczek, żeby mieć jajka swojskie dla siebie lub na sprzedaż. Praktycznie we wsi jest trzech gospodarzy, którzy mają dużo hektarów, a reszta ludności pracuje w różnych zakładach. Moim zadaniem, świat się zmienił bardzo, co widać na przykładzie „mojej Małej Ojczyzny”.

Konrad Ciesielski kl.5a

„Jak powstał ścinawski most”

Dawno, dawno temu, do istniejącej do dzisiaj miejscowości o nazwie Ścinawa, przyjechał bardzo ważny król Ryszard. Król ten był bardzo dobrze znany w Ścinawie, ponieważ był władcą sąsiedniego miasta Wolica. Miał do przekazania bardzo smutną wiadomość.

Okazało się, że książę miasta, Olejmin, wypowiedział wojnę Wolicy. Cała Ścinawa była tym zasmucona. Nie było jak pomóc Wolicy, ponieważ te dwa miasta oddzielała rzeka Odra.

Ścinawa chciała pomóc Wolicy, ponieważ jednak Ścinawa i Wolica to były biedne miasta, nie miały wystarczającej ilości łodzi do przewozu żołnierzy. Sam Ścinawa miała tylko pięć łodzi i w tej sytuacji była bezradna.

Wolica musiała walczyć sama. Wróg zaatakował i bez trudu zajął całą Wolicę i jeszcze parę pobliskich wsi. Wszyscy mieszkańcy tego miasta musieli uciekać do Ścinawy. Jednak długo tam mieszkać nie mogli, ponieważ Ścinawa to małe miasto i było przepełnione. Każdy szukał sposobu, jak odbić Wolicę.

Pewnego dnia przybył do Ścinawy posłaniec z dalekiego miasta Sokołówka. Twierdził, że usłyszał o wojnie, dlatego oferował pomoc. Mieli tam dobrych hutników i kowali, dlatego chcieli zbudować most pomiędzy Ścinawą a Wolicą. To byłoby kluczowe dla odbicia Wolicy. Jednak nie ma nic za darmo. Sokołówka za budowę mostu  chciała dwieście kilogramów złota. Niestety, Ścinawa i Wolica taką kwotą nie dysponowały.

Wtedy król Ścinawy przypomniał sobie o zakopanym bardzo daleko stąd złocie i rubinach, których było dokładnie dziesięć. Rozkazał poddanym i części wojska pojechać po zakopane skarby. Kiedy załoga wyjechała, Olejmin wzrastał w siłę. Trzeba było się spieszyć, ponieważ brakowało niewiele, aby Olejmin stał się silny i zdeprawowany. Jednak po kilku dniach wojsko wróciło ze skarbami. Budowę rozpoczęto już w następnym tygodniu.

Już po krótkim czasie most był gotowy do użytku. Wtedy Ścinawa i Wolica wypowiedziały wojnę Olejminowi. Walka trwała dziesięć lat. Wolica i Ścinawa wygrały. Doprowadziły Olejmin do upadku. Wszyscy mieszkańcy Wolicy mogli wrócić do swoich domów. Od tamtej pory nastąpił czas pokoju i nie było już żadnych wojen.

Maciej Wojtowicz kl. 5c

„Czołg T-34-wspomnienia żołnierza”.

           Jechaliśmy dwa dni bez przerwy! Byłem bardzo zmęczony i wyczerpany, od długiego czasu nic nie jadłem. Pamiętam, że było mi strasznie zimno, ponieważ miałem na sobie tylko cienki mundur i dziurawe buty, a był przecież styczeń. Jechałem wtedy czołgiem T-34 na głównym froncie. Było w nim bardzo ciasno i ciężko było zrobić jakikolwiek ruch. Lecz mimo ciasnoty, czołg był bardzo dobrze opancerzony i uzbrojony, gotowy do kontrataku. Nagle usłyszałem głos dowódcy. Krzyczał,  że już dojeżdżamy do Ścinawy. Z lasów i pobliskich wsi nic nie zostało. Po jakimś czasie zobaczyłem długi most, którego końca nie mogłem dostrzec. Gdy zbliżyliśmy się do mostu, zauważałem pewnego człowieka. Gdy podjechaliśmy bliżej, mężczyzna zaczął głośno krzyczeć zbliżali, a później dodał, że na moście są założone ładunki wybuchowe. Kolega, który był zwiadowcą, powiedział, że niedaleko stąd rzeka Odra jest płytka i tam możemy przejechać bezpiecznie na drugą stronę. Zdecydowaliśmy, że zaryzykujemy, mimo że mogło się to skończyć zatopieniem pojazdu. Mój czołg wjechał jako pierwszy, a za nim cała reszta. Strasznie się bałem. Gdy jechaliśmy i oglądaliśmy umocnienia niemieckie , zrozumieliśmy , że to cud, że udało się  nam zdobyć Ścinawę. Było tam bardzo dużo solidnych bunkrów i dział przeciwpancernych. Bitwa była straszna i zaciekła. Wiele razy otarłem się o śmierć. Ścinawa była miastem, które było bardzo mocnym punktem oporu Niemców. Gdy opadł wojenny pył, czołg, którym jechałem, został upamiętniony na rynku w Ścinawie.  Został odnowiony z zewnątrz i oczywiście, ze środka zostały usunięte wszystkie sprzęty wojskowe. Jestem bardzo dumny, że teraz każdy może zobaczyć mój czołg, ten czołg , który stał się moim domem przez około trzy lata. Ten, który nieraz ocalił mnie przed śmiercią. Ten, który zapamiętam już na zawsze.  

Julia Dymkowska, 5c

„Przygoda Pinokia”

Wieczorem, po całym dniu głodówki, Pinokio postanowił coś zjeść. Zaczął biegać po izbie w poszukiwaniu jakiegokolwiek jedzenia, ponieważ dopadł go wilczy głód. Po długim poszukiwaniu pajacyk znalazł ości ryby, gdy nagle, na kupie śmieci, zauważył kurze jajko. Przez chwilę zastanawiał się, jak je przygotować, ale ostatecznie postanowił, że zje jajecznicę. Gdy rozbił skorupkę, zamiast żółtka i białka wyleciało pisklątko. Pisklę podziękowało za pomoc w uwolnieniu i odleciało w siną dal. Nasz pajacyk zaczął płakać, tupać i krzyczeć. Po czym poszedł do miasta, by błagać o kawałek chleba.

Agata Solińska kl. 4c

„Pinokio”

1. Kłopotów przysparzał bardzo wiele

każdego tygodnia, a nawet w niedzielę.

Ref. Pinokio, Pinokio drewniany pajacyk

nie lubił się uczyć, obawiał się pracy.

2. Drwił ze szkoły, nauki, przyjaźnił się z leniami.

Wreszcie oprzytomniał – z oślimi uszami.

Ref. Pinokio, Pinokio drewniany pajacyk

nie lubi się uczyć, obawiał się pracy.

3. Zapragnął się zmienić, wrócić do szkoły i zerwać z psotami.

Wkrótce znowu się znalazł między prymusami.

Ref. Pinokio, Pinokio drewniany pajacyk

nie lubi się uczyć, obawiał się pracy.

4. W nagrodę za cnotę, wróżka dobra,

Miła,- drewnianego pajaca w chłopca zmieniła

Ref. Pinokio, Pinokio drewniany pajacyk

nie lubi się uczyć, obawiał się pracy.

5. Przygody tego zucha znajdziecie w lekturze.

Przeczytajcie ją sami, miło czas płynie 

w przyjaźni z książkami

klasa 5c

 

Opis ulubionego bohatera

Jednym z bohaterów książki H. Sienkiewicza pt. „W pustyni i w puszczy” jest Kali. Jest to ważna postać, bo opiekował się Stasiem i Nel – głównymi bohaterami, porwanymi przez Arabów.

Kali to Murzyn, syn Fumby, króla plemienia Wa-Hima. Kali jest krępy, dobrze zbudowany, szybki i zwinny. Gdy Staś zwrócił mu wolność, był wdzięczny i oddany. Kali był przyzwyczajony do życia w ciężkich warunkach, więc potrafił radzić sobie w każdej sytuacji. Potrafił rozpalić ognisko, budować ogrodzenia, suszyć mięso, wyprawiać skóry. Na każde zwierzę patrzył jak na jedzenie, nawet na słonia Kinga. Kali był wesoły, czasem śmieszny: „Kali jeść, Kali pić”. Mówił to, co myślał: „Jak Kali ukraść krowę – to dobre, jak Kalemu ukraść krowę – źle”. Kali był przebiegłym i mądrym młodzieńcem. Gdy został przywódcą plemienia Wa-Hima, z własnej woli wyruszył z dziećmi w kierunku oceanu. Jednak zabrał ze sobą dwóch czarowników, aby mógł ich kontrolować, a oni nie mogli buntować plemienia przeciw niemu.

Kali to pozytywna postać. Jest prawdziwym przyjacielem, oddanym opiekunem, to bohater zaradny i troskliwy. Kali to człowiek, któremu zawsze można zaufać, a Staś, Nel
i Mea zawdzięczają mu życie.

Szymon Sadza, 5c

***

Postacią książkową, która bardzo mnie intryguje, jest Sherlock Holmes. Jest on głównym bohaterem serii książek o tym samym tytule autorstwa Arthura Conana Doyle.

Jest to postać, którą najlepiej mogą opisać słowa „geniusz kryminalistyki”. Sherlock jest detektywem badającym nietypowe sprawy o niesamowitych rozwiązaniach, które w bardzo zadziwiający sposób odkrywa wraz ze swym przyjacielem, doktorem Watsonem. Z wyglądu jest to wysoki i chudy mężczyzna. Ma brązowe włosy i przenikliwe oczy tego samego koloru. Zawsze ma na sobie pelerynę i kraciastą czapkę. W zebraniu myśl pomaga mu fajka. Ta wspaniała, książkowa postać, żyjąca w XIX wieku, jak wcześniej wspomnianym, jest nieprawdopodobnie inteligentna. Rozwiązuje on skomplikowane śledztwa, z którymi nie może poradzić sobie Scotland Yard, czyli angielska policja. Dochodzi on prawdy za pomocą dedukacji, czyli zwraca uwagę na szczegóły i z nich odczytuje przebieg zdarzeń.

Jest bardzo pozytywną postacią, nie odmawiającą pomocy poszkodowanym.

Aleksandra Tylman, 5c

***

Długo myślałam, jaką postać opiszę, dlatego z pomocą przyszła moja mama. Powiedziała mi, żebym opisała Stasia z utworu Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”. Zgodziłam się, ponieważ bardzo spodobała mi się ta książka i wybrana postać.

Staś Tarkowski to jeden z głównych bohaterów powieści Henryka Sienkiewicza. Miał czternaście lat i blond włosy. Urodził się w Port Saidzie. Jego ojcem był Polak, a matką Francuzka, która zmarła przy jego narodzinach. Koledzy z pracy pana Tarkowskiego nazywali go „Dzieckiem pustyni”. Był bardzo zdolnym uczniem, uczył się łatwo i chętnie. Interesował się polityką. Oprócz j. polskiego, francuskiego i angielskiego, znał wiele innych języków. Był inteligentnym chłopcem. Na szczególną uwagę zasługuje jego postawa, odwaga i opanowanie. Chłopiec był bardzo odpowiedzialny i opiekował się najlepiej jak mógł, swoją towarzyszką Nel. Dzięki niemu miała co jeść i pić. Staś biegle mówił po polsku i bronił swojej wiary chrześcijańskiej. Był optymistą i wierzył, że kiedyś uda im się uciec od porywaczy. Staś zaprzyjaźnił się z Kalim i jego towarzyszką Meą. Gdy Nel zachorowała, od razu wyruszył na poszukiwanie lekarstwa. Na szczęście, wszystko dobrze się skończyło.

Staś swoją przygodą na pustyni udowodnił, że stał się dojrzałym i odpowiedzialnym, młodym mężczyzną. Z tego powodu bardzo podoba mi się jego postawa. Chciałbym być taka jak on, bardzo silna, pełna optymizmu, nawet w trudnych warunkach i najważniejsze – tak odważna. Nie wiem, czy dałabym sobie radę jak bohaterowie książki, Staś i Nel. Mimo beznadziejnej sytuacji, nigdy się nie poddawał i dlatego stał się bohaterem godnym naśladowania.                                                                                                                                         Zofia Kwaczenko, 5c

„Czy warto uprawiać sport?”

       Aktywność fizyczna jest niezbędna w naszym codziennym życiu. Większość dzieci przestaje ćwiczyć ponieważ wybiera gry komputerowe, prowadzi siedzący tryb życia. Można to zmienić! Warto ćwiczyć na w-fie, w czasie lekcji uczymy się grać w koszykówkę siatkówkę. Poza szkołą, także można uprawiać sport. Dzięki temu mamy dobrą kondycję, wzrasta nasza odporność, jesteśmy zwinni, sprawni i mamy więcej energii na co dzień. Powinniśmy ćwiczyć przynajmniej dwa razy w tygodniu. Ćwiczenia nie muszą być intensywne. W sporcie znajdzie się coś miłego dla każdego. Każdy może wybrać sport dostosowany do siebie: jednego będzie cieszyć pływanie, drugiego taniec , a jeszcze inna osoba wybierze biegi. Uprawiając sport gubimy kilogramy. Aby być zdrowym, nasze ciało potrzebuje odpowiedniego odżywiania. Potrzebujemy witamin, minerałów oraz innych składników zawartych w pożywieniu. Bardzo ważne jest też picie wody mineralnej oraz spożywanie posiłków co trzy godziny. Pomiędzy posiłkami najlepiej zjeść przekąskę z owoców lub warzyw, dzięki temu nie będziemy sięgać po niezdrowe słodycze. Aktywność fizyczna w połączeniu ze zdrowym odżywianiem, jest jednym z najważniejszych czynników zapewniających witalność, sprawność i zdrowie na długie lata swojego życia. Pamiętaj, „w zdrowym ciele, zdrowy duch!”

Patrycja Wróblewska, 5b

„Problemy nastolatków”

Pewnego dnia był sobie chłopiec o imieniu Paweł. Paweł bardzo źle się uczył. Najbardziej nie radził sobie z matematyką. Co lekcję dostawał jedynkę. Chłopcu kilka dni temu urodził się brat, Szymon. Był on bardzo zazdrosny o niego. Stwierdził, że rodzice już go nie kochają. Chłopiec postanowił uciec z domu. Rano kiedy rodzice jeszcze spali, chłopiec zapakował najpotrzebniejsze rzeczy: jedzenie, ubrania, telefon, oszczędności. Wszystko zapakował do plecaka. Równo o 700 wyszedł z domu. Ukrył się w opuszczonym budynku, w którym kiedyś bawił się ze swoim najlepszym przyjacielem – Tomkiem. Mama Pawła zorientowała się, że nie ma go w domu. Dzwoniła do niego aż dziesięć razy. Bardzo się martwiła. Postanowiła zadzwonić do Tomka.

-Dzień dobry, Tomku, tu Anna Kowalska, mama Pawła. Chciałabym się zapytać, czy nie ma go u ciebie?

- Nie ma go.

- Proszę Pani Paweł żalił mi się, że rodzice poświęcają mu mniej czasu i go nie kochają, dlatego pogorszył się w nauce.

- Tak, to prawda. poświęcaliśmy mu mniej czasu, ponieważ urodził mu się brat. Kiedy znajdę syna, będę musiała z nim porozmawiać.

- Rozumiem

-Nie wiesz, gdzie mógłby być

- Domyślam się. To opuszczona fabryka. Bawiliśmy się tam  z Pawłem

-Zaraz po ciebie przyjadę i pójdziemy go znaleźć

-Dobrze.

Tomek z kobietą byli na miejscu

Tomek wszedł do opuszczonego budynku, wraz z panią Anią

Paweł siedział zapłakany

- Synku!!!

-Mamo!? Co ty tu robisz?

-Przyjechałam po ciebie. Tomek mi wszystko wytłumaczył. To nie tak, jak myślisz. Tato i ja bardzo cię kochamy. Po prostu musimy zajmować się Szymonem, dlatego poświęcamy ci mniej czasu.

Porozmawiam z tatą, postaramy się to zmienić i poświęcać ci więcej czasu.

-Dobrze, przepraszam!

Od tej pory chłopiec się zmienił.

Zaczął chodzić na zajęcia wyrównawcze.

Polepszyły się jego oceny w nauce i pomaga rodzicom przy swoim bracie.

Oliwia Sośnicka, 6b

 

„Fabryka i las”

Stała fabryka obok lasu,

z jej kominów dymi się, dymi.

Był niedaleko fabryki

las piękny, po którym zwierzęta

biegały. Śpiewały

ptaki, rosły drzewa,

cały las się uśmiechał.

Jednak pomału,

fabryka go zniszczyła,

aż została jałowa pustynia,

tam gdzie kiedyś biegała zwierzyna.

Następne pokolenia nie miały

lasu, który ojcowie zniszczyli

od razu. Jak już wiecie fabryka,

to brudna dziejów rubryka.

Morał chyba już znamy: „Dbaj

o naturę, która kochamy”!

Marcel Nowaczyk,  5a

Sroka i koń”

Raz sroka złodziejka

lecąc nad palami

zobaczyła konia

nad orką - z pługami

Zaśmiała się szczerze,

wołając z wysoka

- Oj, głupiś ty, koniu,

po co Ci ta robota?

Nie lepiej ci w słońcu,

pobiegać po łące?

Bierz ze mnie przykład,

jak chcesz, to ze złodziejstwa

dam Ci dobry wykład

Mądry  koń grzywą zarzucił

i taką piosenkę sroce zanucił:

„Wytrwałością i pracą, wszyscy się bogacą,

złodziejska praca nigdy nie popłaca”.

Michalina Bilewicz , 5a

   ***

Jedzie drogą mama, jedzie,

a wtem widzi, coś w krzakach siedzi.

To przy rowie szczenię małe,

patrzy na nią brudne całe.

Ktoś wyrzucił tam zwierzaka,

no i jest historia taka.

Była to jak raz niedziela,

a my mamy przyjaciela.

Bo zwierzęta to nie rzeczy,

nie wyrzucaj ich jak śmieci!

Milena Parkasiewicz, 5a

„Prawda leży gdzieś pośrodku”

Moja siostra Weronika ma na moim punkcie bzika. Kłócić się, sprzeczać ze mną bardzo lubi, lecz jak ludzie powiadają: „Kto się czubi, ten się lubi”. Opowiem wam więc troszeczkę, jedną taką małą sprzeczkę. Ocieliła nam krowa, piękne cielę miała ona. Już jest sprzeczka między nami, cielę bez zębów? Czy z zębami? Ja jej mówię: cielę małe, zębów nie ma wcale, ona krzyczy wniebogłosy – Cielę zęby ma i już! Wtem do stajni wchodzi mama, tata także jest tuż, tuż. Zaraz się okaże, kto rację ma, przecież każda sprzeczkę rozstrzygnąć się da! Złapał tata cielę, gębę mu otwiera, a my zaglądamy i ze śmiechu aż pękamy. No bo rację mamy obie, dolna szczęka pełna zębów, górna ni jednego, nawet złamanego. Mama do mnie okiem mruga i z uśmiechem mówi tak. Morał z tego taki, kotku: „Prawda leży gdzieś pośrodku”.

Julia Chirowska, 5a

 „Tydzień promocji zdrowia”

      W naszej szkole organizowany jest tydzień promocji zdrowia. Podczas tej inicjatywy zdobywamy wiedzę na temat zdrowego życia. Zdrowie jest najważniejszą rzeczą w funkcjonowaniu każdego człowieka. Należy o nie dbać poprzez odpowiednią dietę i kondycję fizyczną. Najwięcej witamin maja owoce i warzywa. Codziennie powinniśmy je spożywać, by mieć dużo energii i dobrze się czuć. Unikać trzeba produktów, w których są składniki chemiczne. W sklepach można spotkać żywność ekologiczną. Warto ją kupować, gdyż jest bardzo zdrowa. Na pewno istotne jest także uprawianie sportu. Każdy powinien poświęcić co najmniej kilkadziesiąt minut dziennie na gimnastykę, biegi, inną dyscyplinę. Kondycja fizyczna wpływa na stan zdrowia ludzi. Ci, którzy są aktywni żyją dłużej i rzadziej chorują. Promowanie zdrowego stylu życia jest modne. Możemy o tym czytać w Internecie. Również w telewizji jest wiele programów na ten temat. Nasza szkoła jest przyjazna uczniom, dlatego dba o nasze zdrowie.

Igor Pawlak, 5b

 „O szkole zdrowej”

      Znowu słyszę dźwięk budzika, weekend skończył się i codzienna proza życia znowu czeka mnie. Obowiązków nadszedł czas, szkoła chętnie wita nas. Lecz w tym wszystkim jest nadzieja, która zawsze sprawia, że pomimo obowiązków na mej twarzy uśmiech się pojawia. Jeśli z nauką masz problemy i nie dajesz rady już, spytaj mądrych głów, każdy Ci pomoże tu. Nasza kochana szkoła, już z daleka nas woła, chętnie do niej wracamy, bo radość z niej mamy. Przyjaźń, miłość znajdziecie i łatwo się w swej szkole odnajdziecie. Śmiać się i skakać będziecie, gdy tylko do niej wejdziecie.

Wiktoria Stęplewska, 6d

 „Bohaterski byk”

      Pewnego dnia na farmę przyszedł dzień na wybranie najdzielniejszego i najlepszego zwierzęcia, który miał zostać przywódcą i obrońcą stada. Zgłosił się dostojny, silny i przemądrzały koń oraz skromny, niezbyt zadbany, ale przyjazny i oddany przyjaciołom byk. Najwięcej głosów zdobył koń. Każdy uważał, że taki elegancki przywódca będzie lepszy od niezbyt schludnego byka. Pewnego dnia gospodarz wypuścił zwierzęta, aby pasły się na łące. Nagle wybiegł zły człowiek ze strzelbą. Chciał on upolować jakieś zwierzę. Wszyscy zaczęli uciekać. Mała owieczka zaplątała się w linę. Przywódca stada stchórzył i nie pomógł zwierzęciu. Na ratunek przybiegł byk. Narażając swoje życie, uratował przyjaciółkę. Morał z tej bajki jest taki: „Nie oceniaj nikogo po okładce”.

Mateusz Bulak,5a

  „Tydzień Promocji Zdrowia”

W naszej szkole organizowany jest Tydzień Promocji Zdrowia. Podczas tej inicjatywy zdobywamy wiedzę na temat zdrowego stylu życia. Zdrowie jest najważniejszą rzeczą w funkcjonowaniu każdego człowieka. Należy o nie dbać stosować odpowiednią dietę i dbać o kondycję fizyczną. Najwięcej witamin mają owoce i warzywa. Codziennie powinniśmy je spożywać, by mieć dużo energii i dobrze się czuć. Unikać trzeba produktów, w których są składniki chemiczne. W sklepach można spotkać żywność ekologiczną. Warto ją kupować, gdyż jest bardzo zdrowa. Na pewno istotne jest także uprawianie sportu. Każdy powinien poświęcić co najmniej kilkadziesiąt minut dziennie na gimnastykę, biegi, inną dyscyplinę. Kondycja fizyczna wpływa na stan zdrowia ludzi. Ci, którzy są aktywni, żyją dłużej i rzadziej chorują. Promowanie zdrowego stylu życia jest modne. Możemy o tym czytać w Internecie. Również w telewizji jest wiele programów na ten temat. Nasza szkoła jest przyjazna uczniom, dlatego dba o nasze zdrowie.

Igor Pawlak, 5b

***

Szanowni Państwo, chciałbym przypomnieć wszystkim o zbliżającym się „Tygodniu Promocji Zdrowia”. Uważam, że jest to jeden z najważniejszych tygodni w roku. Tydzień ten będzie promował i zachęcał wszystkich ludzi do aktywnego uprawiania sportu i zdrowego odżywiania się. Jako dziecko uważam, że warto jest aktywnie uprawiać  sport, ponieważ można zadbać o dobrą kondycję fizyczną i utrzymać szczupłą sylwetkę, o którą w czasach frytek, słodkich napojów i chipsów, jest bardzo trudno. Bardzo ważne jest również jedzenie dużych ilości zdrowych warzyw i owoców, które są niezbędne w naszym życiu, do prawidłowego rozwoju organizmu. Owoce i warzywa zawierają dużo różnych witamin, składników odżywczych i mineralnych, które ograniczają lub eliminują różnego rodzaju choroby. Uważam, że promowanie takiego tygodnia jest bardzo ważne, ponieważ zachęcą wielu ludzi do aktywnego i zdrowego życia.

Maciej Bilewicz, 5b

Bajka o miedzianym smoku

Dawno, dawno temu w kopalni miedzi,

w Lubinie, stało się coś dziwnego,

zupełnie niespodziewanego.

Jeden z górników zobaczył…

smoka niedzianego.

Górnik spojrzał na niego z niedowierzaniem:

- Co tu robisz, mospanie?

- Górnicy miedź wydobywają, moją wielkość umniejszając.

Kiedyś taki dzień nastanie, że ze mnie cień zostanie!

- Smoku, nie martw się, miedź, z której jesteś zbudowany,

to surowiec wielce poszukiwany.

Pozostaniesz więc choćby we wdzięcznej pamięci górnika,

który ciężkiej pracy nie unika.

Powinieneś cieszyć się, że tak ważny jesteś.

Miedź potrzebna jest bowiem i w budownictwie,

i w przemyśle, to są fakty oczywiste.

Ma znaczenie strategiczne.

Od czasów starożytności ten metal wydobywano,

początkowo metalem cypryjskim nazywano.

Dzisiaj Cuprum się zwie, tematem tej bajki jest miedź.

Wiktoria Niedbała, 5a

 

MIEDZIANA KOMNATA

            Pewnego dnia w lubińskiej kopalni pan Tomasz jak co dzień pracował na swoim oddziale. Wykonując rutynowe czynności, zauważył niezwykły czerwono-pomarańczowy blask wydobywający się ze szczeliny w ścianie. Zaczął w tym miejscu dłubać kilofem. Szczelina powiększała się, aż nagle oślepił go wielki blask.

            Tymczasem w lampowni zauważono, że jednej lampy brakuje, co oznaczało, że jeden górnik nie wyjechał na powierzchnię. Natychmiast ogłoszono alarm i wysłano ekipę ratunkową, która miała znaleźć zaginionego górnika. Niestety, ślad został zatarty przez operatora ładowarki, który wcześniej nieumyślnie zrzucił głazy w pobliżu miejsca pracy pana Tomasza.

            Tymczasem pan Tomasz zobaczył niebywały widok. Słyszał już o Bursztynowej Komnacie, lecz to, co zobaczył, było tak piękne, że zdał sobie sprawę z tego, że Bursztynowa  Komnata nie dorównywała tej do pięt. Miedziana Komnata, bo o niej mowa, była chyba dwa razy większa niż Pałac Prezydencki, trzy razy jaśniejsza niż choinka na święta w Cuprum Arena i cztery razy piękniejsza niż motyle na budlei Dawida w apogeum swego kwitnięcia. Wszystko w niej było miedziane: meble, rzeźby, nawet ściany były pokryte miedzianymi płaskorzeźbami. Były to dzieła jakby innej cywilizacji.

            Pan Tomasz zaczął wszystko dokładnie obserwować. Nagle, tuż za sobą, usłyszał dziwny dźwięk. Kiedy się odwrócił, zobaczył niewyraźną postać i… nie wierzył własnym oczom. Był to najprawdziwszy duch Jana Wyżykowskiego! Duch geologa przemówił:

- Tomaszu, a więc dotarłeś do mojej komnaty!

- Tak, dotarłem do twojej komnaty. Zaraz, jak to ,,twoja "?

- Pod koniec życia ja i moja ekipa wykonaliśmy tę komnatę dla duchów zasłużonych górników.

- Czyli to grobowiec! Grobowiec wielkości Pałacu Buckingham! - Pan Tomasz pomyślał, że takie ładne grobowce są tylko w Gizie. Później namyślił się i stwierdził, że ten jest ładniejszy.

- Co roku w Barbórkę duchy górników spotykają się w Miedzianej Komnacie, bawią, jedzą, piją i przede wszystkim przyjmują do bractwa kolejne duchy.

- Do jakiego bractwa? - spytał pan Tomasz.

- Do Bractwa Duchów Górników.

- Jak odbywa się przyjmowanie do Bractwa Duchów Górników?

- Kiedy górnik umrze - kontynuował Jan Wyżykowski - czeka do następnego 4 grudnia. Wtedy odbywa się pochód Ducha Lisa Majora. Dlatego bractwo nieustannie się powiększa. Pamiętaj, Tomaszu, że jesteś jedynym żyjącym górnikiem, który wie o komnacie. Zachowaj to w tajemnicy, a na dowód naszego spotkania przypnę ci miedzianą odznakę Bractwa Duchów Górników.

Mówiąc to, zniknął. Panu Tomaszowi zakręciło się w głowie. Opadł na ziemię i stracił przytomność.

            Ekipa ratunkowa znalazła pana Tomasza nieprzytomnego. Obudziły go jasne światła w karetce. Na jego piersi lśnił pomarańczowy blask odznaki podarowanej przez ducha Jana Wyżykowskiego.

- Górnik odzyskał przytomność - powiedział nieznany głos.

Morał z tej historii jest taki, że nawet zwykły człowiek może dokonać wielkiego odkrycia.

Piotr Musielak, 4c

 

PRACOHOLIK

 

Raz ROBOCIK mi powiedział,

że o kopalni wszystko wiedział,

że tam ciężko jest,

więc idź tam jeśli chcesz…

Był sobie ROBOT Ralf,

co robić nigdy nie chciał,

żonę, dzieci i duży dom miał,

ale pracowitości i solidarności nie znał.

Mimo, że ciężko jest, dużo korzyści możesz z tego mieć.

Ralf w kopalni robić nie chciał

i na rodzinę go nie było stać.

Wszystko stracił z niechcenia:

dom, żonę i wielkie marzenia.

Mimo tego, że wszystkie ROBOTYnie mają głowy do roboty

pracować muszą,

nie tak jak Ralf,

wydobywać kopalniane złoto wiedzą jak.

A ROBOT Ralf za żaden skarb robić nie chciał,

nudno mu się wydawało.

Uważał, że w pracy go nie doceniano

i w końcu go-  ''wykopano”.

Wybrał się więc w podróż wspaniałą,

gdzieś gdzie nie ma ROBOTÓW

i pracy jest mało …

Miał on lat 38,

a każdy mu mówił,

że jest wielkim bezrobotnym łosiem.

W nowym mieście było ciekawie,

pełno atrakcji,

wrażenia niezapomniane.

Lecz długo to nie trwało,

robić Ralfowi dalej się nie chciało,

więc doradzać mu zaczynano.

On nikogo nie słuchał i wtedy mówili,

że skończy jako królewski sługa.

Nie marudził.

Powrócił do miejsca pobytu dawnego.

Wszystkich przeprosił i do pracy chętnie się zgłosił.

Zadowolony z kopalni był jak nigdy,

robił więc dużo,

najwięcej ze wszystkich,

a inne ROBOTY zazdrosne były,

lecz nic nigdy mu nie mówiły,

w drogę nie wchodziły.

Wreszcie Ralf odzyskał dom, żonę i resztę rodziny,

starał się jak umiał i wielki błąd swój zrozumiał.

Kopalnia to miejsce ciekawe,

dużo skarbów wydobyć stamtąd można.

Gdy wszyscy mu wybaczyli,

natychmiast przy swojej pracy w kopalni ciężko pracując,

w zgodzie żyli.

W pracy dla siebie byli mili.

Ralf szczęśliwy z takiego zakończenia,

rozpłakał się przy wszystkich i system zaczął mu się przegrzewać…

Koledzy przy okazji też się wzruszyli,pomogli mu

i system ochłodzili…

Robić dalej zaczęli bardzo zmęczeni,

trochę sobie odpoczęli.

Potem kuć znowu zaczęli,

wielką skrzynię wyciągnęli

i skarbem podzieleni,

o KGHM Polska Miedź sobie przypomnieli.

Bardzo dalszym ciągiem ich przygód podekscytowani,

bezpieczniejsze zakłady pracy w kopalni budować zaczynali.

Zgłoszenia o pracę

były nie do policzenia i ich firma najpopularniejsza być zaczęła.

Ralf dyrektorem całej firmy- król,

nazwał ją MIEDŹ, SREBRO i SÓL.

W kopalni wszystkim kioski zapewnili,

a także ze zrobionych tunelów wspaniałe stołówki uczynili.

Ralf dyrektorem był firmy kopalnianej,

jego żona sekretarką być zaczęła,

a ich dombiurem zapisów się stając

i o swoją firmę dbając,

dobrze zarabiali.

Otuchy swym pracownikom dodawali,

wszystkim dobrą gotówkę do ręki wypłacali

i za szkody żadnych opłat nie pobierali…

Unijnych środków finansowych nigdy nie przekraczali…

Wszyscy pracownicy, wiadomo-  górnicy,

dobrze byli zbudowani,

więc dużo siły na pracę

w podziemiach mieli i kuć dalej zaczęli,

w setce podziemnych korytarzach, czasami zamyśleni.

Morał z tego mamy taki:

Gdy nie wiesz gdzie robić masz,

w KGHM Polska Miedź, dużo sił z siebie dasz .

Wiktoria Stęplewska,  6d

 

Wartość pracy

     Praca w kopalni miedzi nie jest łatwa. Tak jak przed wiekami, górnicy mogą jednak liczyć na pomoc dobrego ducha kopalni-Skarbnika. To on spieszy z pomocą, gdy górnik zgubi się w plątaninie korytarzy, nagle zgaśnie światło, zepsuje się wentylator  lub gwałtownie odłupany duży fragment skalny, zagrozi bezpieczeństwu pracujących ludzi. Zwykle duch kopalni przybiera postać brodatego sztygara z fajką, trzymającego mały kilof w dłoni, ze świeczką przymocowaną do opaski na czole. Skarbnik ostrzega górników przed niebezpieczeństwem i pomaga im w razie potrzeby. Pomaga jednak tylko ludziom dobrym i pracowitym. Oszuści i obiboki nie mogą liczyć na jego przychylność.

     Pewnego razu głównego sztygara kopalni poproszono o przyjecie do pracy młodego chłopaka, który niedawno skończył szkołę. Chłopiec był szczupły, blady i smutny, bo los ciężko go doświadczył. Niedawno zmarł jego ojciec, a matka obarczona sześciorgiem dzieci, ledwie wiązała koniec z końcem. Młodzieniec został przyjęty na okres próbny. -Jeśli poradzi sobie w pracy przez tydzień, zostanie przyjęty na stałe.- zdecydował sztygar. Chłopiec już po pierwszym dniu pracy chciał zrezygnować z dalszej próby. Był zmęczony po kilkugodzinnym dniu pracy w wysokiej temperaturze, zakurzony od pyłu. Wstydził się swojej słabości fizycznej, miał świadomość, jak niewiele jeszcze potrafi, z podziwem patrzył na starszych pracowników, dla których praca pod ziemią nie miała tajemnic. Gdy tak dumał nad swoim smutnym losem, obok niego niespodziewanie pojawił się siwy górnik
i życzliwie zapytał, widząc jego zatroskaną minę:

-Co cię trapi, chłopcze?

Janek opowiedział mu swoje zmartwienie, a górnik rzekł:

-Pomogę ci, ale oddasz mi połowę swojego wynagrodzenia.

-Zgoda-odrzekł młodzieniec. Mając opiekuna i pomocnika, poczuł się pewnie i następnego dnia znacznie lepiej poradził sobie podczas pracy. Humor także mu się poprawił. Nawet uśmiechnął się widząc swoją umorusana twarz, gdy mył się po pracy, a dawno mu się to nie zdarzyło!

Codziennie starszy górnik dyskretnie pomagał Jankowi w obowiązkach, udzielał cennych wskazówek, czuwał nad jego bezpieczeństwem. Minął próbny tydzień i zadowolony z pracy chłopca sztygar, zdecydował się przyjąć go na stałe.

Młodzieniec otrzymał wkrótce zapłatę i tak jak było umówione, połowę zarobionej kwoty zaniósł swojemu opiekunowi. Ten jednak ich nie przyjął. Przybrał swoją właściwą postać-postać  Skarbnika
i powiedział:

-Zatrzymaj dla siebie całe wynagrodzenie. Pracowałeś uczciwie, starałeś się bardzo, słuchałeś moich rad. Zawsze pracuj z zapałem, a powodzenie w pracy i pomyślność w życiu cię nie miną. Po tych słowach zniknął, bo jakiś inny górnik potrzebował jego pomocy i rady.

Janek został w pracy w kopalni miedzi na stałe, zdobywał coraz to nowe umiejętności i podnosił swoje kwalifikacje, awansował w przedsiębiorstwie. Zawsze pracował z ochotą, rzetelnie wykonywał swoje obowiązki, chętnie pomagał nowozatrudnionym górnikom. Zwykł im mawiać: „Praca cenniejsza jest niż złoto. Pomoc przyjaciela zaś skarbem jest, zwłaszcza gdy duch kopalni okaże nim się.” Swoim kolegom opowiedział podczas Barbórki przygodę ze Skarbnikiem, ale nikt mu nie uwierzył…

Dominika Twarda, 5a

 

 

Samotny wilczek

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, w ciemnym lesie, żył młody wilczek o imieniu Franek. Mieszkał w lesie sam, nie miał rodziny ani żadnych przyjaciół. Całymi dniami błąkał się po lesie i szukał braci-wilków.

Pewnego razu usłyszał głosy bawiących się dzieci. Gdy podszedł bliżej, zobaczył chłopców grających w piłkę na leśnej polanie. Bardzo spodobała mu się ich zabawa. Kiedy jednak zbliżył się do dzieci, one przestraszyły się i uciekły. Smutny wilczek wrócił do lasu. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła i znowu smutny wilczek wrócił do swej nory.  W końcu nadszedł dzień zwany „Świętem Lasu”. W tym dniu dobra leśna wróżka spełniała życzenia wszystkich zwierząt. Kiedy szła przez leśną polanę, zobaczyła smutnego Franka.  Wilczek opowiedział jej o swoim zmartwieniu, a ona podarowała mu czarodziejskie buty. Gdy Franek je założył, przemienił się w chłopca i mógł z dziećmi zagrać w piłkę.

Od tego dnia Franek nie był już z smutny, ponieważ, kiedy tylko chciał, zakładał czarodziejskie buty i grał z chłopcami, a kiedy je zdejmował, znowu przemieniał się w wilka. Dzięki prezentowi od wróżki, Franek zyskał przyjaciół i nie był już samotny.

Piotrek Matuszczak,  5c

 

Temat: Napisz opowiadanie, które zakończysz stwierdzeniem: „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”.

***

W sierpniowy poranek, podczas ostatnich wakacji, z szybkością wyścigówki, ja i rodzice, zerwaliśmy się z łóżek i migiem wskoczyliśmy do samochodu.

Pojechaliśmy prosto do szpitala, czekałam tam z tatą na mamę, gdyż właśnie miał się urodzić mały Antoś, mój braciszek. Po jego narodzinach, w dobrym humorze, wróciliśmy do domu. Czekała tam cała nasza rodzina, chciała przywitać jej nowego członka. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że przy noworodku będzie tyle roboty, a rodzice nie będą mieli dla mnie czasu. Gdy zadawałam im pytania lub prosiłam o pomoc, odpowiadali: „później”, ale to ich „później” nigdy nie nadchodziło. Pomyślałam, że w sercu rodziców zabrakło dla mnie miejsca. Postanowiłam, że ucieknę z domu, chociaż nie wiedziałam dokładnie, dokąd pójdę. Kolejnego dnia od wczesnego świtu, przygotowywałam się, spakowałam do plecaka tylko najpotrzebniejsze rzeczy, rozbiłam nawet swoją świnkę skarbonkę. Przed wyjściem napisałam list pożegnalny i zostawiłam go na blacie stołu. Powędrowałam przed siebie, poza domem czułam się trochę nieswojo. Był to mój pierwszy raz poza domem. Szłam tam, gdzie mnie wiatr poniósł. Najpierw odwiedziłam kilka miejsc, gdzie kiedyś wspólnie z rodzicami świetnie się bawiłam. Gdy się już ściemniało, rozpoczęłam poszukiwania wygodnej ławki do przespania. Rano, jak niebo było jeszcze blade, zaczęłam swoją tułaczkę. Ciągle oddalałam się od domu, coraz bardziej wątpiłam, że kiedykolwiek do niego wrócę. Podczas żmudnej wędrówki, często wracałam wspomnieniami do swoich „czterech kątów”, rodziców oraz przyjaciół. Na ulicach widywałam ludzi bezdomnych i głodnych. Okropne na pewno jest to uczucie, nie mieć gdzie wrócić. I wtedy widząc te biedne osoby, zdałam sobie sprawę, że popełniłam wielki  błąd uciekając. Pędem pobiegłam do domu. Dotarłam do niego bardzo późnym wieczorem. Rodzice siedzieli załamani przy stole. Widząc mnie, uścisnęli mnie serdecznie. Wytłumaczyli mi, iż Antoś jest jeszcze bardzo mały i nie powie o swoich problemach, dlatego wymaga tak wiele uwagi. Od tego momentu staliśmy się wspierającą, szczęśliwą rodziną.

Nieważne jest to, gdzie jesteśmy, lecz ważne jest, gdzie znajduje się nasz dom. Czujemy się w nim bezpieczni, jesteśmy obdarzeni miłością, zawsze chcemy do niego wraca, dlatego: „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”.

Julia Romańska, 6c

„Obóz”

Był letni poranek. Pięć dni temu rozpoczęły się wakacje. Razem z mamą myślałyśmy nad tym, gdzie mogę pojechać. Szkoda byłoby zmarnować dwa miesiące wolnego. Po pewnym czasie mama coś wymyśliła.

  Może pojedziesz na obóz? – zapytała mnie z uśmiechem

– To nie taki zły pomysł, mamo!

Klasnęła w dłonie zadowolona z mojej odpowiedzi. Udałam się do pokoju. Zaczęłam się pakować. Zastanawiałam się, jak tam będzie. Czy pojadę w góry, czy nad morze? A może kogoś poznam?  Po paru minutach zakończyłam pakowanie. Zeszłam na dół, gdzie spotkałam rodziców. Usiadłam obok nich na kanapie.

– Jutro o 800 rano wyjeżdżasz – oznajmił tata.

– Wiecie, gdzie jadę?

– Nie, nie wiemy.

Lekko zawiedziona opuściłam pomieszczenie. Myślałam, że się czegoś dowiem. Wróciłam do pokoju. Postanowiłam, że pójdę spać, mimo tak wczesnej pory. Chcę być jutro wypoczęta.

Wstałam o 600. Miałam dużo czasu na wyszykowanie się. Poszłam zjeść śniadanie. Po zjedzonym posiłku, postanowiłam się ubrać. Kiedy  to zrobiłam, musiałam już iść na zbiórkę.

Pół godziny później siedziałam w autobusie, którym mieliśmy jechać, jak się dowiedziałam, nad morze. Po  pewnym czasie zasnęłam.

Obudziłam się akurat, kiedy dojechaliśmy na miejsce. Wyszłam z pojazdu i ujrzałam domek. Chwilę później weszliśmy do środka. Było przytulnie. Nasza opiekunka kazała nam się rozpakować. Gdy skończyłam, wróciłam do miejsca, gdzie wcześniej byłam.

Opiekunka dała nam plan dnia. Trwał od 900 rano do 900 wieczorem. Prawie cały czas spędzałam na zewnątrz.

I tak minął mi miesiąc. Na obozie było świetnie, jednak czegoś mi brakowało. Dlatego, kiedy tylko przekroczyłam próg domu, z szerokim uśmiechem weszłam do salonu. Wtedy poczułam w sobie przyjemne ciepło, bo przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Viktoria Kogut, 6c

 

Dlaczego warto przeczytać lekturę „W pustyni i w puszczy”?

Uważam, że warto przeczytać lekturę ,, W pustyni i w puszczy”, ponieważ jest to bardzo ciekawa lektura, którą napisał Henryk Sienkiewicz.

 Opowiada o przeróżnych przygodach dwojga dzieci, Stasia Tarkowskiego i Nel Rawlison. Staś ma czternaście lat, a Nel to ośmiolatka. Powieść rozgrywa się na kontynencie afrykańskim . Nel oraz Staś znajdują się na tym kontynencie, ponieważ ich ojcowie zajmują się budową kanału w Egipcie,  jednak dzieci opuszczają swoje miejsce zamieszkania, gdy zostają porwane na rozkaz Smaina, który zdradził rząd. Aby odzyskać żonę Fatmę i swoje dzieci, Smain  wymyślił, że wymieni Stasia i Nel na swoją rodzinę. Dzieci podróżują  po różnych miejscach w Afryce. Na swojej drodze spotykają dobrych i złych ludzi, nawet zaprzyjaźnili się z dwojgiem Murzynów - Kalim i Meą, którzy towarzyszyli im przez część ich podróży. Staś oraz Nel są bardzo dzielni i odważni, podziwiam ich także za ich wytrwałość, bo przez całą drogę mają jeden główny cel – wrócić do domu i to właśnie do niego dążą. Oczywiście, podczas wędrówki napotykają różne trudności, ale się nie poddają.

Uważam, że to świetna i ciekawa  lektura, którą warto przeczytać, na pewno pobudzi waszą wyobraźnię. Serdecznie zapraszam do przeczytania.

                             Hania Szumna, 5c

***

,,W pustyni i w puszczy” Henryka  Sienkiewicza  opowiada o bardzo ciekawych przygodach dwójki dzieci: czternastoletniego Stasia Tarkowskiego i ośmioletniej Nel Rawlison , które zostały porwane przez Beduinów.

Staś i Nel są dziećmi dwóch inżynierów, którzy pracują przy budowie Kanału Sueskiego. Niestety, ich spokojny pobyt w Port-Sidzie zakończył się w momencie, gdy zostali porwani i musieli przejść przez ogromną część kontynentu afrykańskiego. Przeżyli wtedy wiele przygód, które wymagały od  nich dużej odwagi oraz poświęcenia. Szczególnie od Stasia, który był starszy i opiekował się Nel jak młodszą siostrą. Przykładem tego jest sytuacja, gdy Nel zachorowała na febrę. Czuła się coraz gorzej i Staś wiedział, że musi podać jej chininę, aby nie umarła. Pewnego dnia Kali, przyjaciel dzieci, zobaczył w oddali dym z ogniska. Staś postanowił podejść tam w nocy i sprawdzić, kto rozbił obóz. Chłopiec strasznie się bał, gdy przechodził przez wysokie trawy, lecz gdy pomyślał o biednej i chorej Nel, szedł dalej. Gdy był już blisko obozu, zobaczył tam śpiących Murzynów i Europejczyka. Okazało się, że to podróżnik Henryk Linde, który podarował Stasiowi cenne dwa słoiki chininy, konia i jedzenie. Nel wyzdrowiała dzięki wielkiej odwadze Stasia. W książce opisane są również stroje, zwyczaje i zachowanie Murzynów, które mnie zainteresowały najbardziej. Kali wierzył w dobre i złe Mzimu, czyli w siły dobra i zła. Spodobało mi się również to, że Staś i Nel wciąż zmieniają swoje miejsce pobytu. Gdy byli na pustyni, dowiedziałam się, co to jest np.: fatamorgana, burza piaskowa i „śpiewające piaski”. W puszczy zaś opisana została groźna burza podzwrotnikowa i pora deszczowa.

Bardzo zachęcam do przeczytania tej książki, ponieważ opowiada o przeżyciach dzieci, które są w podobnym wieku co my. Zachowanie i odczucia głównych bohaterów, opisane są w taki sposób, że miałam wrażenie, jakbym tam była razem z nimi. Oczywiście opisy egzotycznej Afryki bardzo pobudziły moja wyobraźnię i myślę, że tak samo będzie z wami.

Julia Dymkowska, 5c

***

Książka „W pustyni i w puszczy" to powieść podróżniczo – przygodowa, która na pewno zaciekawi każdego czytelnika. Niebezpieczne losy dzieci, wzruszająca troska, piękna przyjaźń i… miłość. Jednym słowem: cudowna książka. Opowiada o losach dwójki dzieci: Stasia i Nel, którzy zastali podstępnie porwani. Jednak po ciężkich zmaganiach z bandytami, udaje im się uciec i schronić w drzewie baobab o nazwie "Kraków”. Zaprzyjaźniają się wtedy  z dwójką murzyńskich dzieci. Wzruszyła mnie ich wielka jak ocean, bezdenna przyjaźń. Warto przeczytać tę książkę.  Poznaje się nie tylko przyrodę Afryki, ale i zwyczaje tamtejszych ludów. Można też przeżywać niezwykłe przygody wspólnie z bohaterami powieść. Gorąco polecam!

Marcel Nowaczyk 5a

***

Kto poznać historię chce,

która cieszy i wzrusza.

Niech po książkę sięgnie,

spragniona jej dusza.

Wędrówka przez spalone

słońcem morze piasku.

Historia o przyjaźni

w tarapatach potrzasku.

Piękna historia

w „pustynnej” puszczy.

Znana  nam wszystkim jako

 – „W pustyni i w puszczy”.

Konrad Ciesielski 5a

 

Cel do osiągnięcia w nowym roku szkolnym

Na nowy rok mam dużo celów, które chciałabym osiągnąć.

Chciałabym w tym roku być jak najlepszą przewodniczącą, moim celem jest to, aby uczniowie chętniej przychodzili do szkoły i zawsze mieli uśmiech na twarzy. Moim planem na ten rok szkolny jest to, by udało mi się wygrać w jakimś konkursie. Wygrana sprawia mi wielką satysfakcję. Pragnęłabym jeszcze tego, żebym przez cały rok szkolny miała chęć na naukę. Mam nadzieje, że uda mi się spełnić chociaż część moich celów. Będę zadowolona.

Alicja Szmigielska 6d

***

W tym roku szkolnym mam zamiar dać z siebie sto procent  z każdego przedmiotu. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć stypendium naukowe oraz sportowe.

Chciałbym uczęszczać na więcej zajęć pozalekcyjnych niż w poprzednich latach edukacji. Postaram poprawić się z ortografii i pogłębić wiedzę na temat wszechświata. Chcę również przeczytać więcej książek i zapamiętać ich fabułę na długo.

Przez ten rok chciałbym bardziej angażować się w życie szkoły. Chciałbym również ograniczyć czas spędzany przy komputerze i telewizorze. Mam zamiar zgłębić wiedzę na temat świata, który mnie otacza. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować wszystkie cele.

   Igor Gacura 6d

Kim chcesz zostać w przyszłości?

 Trudno mi teraz powiedzieć, kim chciałabym zostać w przyszłości, gdyż moje zainteresowania się zmieniają z roku na rok. Dwa lata temu chciałam zostać  fotografem, ale w zeszłym roku projektantką mody. Teraz jestem zainteresowana dekorowaniem wnętrz.

Wszystko zaczęło się od programu telewizyjnego ,,Nasz nowy dom”. Zdaję sobie sprawę z tego, że  remont jest trudnym wyzwaniem, ponieważ unoszący się pył, nieprzyjemny zapach farb i ten cały bałagan, jest męczący oraz może być denerwujący. Jednak końcowy efekt może powalić na kolana. Najwspanialsze jest to, że z małego, brzydkiego mieszkania, można stworzyć coś niesamowitego, praktycznego i funkcjonalnego.

    Mam taką nadzieję, że pasja ta będzie się we mnie rozwijać, abym mogła zostać w przyszłości wspaniałym dekoratorem. Wiem, że im wcześniej zacznę rozwijać swoje zamiłowanie, tym większe są szanse na sukces.

Wiktoria Piasecka 6c

„Moje wakacje”

Tegoroczne wakacje będę pamiętał przez całe życie.

W lipcu pojechałem z siostrą i rodzicami nad morze. Każdego roku wyjeżdżaliśmy do innej miejscowości. Tym razem byliśmy w Międzywodziu. To niewielka, ale bardzo ładna miejscowość. Najciekawsza była dla mnie wyprawa na klif, który znajduje się na wyspie Wolin. Czuliśmy się jak rozbitkowie w bezludnym zakątku świata. Piasek był biały jak mąka, w wodzie leżały ogromne głazy, a na plaży rosły krzewy.

Moje wakacje były udane. Najbardziej cieszę się z tego, że spędziłem je z rodziną.

Igor Pawlak 5b

 ***

Tego roku wakacje spędziłem w wielu interesujących miejscach. W  pierwszym tygodniu wakacji pojechałem do dziadka na Ryczeń, gdzie mieszkaliśmy w domku letniskowym. Przez całe dnie świetnie się bawiliśmy łowiąc ryby, a w miedzyczasie,  jeździliśmy na basen w Górze Śląskiej.

Następnie dwa tygodnie spędziłem w Karpaczu wraz z rodzicami i dziadkami, gdzie obejrzeliśmy wiele ciekawych występów. Pewnego dnia wybraliśmy się na Śnieżkę. Wędrówka trwała wiele godzin i była bardzo wyczerpująca, więc po powrocie, od razu poszliśmy spać. Na następne dwa tygodnie rodzice wysłali mnie na kolonię,  gdzie świetnie się bawiłem zwiedzając wiele miejsc. Codziennie graliśmy w gry zespołowe i bawiliśmy się w wiele zabaw. Resztę wakacji spędziłem w domu, gdzie grałem w gry komputerowe i chodziłem na ścinawski basen.

Moim zdaniem, wakacje spędziłem bardzo pracowicie, świetnie się przy tym bawiąc. Mam nadzieję, że będą miał okazję spędzić drugie tak świetnie zaplanowane wakacje.

Igor Gacura 6d

Moja wakacyjna przygoda.

Moją ulubioną przygodą wakacyjną jest wyprawa z kolegami  i koleżankami na pizzę.

Na początku wakacji, z  moimi kolegami i koleżankami z podwórka, mieliśmy plan, żeby pójść całą naszą grupą na pizzę. Obliczyliśmy, po ile pieniędzy będziemy musieli się złożyć, aby wystarczyło nam na jedzenie i coś do picia. Umówiliśmy się na następny dzień, na godzinę piętnastą. Wszyscy spotkaliśmy się pod moim blokiem. Mieliśmy już iść, a tu nagle zaczął padać deszcz. Zrobiło się zimno, więc zmuszeni zostaliśmy, aby wrócić się do naszych domów po kurtki i parasole. Kiedy spotkaliśmy się ponownie, od razu ruszyliśmy na pyszną pizzę. Jak dotarliśmy na miejsce, przestało padać. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Potem zamówiliśmy pizzę, zjedliśmy ją ze smakiem, zapłaciliśmy i wyszliśmy. Po drodze mijaliśmy sklep, więc postanowiliśmy, że do niego wstąpimy kupić sobie coś do picia. Po kupieniu naszych napojów, poszliśmy znowu na osiedle. Usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy rozmawiać o dzisiejszym dniu.

  Wszyscy mieliśmy bardzo ciekawą, wakacyjną przygodę oraz dobrze się przy niej bawiliśmy.

Zofia Kwaczenko  5c

***

  W czasie wakacji pojechałem z rodzicami i z bratem do Mrzeżyna na wakacje. Pierwszego dnia poszliśmy na piękną, złocistą plażę. Korzystając z tego, że woda była zimna, postanowiliśmy się ochłodzić, czyli pomoczyć nogi. Ściągnąłem sandały przy brzegu i podszedłem do morza.

  Po kilkunastu minutach mama zawołała nas na obiad. Poszedłem ubrać sandały i zobaczyłem, że jeden z nich zabrała fala. Niestety, nie zdążyłem już go wyciągnąć z wody.      Mój brat i tato śmiali się do rozpuku. Prosto z plaży poszliśmy do restauracji-ja oczywiście z jednym sandałem na nodze. Potem mama kupiła mi drugie buty, ale powiedziała, że jak znowu zabierze je fala, to kupi mi różowe klapki. Do końca pobytu dobrze pilnowałem swoich rzeczy!

Maciek Wojtowicz 5c

***

Moja wakacyjna przygoda rozpoczęła się na obozie przetrwania. Wspólnie
 z bratem wyjechałem na teren lasów i jezior, aby nauczyć się jak przetrwać bez elektryczności, żywności oraz telefonów komórkowych. Rozpoczęły się wakacje.

  Zbiórka przed autobusem i podróż w nieznane. Ośrodek z jeziorem, dookoła las i my. Chłopcy i dziewczyny we wspaniałej grupie, która umie przetrwać w każdej sytuacji. Nasz opiekun był to wojskowy, mocno zbudowany, o ostrych, surowych rysach twarzy. Pierwsze zajęcia: musztra. Strój wojskowy, pistolet na kulki i akcja – sztuka  kamuflażu i atak na przeciwnika z zaskoczenia. Dwie drużyny po przeciwnej stronie. Wygrywa ta, która „zestrzeli” w drugiej drużynie wszystkich uczestników. Jestem skupiony, szukam, strzelam, jest jeden strzał i sukces. Zabawa się kończy. Został tylko jeden chłopiec – Paweł, niestety, mój brat. Nie można go znaleźć. Opanował sztukę kamuflażu do perfekcji. Chyba przykrył się mchem i liśćmi. Nawet nasz opiekun się poddał w poszukiwaniach. Pada komenda „zbiórka”. Jednak Pawła wciąż brak. Nie słyszał gwizdka, a może coś mu się stało? Wracamy do ośrodka. Panuje ogólne poruszenie, zastanawiamy się, co zrobimy. Pan próbuje dzwonić na komisariat policji, aby powiadomić o zaginięciu uczestnika. W tym samym czasie nadjeżdża radiowóz. Wysiada z niego uśmiechnięty Paweł. Tak się zapędził w lesie, że trafił na ruchliwą autostradę. Kierowca samochodu zatrzymał się widząc samotnego żołnierza. Użył telefonu komórkowego i panowie mundurowi przywieźli go do ośrodka. Opowiedziałem tę historię, gdyż bardzo dobrze się skończyła.

Było dużo śmiechu. Niektóre chwile zawsze będą nas zmuszać do uśmiechu i refleksji.

Dawid Grzybalski 5c

***

To miał być zwyczajny dzień mojego pobytu nad morzem. Razem z rodzicami i bratem postanowiliśmy iść na plażę.

Dzień zapowiadał się pogodny. Od rana świeciło słońce i tylko miejscami na niebie pojawiały się białe chmury. Powietrze było parne i duszne. Około południa zaczęły się zbierać ciemne i kłębiaste chmury. Wtedy przypomniało mi się powiedzenie ,,Z dużej chmury mały deszcz”, więc uspokoiłam się. Gromadziło się coraz więcej obłoków i zaczął wiać wiatr. Promienie słońca zniknęły, zrobiło się ciemno i szaro. Nie padał deszcz, więc zostałam na plaży. Po pięciu minutach zaczęło kropić i wiał mocniej wiatr. Fale w morzu robiły się coraz większe. Gdy udałam się do zejścia z plaży, deszcz zaczął padać jak z cebra. To nie była tylko ulewa, ale na niebie pojawiły się błyskawice. Dawały znać, że to burza. Pioruny od kilku sekund rozdzierały niebo coraz głośniej. Silny deszcz bębnił przeraźliwie. Z rynien spływały wzburzone strumienie wody, a ja szłam w tym ulewnym deszczu i byłam cała mokra. Razem z rodzicami i bratem schowaliśmy się wreszcie w  restauracji. Tam zjedliśmy obiad i przeczekaliśmy burzę. Po trzydziestu minutach strasznej burzy, deszcz powoli ustawał. Błyskawice i pioruny osłabły, a ciemne, kłębiaste chmury szybko oddalały się na niebie. Znowu zagościły piękne promienie słońca i wróciłam do miejsca, w którym przebywałam z rodziną .

Uważam, że był to dzień pełen wrażeń. Całe zjawisko trwało niedługo, ale wystarczyło, by wzbudzić mój niepokój. Nigdy nie zapomnę tej burzy, bo byłam bardzo przemoknięta.

   Martyna Sajak 5 c

***

Podczas tegorocznych wakacji byłem nad morzem. Pierwszego dnia spacerowałem z mamą nad brzegiem morza i ku naszemu zdziwieniu, usłyszeliśmy dziwny głos.

Podeszliśmy bliżej, a tu na brzegu leży mała foczka! Zapytałem się mamy, czy możemy zabrać ją ze sobą, a mama na to, że nie przeżyje w warunkach domowych. Niedaleko nas był pan ratownik, podbiegłem do niego i powiedziałem mu o tym, co znaleźliśmy. Ratownik przez radiostację zawiadomił odpowiednie służby. Po chwili przyjechał lekarz i okazało się, że foka jest mała i ma trzy tygodnie. Została zabrana do instytutu i dzięki naszej reakcji przeżyła.

Była to dla mnie niespotykana przygoda. Miło wspominam pobyt nad morzem.

 Oskar Wróblewski 5c

***

W czasie wakacji byłem na wielu wycieczkach np. w Klasztorze Cystersów w Lubiążu, w Krakowie, gdzie odwiedziłem mojego kuzyna Piotrka i zwiedziłem dawną stolicę Polski, w Bolesławcu, w fabryce porcelany, u babci, blisko Radomia. Najciekawszy jednak wydał mi się wyjazd nad morze  z całą moją  rodziną. Byliśmy tam siedem dni. Pogoda dopisywała, tylko raz padał  deszcz. Mieszkaliśmy w domku letniskowym w Świnoujściu . Poznałem tam ciekawych ludzi, zwiedzałem dużo,  ale najciekawszą była przygoda na plaży.

Zaczęło się to drugiego dnia pobytu. Przyszliśmy na plażę z potrzebnymi rzeczami . Od razu pobiegłem do wody, a pozostali opalali się. Woda była zimna, ale i tak sporo ludzi się kapało. Pluskałem się i pływałem, aż w końcu podpłynęli do mnie bracia i zaproponowali, aby porzucać piłką, więc zgodziłem się. Po zabawie wyszedłem z wody i robiłem zamki z piasku. Potem podziwiałem widoki. Były one piękne! Promienie słońca odbijały się w wodzie, na morzu pojawiały się fale i z szumem przybijały do brzegu, a wraz z nimi nowa porcja różnych muszelek i kamyków. Położyłem się na kocu, usłyszałem szum fal i głosy ludzi. Zabrałem ponton z dwoma wiosłami i postanowiłem popływać blisko brzegu. Nagle zerwał się potężny wiatr i zaczął popychać tylko mój ponton na środek morza. Bardzo szybko znalazłem się na środku Bałtyku, daleko od brzegi. Nie było nic poza wodą! Byłem przerażony i bezradny. Nagle zobaczyłem dwa ogromne grzbiety zbliżające się do mnie. Wiedziałem, że są to rekiny. Jeden krążył po mojej lewej stronie. Ten po prawej podpłynął bliżej i szeroko otworzył swoją paszczę. Jego zęby były przerażające i ostre. Trzymałem wiosło i nie mogłem nawet krzyczeć. Myślałem, że to już… nagle otworzyłem oczy i okazało się, że to był tylko sen. Leżał przede mną duży rekin z ogromnymi zębami, ale to był tylko ponton. Wziąłem   kilka głębokich oddechów, z tatą i braćmi pobiegliśmy powalczyć z falami na pontonie. To było wspaniałe uczucie, gdy fale unosiły nas do brzegu, a wokół nas nie było żadnych rekinów.

Polecam takie wyjazdy nad morze, bo jest i woda i piasek, i słońce, nowe towarzystwo. Mewy i szum fal natomiast naprawdę długo pozostają w pamięci. Nie zawsze też na plaży śnią się koszmary.

Szymon Sadza 5c

***

W tym roku wakacje minęły mi w mgnieniu oka. Wakacje  spędziłam w pięknym Pobierowie, leżącym nad Morzem Bałtyckim. Bardzo mi się tam podobało ze względu na wiele atrakcji nie tylko dla dzieci, ale też i dla dorosłych, więc ani mi, ani rodzicom nie było nudno.

Pewnego dnia był straszny wiatr i całe niebo było pokryte chmurami, lecz mimo to, postanowiliśmy wyjść i pospacerować brzegiem morza. Gdy szliśmy zejściem na plażę, usłyszeliśmy wołanie o pomoc, a jak podeszliśmy jeszcze bliżej, zauważyliśmy tonącego mężczyznę. Ratownik w mgnieniu oka wskoczył w wielkie fale na spienionym morzu i wyciągnął mężczyznę. Po wyciągnięciu tonącego z wody, ratownik od razu zaczął go reanimować. Wszyscy ludzie byli zaskoczeni i przestraszeni z powodu zaistniałej sytuacji. Wiele osób chciało pomóc, lecz ratownik powiedział, że wie co robi i poprosił, aby wszyscy przeszli na bok. Nagle człowiek, który był ratowany, wstał i zadowolony zdjął z siebie koc, którym był okryty. Oczywiście, wszyscy ludzie bardzo się zdziwili, a ratownik powiedział, że to były tylko ćwiczenia. Akcji ratunkowa wyglądała bardzo realistycznie i ludzie byli bardzo przejęci tą sytuacją.

Myślę, że ta inscenizacja pokazała wszystkim, jak chwila nieuwagi może doprowadzić do narażenia życia. Bardzo mnie to poruszyło i byłam trochę zła, bo myślałam, że to prawdziwa akcja, ale wiem, że ratownicy muszą ćwiczyć dla mojego bezpieczeństwa. W razie zagrożenia będą doskonale wiedzieli, jak szybko i bezpiecznie udzielić pomocy. Sytuacja, w jakiej się wtedy znaleźliśmy, spowodowała, że zaczęliśmy się zastanawiać nad naszymi umiejętnościami z zakresu ratownictwa. Całe wakacje minęły mi bardzo ciekawie, lecz opisana historia napędziła mi dużo strachu i zapamiętam ją do końca życia.

                                                                                                     Julia Dymkowska  5 c

***

Miałam bardzo dużo wakacyjnych przygód i chociaż wybór był ciężki, zdecydowałam się opisać moją przygodę w parku linowym.

Pojechałam z rodzicami nad jezioro do miejscowości Łagów. Na spacerze zauważyliśmy znaki prowadzące do parku linowego. Oczywiście, bez wahania podążyliśmy za nimi. Na miejscu trochę przestraszyłam się widoku wysokich przeszkód. Jednak postanowiłam spróbować swoich sił. Dostałam uprząż z dwoma karabinkami i karabinkiem zjazdowym oraz kask. Po przejściu szkolenia, byłam gotowa stawać czoła niskiej i średniej trasie. Poszło mi zaskakująco dobrze, a najbardziej podobały mi się zjazdy tyrolką. Po drugim przejściu średniej trasy miałam coraz większą ochotę na trasę wysoką. Była ona bardzo wysoka, a na tyrolce, która była na końcu, dzieci bardzo często nie radziły sobie ze zjazdem i musieli po nie wchodzić instruktorzy. Przezwyciężyłam swój strach. Przeszkody na trasie wysokiej były podobne do tych, które były na średniej. Ale wysokość sprawiała, że dopiero po przejściu paru przeszkód stawiałam pewnie kroki. Byłam bardzo szczęśliwa, kiedy została mi tylko jedna przeszkoda, czyli tyrolka. Niestety, mój karabinek zjazdowy się zaciął i nie mogłam go przypiąć do liny. Na szczęście, była instruktorka, która już szła mi pomóc. Musiała przejść całą trasę i chociaż robiła to bardzo sprawnie, zajmowało to trochę czasu. Próbowałam sama odpiąć karabinek i nagle mi się udało! Dokładnie wtedy, gdy instruktorka była w połowie ostatniej przeszkody dzielącej mnie od niej. Była dość zmęczona i kiedy powiedziałam jej, że odpięłam karabinek, miała bardzo zdziwioną minę. Nie czekałam na jej odpowiedz i zjechałam. Poszło mi dobrze i bardzo mi się podobało.

Byłam z siebie dumna. Często wracałam do tego parku linowego.

                                                                                                                 Aleksandra Tylman 5c

Rok szkolny 2015/2016

 

„Przyjęcie u cioci”

Niedawno pojechałem na przyjęcie urodzinowe do mojej cioci Haliny. Nikt nie spodziewał się tego, co się tam wydarzy. Ciocia mieszkała w małej rezydencji, daleko od miasta. Skąpany w deszczu jej dom, wyglądał jak miejsce z taniego horroru. Wyszedłem z samochodu. Podszedłem do drzwi, które były dwa razy większe ode mnie. Zapukałem głośno. Stałem przed drzwiami kilka minut, które wydawały się wiecznością. Spojrzałem wymownie na mamę, która w tym czasie wypakowywała bagaże z samochodu. Była cała przemoczona, tak jak ja. Odpowiedziała mi wzruszając ramionami. Westchnąłem ciężko. Zapukałem jeszcze raz, tym razem głośniej. W chwili, kiedy mama dołączyła do mnie, drzwi się otworzyły. Stanął w nich chudy żylasty, niski mężczyzna. Wyglądał jak goblin.

- Witaj, paniczu Mateuszu – mówiąc to zrobił taką minę, jakby zjadł coś obrzydliwego – witaj, pani Doroto.

- Dzień  dobry – odpowiedziałem z obrzydzeniem.

- Witaj Fryderyku – powiedziała mama wskazując na bagaże – Byłbyś tak miły i odniósł te walizki do naszego pokoju?

- To moja praca.

Zdjąłem z siebie mokry polar i wszedłem do środka. Hall był szeroki i duży. Na ścianach wisiały rodzinne portrety i obrazy, przedstawiające sceny polowania. Cała podłoga pokryta czarnym grubym dywanem, kontrastowała z czerwoną farbą na ścianach. Na samym końcu hallu po prawej stronie były drzwi, a po lewej kręcone schody na górę. Ściągnąłem wilgotne buty i w samych skarpetkach wszedłem na dywan. Zachichotałem. Dywan przyjemnie łaskotał stopy.

- Mateusz – skarciła mnie mama- chodź się przywitać z ciocią.

- Ok – odpowiedziałem zawiedziony.

Idąc w stronę drzwi, na końcu hallu, przypomniałem sobie myśl o miejscu z horroru, rozbawiła mnie ona. Nacisnąłem na klamkę i drzwi otworzyły się. Moim oczom ukazał się miły, przytulny salon z kominkiem. Ciocia i wszyscy goście zebrali się przy głównym stole. Ciocia wstała z fotela stojącego najbliżej kominka, ucałowała mnie w policzek.

- Jak ty wyrosłeś! – powiedziała.

- Tak ciociu, też cię kocham – odparłem zdenerwowany.

Kiedy wreszcie zdołałem uciec od gradu czułości i uścisków, zająłem miejsce z widokiem na cały salon. Ciocia zaczęła przemawiać do zgromadzonych. W tym czasie ja obserwowałem gości. Wujek Janek, jak zwykle drzemał w kącie, ciocia Ania tłumaczyła coś mojemu kuzynowi, a mama kłóciła się z dziadkiem.

Spojrzałem na stojący po środku stołu świecznik. Był on z błyszczącego metalu ponętnie wysadzanego drogocennymi kamieniami. Do salonu wszedł Fryderyk i zaczął podawać gościom przystawki i nalewał szampana. Lampa dziwnie błysnęła. Nagle w całym domu zgasło światło. Słychać było trzask tłuczonych talerzy i szkła. W bladym świetle błyskawicy zobaczyłem, jak Fryderyk pochyla się nad stołem. Kiedy kolejna błyskawica oświetliła pokój ujrzałem coś, co przyprawiło mnie o ciarki. Świecznik, on zniknął!

Kolejna chwila ciemności ciągnęła się w nieskończoność. W chwili gdy ciocia Halina zapaliła latarkę, wszystko stało się dla mnie jasne: to Fryderyk, to ten mały goblin ukradł świecznik.

- Proszę o spokój! – wrzasnęła ciocia. – Cisza!

Wszyscy umilkli.

- Dziękuję, to pewnie tylko chwilowy brak prądu, ale jutro wszystko wróci do … - spostrzegła brak świecznika.

Wszyscy podążyli za jej wzrokiem i zaczęły się jeszcze głośniejsze rozmowy.

- Niech nikt stąd nie wychodzi! – łamał się jej głos – złodziej musi być wśród nas.

Ciocia Ania zemdlała i upadła na kanapę. Dziadek podszedł do niej i próbował cucić. Wstałem i naskoczyłem na Fryderyka.

- To on ciociu – powiedziałem – to on ukradł świecznik.

Fryderyk wskazał z kolei na mnie.

- Ja? To ty zachowujesz się jak złodziej!

Ja miałbym go ukraść? Nonsens! - pomyślałem.

- Świecznika nie ma, a ty pochylałeś się nad stołem.

- Zbierałem potłuczone szkło! – odparł.

- Po ciemku? – prychnąłem – Dobre sobie.

Wstał brat cioci Haliny, który był księdzem.

- A może zamiast się kłócić, byśmy go poszukali – zaproponował.

- Ale mam dowód, że to … w tej chwili potknąłem się o coś metalowego, kiedy wstałem zorientowałem się, iż potknąłem się o … świecznik!

Ciocia uradowana podbiegła do mnie i uścisnęła mnie jeszcze raz.

- Znalazłeś go!

- Eee, tak! – powiedziałem dumny jak paw.

Kiedy zakończył się czas podziękowań, podszedłem do Fryderyka.

- Przepraszam, że cię oskarżyłem – rzekłem.

- Nie ma za co – wypluł z siebie to zdanie jak najgorsze przekleństwo.

Ciocia podeszła do mnie.

- Dziękuję Mateusz. Proś o co chcesz – powiedziała.

- Dobra. Mamo chcesz wracać w burzę?

- Raczej nie, ale…

- No to ciociu, przenocujesz nas?

- Oczywiście!

Bardzo podobał mi się pobyt u cioci, gdyż zdążyłem w jeden dzień zdobyć jej szacunek i zaufanie. Moim zdaniem niesłusznie. Jestem dalej zażenowany tym jak potraktowałem Fryderyka oraz wdzięczny cioci za przenocowanie.

Mateusz Berdzik, kl. 6b

 

Jedenaście lusterek

Gdybym miała jedenaście lusterek, to

 w pierwszym bym się przeglądała.

Drugie koleżance bym podarowała.

Trzecie stałoby w łazience.

Czwarte będę nosić w ręce.

Piątym na łące popuszczam zające.

Szóste do rzeki wrzucę rwącej.

Siódmym przemebluję pokój.

W ósmym się przeglądam tylko o zmroku.

Dziewiąte, pęknięte, więc schowam je w szafie.

Dziesiąte się rozbiło, więc pójdzie w stratę.

Na jedenastym - namaluję pejzaż latem.

Justyna Studzińska 6b

 

Gdybym miała 11 złotówek.

Gdybym miała 11 złotówek,

pierwszą złotówkę na loda bym wydała.

Drugą złotówkę do skarbonki bym schowała.

Trzecią złotówkę od razu bym zgubiła.

Piątą złotówkę na ptysia bym odłożyła.

Za szóstą złotówkę kupię w końcu temperówkę.

Siódmą złotówkę odłożę na bożą krówkę.

Ósma złotówka się zapodziała.

Dziewiątą złotówkę zamienię na stówkę,

dziesiątą złotówkę bratu bym dała.

a jedenastą bym sobie zatrzymała.

Dobrze, że za dziewiątą złotówkę, mam jeszcze stówkę,

 teraz za tę stówkę kupię sobie nową bluzkę .

Nikola Kołacz, 6b

 

„Zaczarowany kot”

Dawno, dawno temu, w pewnym mieście, żył sobie chłopiec, który miał na imię Adam. Pochodził z bardzo biednej rodziny. Ojciec pracował jako kowal, a matka opiekowała się ciężko chorym synem, który miał na imię Dyzio. Dyzio nie chodził, tylko leżał w łóżku. Adam nie miał przyjaciół, ale nie przejmował się tym. Wszyscy się z niego śmiali, ponieważ był biedny, brzydko ubrany.

Pewnego razu w drodze do szkoły, zauważył dwóch chłopców, którzy znęcali się nad kotem.

- Tak nie wolno, zostawcie go! – krzyczał Adam.

Lecz chłopcy nie posłuchali go, dalej znęcali się nad  zwierzęciem. Chłopiec wyciągnął swoją procę i zaczął do nich strzelać. Zdenerwowani  zaczęli ścigać Adama, lecz on był sprytniejszy i uciekł. Po pewnym czasie biedak wrócił do kota i zabrał go do domu. Tam opatrzył i nakarmił zwierzę. W pewnej chwili Adam usłyszał głos:

- Dziękuje ci, uratowałeś mi życie, za to spełnię twoje życzenie.

- Naprawdę mógłbyś spełnić moje życzenie?

- Tak, a co to miałoby być?

- Chciałbym, żeby mój brat Dyzio wyzdrowiał i mógł chodzić.

- Dobrze, a teraz idź spać, jutro spełni się twoje życzenie.

Chłopiec nie mógł uwierzyć  w to, co kot mu powiedział. Posłuchał go i przygotował spanie dla siebie i dla zwierzęcia. Rano do pokoju z okrzykiem radości, weszła mama.

- Adam, chodź, zobacz, co się stało!

Wybiegł z pokoju i zobaczył swojego brata, Dyzia, chodzącego po przedpokoju. Chłopiec przytulił go i rozpłakał się ze szczęścia. Biedak poszedł do swojego pokoju i chciał podziękować kotu, lecz go już nie było

Opowiedział o całym zdarzeniu rodzinie, ale nikt mu nie uwierzył. Adam zrozumiał, że został nagrodzony za dobre serce.

Bartek Semp kl. 4b    

Dlaczego warto przeczytać lekturę „Opowieści z Narnii”?

Drodzy Czytelnicy, chciałbym zachęcić Was do przeczytania książki „Opowieści z Narnii”. Kiedy z przyjemnością czytałem tę książkę, wydawała mi się interesująca, ponieważ było tam wiele ciekawych elementów, takich jak: dzieci, które próbowały pokonać królową Narnii. Była tam również szafa, przez którą rodzeństwo przedostało się do magicznej krainy. Pod koniec było kilka smutnych elementów, ale na końcu książka skończyła się dobrze, mam nadzieję, że zachęcę Was do przeczytania lektury. Pozdrawiam.

Mateusz Bulak , kl. 4a

Droga Łucjo!

Chciałam Ci podziękować za otwarcie szafy. To dzięki Tobie mogliśmy głębiej poznać Narnię. To wspaniała kraina, w której mieszkają fauny i gadające bobry. Ty również znalazłaś tam przyjaciela – Pana Tumnusa. Był on Twoim przewodnikiem po Narnii i cudownie, że trafiłaś na niego, a nie na Białą Czarownicę tak, jak Twój brat Edmund. Ta zła królowa chciała zniszczyć tę wspaniałą krainę. Dzięki Aslanowi, Zuzannie,  Piotrowi i Tobie udało się tego uniknąć. Na początku rodzeństwo nie uwierzyło w to, o czym Ty mówisz, ale potem zorientowano się, że to, co mówisz jest prawdą. Zazdroszczę Ci tej przygody, którą przeżyłaś. Jesteś dziewczynką z bogatą wyobraźnią i wiem, że z pewnością byśmy się polubiły. Bardzo lubię tę opowieść i mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa i miło wspominasz te chwile.

Pozdrawiam.

Michalina Bielewicz, kl. 4a

Faun i Łucja

Po wyjaśnieniach Łucji, z których faun dowiedział się, że jest ona człowiekiem, zaprosił dziewczynkę do swojego domu na podwieczorek. Był to bardzo miły faun, zjedli wspaniały podwieczorek i gawędzili sobie. Pan Tumnus w czasie rozmowy rozpłakał się i wyjawił swoją tajemnicę. Musiał porwać Łucję, gdyż jest sługą złej czarownicy. Gdy tego nie uczyni, to zostanie ukarany, jednak cierpi z tego powodu, bo wie, że jest to podłe. Nieoczekiwanie zmienił swoją decyzję i postanowił pomóc dziewczynce wrócić do domu. Łucja bezpiecznie wróciła do pokoju zapewniając wszystkich, że nic się nie stało. Dla mnie była to najciekawsza przygoda z lektury ,,Opowieści z Narnii”.

Dominika Twarda, kl. 4a

Łucja wchodzi do szafy 

Pewnego dnia podczas zabawy w chowanego, dziewczynka o imieniu Łucja schowała się w starej szafie. Kiedy zaczęła się w niej rozglądać, zauważyła, że ukryto w niej przejście do innego świata. Ruszyła więc w tamtą stronę. Gdy przeszła parę kroków, to spostrzegła, że stoi na środku lasu, a wokół niej panuje zima. Po kilku minutach podeszła do światła i okazało się, że  była to latarnia na słupie. Wkrótce zobaczyła dziwną postać, która od pasa w górę przypominała człowieka, a nogi jej były nogami kozła. Po zapoznaniu okazało się, że był to faun o imieniu Tumnus, który zaprosił ją na podwieczorek.

Opowiadał jej o Narnii, w której panuje wieczna zima za sprawą czarownicy. W pewnej chwili dziewczynka powiedziała, że musi wracać do domu, ale Tumnus rozpłakał się. Gdy przestał płakać, powiedział jej, że jest złym faunem, ponieważ będąc na usługach Białej Czarownicy musi doprowadzić Łucję do złej wiedźmy.

Kiedy zrozumiał, że Łucja jest dobrym człowiekiem, to pozwolił jej odejść i odprowadził ją pod latarnię. Stamtąd Łucja już sama wróciła do domu

Julia Chirowska, kl. 4a

List do koleżanki, zachęcający do przeczytania lektury
„Opowieści z Narnii”

Cześć, Julio! Niedawno czytałam lekturę pt. „Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa”, której autorem jest C.S. Lewis. Chciałam zachęcić Cię do przeczytania tej książki, ponieważ jest ciekawa i pełna przygód. Główni bohaterowie to rodzeństwo, które po wybuchu wojny jedzie na wieś, gdzie w domu profesora spotka ich wiele przygód. Wszystko zaczęło się od wejścia do szafy, gdzie znajdowało się wejście do magicznej krainy Narnii. W Narnii trwała walka dobra ze złem. Narnia była fantastyczną krainą, w której mieszkały zwierzęta mówiące ludzkim głosem, fauny, karły, nimfy i wiele innych magicznych istot. Najstarszy z rodzeństwa był Piotr, następna była Zuzanna, kolejny był Edmund, a najmłodsza była Łucja. Jest kilka części „Opowieści z Narnii”, wszystkie są naprawdę warte przeczytania. Ta książka ma ładne ilustracje i ciekawą treść. Właśnie dlatego zachęcam Cię do jej przeczytania.

Pozdrawiam.

Aleksandra Tylman, kl. 4c

***

Droga Olu! Piszę ten list do Ciebie, ponieważ chciałam Cię zachęcić do przeczytania książki, którą ostatnio poznałam, pod tytułem „Opowieści z Narnii”, której autorem jest C.S. Lewis. Ta książka jest fascynująca, ponieważ przenosi czytelnika w świat magii i czarów. Opowiada o przygodach czwórki rodzeństwa: Łucji, Edmunda, Zuzanny i Piotra. Cała historia zaczyna się w momencie, gdy Łucja wchodzi do magicznej szafy i odkrywa tajemniczy świat, którym jest Narnia. Narnia jest to świat fantastyczny, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem i zachowują się jak ludzie, np. bóbr robi herbatę albo faun umie grać na flecie. Bardzo zaciekawiła mnie ta książka, również dlatego, że uczy zasad, według których należy postępować, np. nie można zostawiać przyjaciela w potrzebie. Podobały mi się opisy przyrody, które bardzo pobudziły moją wyobraźnię. Jest tam również opisywana walka dobra ze złem. Oczywiście, cała historia kończy się wygraną Aslana i dzieci zostają królami i królowymi Narnii. Serdecznie polecam Ci tę książkę, ponieważ jest fascynująca i nie będziesz się z nią nudziła, jest pouczająca, jak zaczniesz czytać lekturę, to nie można się od niej oderwać.

Pozdrawiam i zachęcam Cię do czytania.

Julia Dymkowska, kl. 4c

Cześć Łucjo!

Piszę do Ciebie ten list, bo przeczytałam książkę o Tobie i Twoim rodzeństwie „Opowieści z Narnii”, która bardzo mi się spodobała. Postanowiłam, że muszę Cię poznać  i mam nadzieję, że moje marzenie zostanie zrealizowane. Łucjo, jesteś osobą, która ma wspaniałe rodzeństwo. Dzięki swojej ciekawości i odwadze, odkryłaś wiele  ciekawych rzeczy. Widzę, że masz miłe usposobienia, dlatego tak  szybko  zaprzyjaźniłaś się  z Tumnusem. To niesamowite, że jest pół człowiekiem, a pół kozłem, ale ma wyjątkową osobowość i jestem pewna, że też byłby moim przyjacielem. Cechuje Cię dobry charakter i nie potrafisz kłamać. Jesteś czuła, życzliwa i masz bujną wyobraźnię. Nigdy nie zostawiasz ludzi w potrzebie. Zawsze byłaś posłuszna Aslanowi i doceniałaś to, co uczynił dla Twojego brata. Twoja skromność jest fascynująca, tak jak przejście przez szafę do Narnii. Łucjo, jesteś osobą, która mnie zafascynowała. Twoja odwaga, dobroć  i wrażliwość jest nie do opisania. Masz dużo pozytywnych cech charakteru, które świadczą o Twojej osobowości. Jesteś osobą godną naśladowania. Mam nadzieję, że odpiszesz na mój list, a w przyszłości Cię odwiedzę. Serdecznie Cię pozdrawiam.

Martyna Sajak , kl. 4c  

                        List do wybranego bohatera lektury „Opowieści z Narnii”

                                                           Drogi Edmundzie!

Mam na imię Szymon i mam jedenaście lat. Czytałem o Twoich niezwykłych przygodach i o Twoim zmiennym charakterze. Na początku miałem o Tobie złe zdanie. Oceniałem Cię jako chłopca bojaźliwego. Bałeś się, że wyśmieje Cię rodzeństwo. Pozwoliłeś, żeby wyśmiano Twoją siostrę. Nie przyznałeś, że Narnia istnieje. Poznałem Cię też jako chłopca bezmyślnego i łakomego. Rozmawiałeś z obcą osobą. Opowiedziałeś wszystko o swoim rodzeństwie oraz zdradziłeś fauna, rodzeństwo i mieszkańców, którzy chcieli przywrócić dawnego władcę oraz dawny porządek. Jadłeś ptasie mleczko, otrzymane od obcej osoby. Na pewno nie uczyli Cię tego Twoi rodzice. Byłem na Ciebie zły, gdy wyjawiłeś plan bobrów, dotyczący pokonanie złej Czarownicy. Edmundzie, kiedy dowiedziałem się, że czekoladki były zaczarowane przez Białą Czarownicę, zmieniłem o Tobie zdanie, bo byłeś pod wpływem złych czarów. Kiedy przestały działać, zrozumiałeś swój błąd i chciałeś koniecznie go naprawić . Od tej chwili patrzyłem na Ciebie inaczej. Żałowałeś tego, co zrobiłeś i koniecznie chciałeś naprawić swoje błędy. I udało Ci się. Dzięki Tobie, mieszkańcom Narnii udało się pokonać złą czarownicę, a zwyciężył Aslan. Podziwiam u Ciebie pomysłowość, bo zniszczyłeś różdżkę, która zamieniała żywe istoty w posągi. Podziwiali Cię też brat i siostry, cieszyli się z Twojego powrotu i byli dumni z Ciebie. Edmundzie, cieszę się, że nazwano Cię Edmundem Sprawiedliwym, bo wydawałeś sprawiedliwe wyroki i dawałeś mądre rady. Edmundzie, dzięki Tobie zrozumiałem, że ,,nieznany świat czeka za drzwiami, trzeba je tylko otworzyć”, a błędy trzeba naprawić.

Pozdrawiam Cię serdecznie

Szymon Sadza, kl. 4c

 

Dyktando z „h”

       Ciekawym, ale nie do końca poznanym wydarzeniem związanym z historią Polski jest najazd Tatarów i bitwa pod Legnicą w 1241r. Horda tatarska zapędziła się w nasz region. Walczyły  z nią hufce polskie uzbrojone w hełmy i halabardy, pod herbem księcia Henryka Pobożnego. Bohaterem tej bitwy został książę, który, niestety, zginął w obronie miasta i regionu.

Aleksandra Tylman kl. 4 c

***

      Historia Polski to dzieje od X wieku, od przyjęcia chrztu w 966 r. przez Mieszka I. Hymnem Polski jest „Mazurek Dąbrowskiego”, napisany w 1797 r. przez Józefa Wybickiego, ale pierwszym hymnem była pieśń „Bogurodzica”. Według legendy herb Polski czyli biały orzeł na czerwonym tle wybrał Lech, założyciel państwa Polan. Pierwszą stolicą Polski było Gniezno, drugą Kraków, który słynie z Hejnału Mariackiego. Grany jest on każdego dnia punktualnie o 1200 (od 13 lutego 1838 r.).
     Polscy bohaterowie to m.in. Władysław Jagiełło, Mikołaj Kopernik, Maria Skłodowska-Curie, Fryderyk Chopin, Janusz Korczak, Jan Paweł II, Jan III Sobieski, który w 1683r. w bitwie pod Wiedniem dzięki hufcom husarii, pokonał Turków. Husaria miała hełmy z wysokim, pięknym grzebieniem, a na plecach mieli drzewce z pióropuszami, nie mieli halabard. Józef  Piłsudski to bohater, który często mówił ,,Bóg, Honor, Ojczyzna” i słowa te grawerowane były na zbrojach, szablach i biżuterii. Wszystkim tym bohaterom należy się szacunek i hołd. Janusz Radziwiłł to hetman litewski, zdrajca narodowy, który przyniósł hańbę swojemu rodowi. Polacy walczyli dzielnie także z hordami tatarskimi.

    Szymon Sadza kl. 4 c
 

,,Ścinawa-moje miasto”

Ponad 750 lat ma,
moje miasto Ścinawa,
położone nad rzeką Odrą
i Zimnicą,
owiane tajemnicą.
Najpierw książęta oleśniccy
miastem władali,
po wymarciu ostatniego
męskiego potomka 
Koronie Czeskiej
gród oddali..
Wiek XVIII to kolejne
tragiczne wydarzenia,
wojna 30-letnia 
prowadzi do zniszczenia.
Potem Prusacy
Ścinawą władają,
dzieła zniszczenia
grodu dopełniają.
W 1834r. straszliwy pożar
mury miasta trawi,
rozpaczają mieszkańcy
serce Siwosza krwawi.
Ścinawianie dawne
dobre czasy wspominają,
wolnej ojczyzny 
niecierpliwie wyglądają.
Krótko ich radość trwała
tragiczna rzeczywistość
okupacji niemieckiej
nastała.
Rok 1945 nie przyniósł wytchnienia,
w gruzach legły i ratusz,
i klasztor ojców bonifratrów.
Zabytkowe kamieniczki zniszczone,
podczas ofensywy Armii Czerwonej.
Po wojnie Ścinawę
odbudowano, ale ducha miasta
nie zachowano..
Dziś dawną świetność
miasto odzyskuje,
pięknem Łęgów Odrzańskich
turystów czaruje.
Oddycha ciszą...
Serce Siwosza chyba 
już nie krwawi,
kocham moje miasto,
uczę się historii Ścinawy.

Katarzyna Golańska, kl. 6c

,,Moje miasto Ścinawa”

Na Dolnym Śląsku jest umieszczona, 
Nad brzegiem Odry jest położona 
Ścinawa , miasto moje od dziecka,
Cała rodzina moja tu mieszka.

Za dawnych czasów Piastowie tu byli, 
Wojny zniszczyły ją i rozbiły.
Pożar Ścinawę wielki nawiedził -
Miasto na nowo w szkody wprowadził.

Z daleka widać kościół wyniosły -
Piękny , ogromny zabytek ścinawski.
W oddali świątyni park się zieleni,
wieczorem od świateł Zimnica się mieni . 

W tej pięknej zieleni , mury z kamieni
broniły Ścinawy , stojąc na tej ziemi. 
Ulice tu cudnie lipami pachnące, 
nad Odrą dwa mosty – chociaż nie wiszące.

Choć wojna zniszczyła klasztor oraz zamek,
kościół , ratusz , szpital – stoją jak dawniej 
Ząb czasu pokazał Ścinawę na nowo, 
tamte już odeszły choć , w myślach są obok.

  Joanna Studzińska, kl. 6b
 

„Bez”

Skarpa
porośnięta ranną trawą,
pełna plastikowych butelek,
niedopałków papierosów,
zmiętych ulotek reklamowych,
spomiędzy śmieci
strzela 
w górę 
fajerwerkiem bieli
bez
pachnie oszałamiająco
sobie wbrew
na złość 
górze śmieci
brzydocie…
radosny,
świeży,
wiosenny.

Katarzyna Golańska, kl. 6c
 

„Opis krajobrazu”

      Nie każdy ma okazję zobaczyć coś pięknego. Mnie się udało. Ten widok zapamiętam na zawsze. Krajobraz, który szczególnie utkwił mi w pamięci, zobaczyłam w czasie zimowej wycieczki do Karpacza. 
      Była piękna pogoda. Słońce świeciło tak, jak może świecić zimowe słońce. Nie czułem powiewu wiatru, przynajmniej w miejscu, w którym stałem. Ale słyszałem odległe świsty i gwizdy. To wiatr hulał wśród szczytów górskich. Widziałem kłęby śniegu przewalające się między skałami, a więc spokój, jaki wokół mnie panował, był tylko pozorny. Tam wysoko wśród szczytów wiał ostry, przenikliwy wiatr, a tumany unoszonego przez niego śniegu, zasłaniały widoczność. Cieszyłem się, że mogę z daleka podziwiać to piękne zjawisko. Nie musiałem się zmagać z zimnem i śniegiem. Widok był naprawdę piękny. Jestem pewny, że urzekający nawet dla tych, którzy już od lat wędrują po górach. Właśnie dla tych widoków podejmuje się trud wspinaczki. Wszędzie było biało, ale ta biel zupełnie inaczej wygląda na gałęziach wysokich świerków, a zupełnie inaczej na szczytach gór. Miałem wrażenie, że miękki śnieg zwisający z ciemnozielonych gałęzi,  jest wręcz ciepły i przytulny. Tak jakby stanowił ochronną kołdrę dla drzew. Natomiast płaty śniegu leżące w załamaniach szarych skał, były zimne, nieprzyjemne. Zupełnie jakby to były dwa rodzaje śniegu. Spojrzałem wyżej. Ponad górskimi szczytami było już niebo. Nie było widać żadnej, nawet najmniejszej chmury. Tylko wyraźny, chłodny błękit. 
       Chciałbym to miejsce zobaczyć wiosną, kiedy śniegi już stopnieją. Wtedy odsłonią się górskie szczyty, a w załamaniach skał pojawią się zielone plamki wysokogórskiej roślinności.

    Wiktor Frankowski kl. 6c
 

,,Mój pokój”

        Bardzo lubię swój pokój. Jest on duży. Mieści się obok pokoju mojej siostry.
       Ściany mojego pokoju są błękitne. Podłoga jest wyłożona panelami, a na panelach znajduje się różowy dywan. Naprzeciwko drzwi jest okno. Parapet jest drewniany. Na nim stoją kaktusy, muszelki, zdjęcia i inne ozdoby. Po lewej stronie znajduje się szafa, w której są moje ubrania. Obok szafy jest biurko oraz szafka z kosmetykami i książkami. Po prawej stronie znajduje się łóżko, które jest brązowe w malinowe kwiaty. Naprzeciwko oparcia łóżka są trzy półki. Na dwóch z nich leżą liczne maskotki, a na trzeciej znajdują się rzeczy do jazdy konnej, takie jak czarne i różowo-granatowe bryczesy, palcat, rękawiczki jeździeckie, toczek, skarpety jeździeckie i szczotki do czesania koni. Z drugiej strony łóżka jest wybieg dla chomika. Znajdują się w nim tunele, karma, domek i różne inne zabawki
       Mój pokój jest bardzo ładny i dobrze się w nim czuję, lecz chciałabym mieć w nim więcej rzeczy związanych z moją pasją – jeździectwem.

Marzena Grabiec kl.5b

***

      Mieszkam w bloku, w mieszkaniu 4 – pokojowym. Jeden z tych pokoi jest mój. Po prawej stronie od drzwi znajduje się łóżko, nad łóżkiem wiszą dwie białe półki z pucharami. Po lewej stronie od łóżka znajduję się nowoczesne biurko, nad biurkiem wiszą półki na książki, naprzeciwko biurka jest niezabudowany regał, na którym są różne pamiątki. Po prawej stronie od regału znajduję się duża, biała szafa z lustrem, naprzeciwko szafy jest mała, grafitowa sofa. Po lewej stronie znajduję się mała  komoda, na której stoi telewizor. Ściany w moim pokoju są w kolorze szarym, a dodatki dekoracyjne mam w kolorze fuksji. Projektowaniem mojego pokoju oraz jego wykonaniem zajęli się moi rodzice. Na ścianach wiszą moje zdjęcia z różnych lat życia, w pięknych, różowych ramkach. Wszystkie moje meble są białego koloru, oprócz fotela, który jest w ciemnym kolorze tak jak sofa. Ramę okna też mam białą i białą firankę, ale rolety są koloru popielatego. 
Bardzo lubię swój pokój oraz lubię w nim przebywać, ponieważ jest umeblowany zgodnie z moim gustem. Mój pokój jest świeżo po remoncie i wciąż nie mogę się nim nacieszyć. Moi rodzice doskonale wiedzieli jak urządzić mój pokój, aby spełnić moje wszystkie oczekiwania.

Julia Zdobylak kl. 5 b

***

     Mieszkam w domu jednorodzinnym, w którym znajduje się pięć pokoi. Jednym z nich jest mój pokój. Cieszę się, że mam swój kąt w domu. W moim pokoju ściany są koloru różowego. Z prawej strony od drzwi jest łazienka. Naprzeciwko łazienki jest regał z książkami, które często czytam. Obok regału stoi: ramka ze zdjęciami, lampka, laptop. Z lewej strony od biurka jest okno z parapetem. Na parapecie są doniczki z kwiatami, które podlewam. Przy ścianie obok okna stoi łóżko z wieloma pluszakami. Nad łóżkiem na ścianie wisi obrazek z Komunii Świętej i aniołek. Drewniana szafa stoi naprzeciwko łóżka, są tam moje ubrania. Podłoga w moim pokoju jest wykonana z paneli, koloru turkusowego. Bardzo lubię swój pokój, ponieważ spędzam w nim dużo czasu.

Oliwia Sośnicka kl. 5b

***

     Mieszkam w domu jednorodzinnym. W mieszkaniu znajduje się pięć pokoi, jeden z nich należy do mnie. Mój pokój mieści się przy pokoju moich rodziców, a po lewej stronie jest łazienka. Gdy wchodzi się do pokoju, naprzeciwko stoi duża szafa z ubraniami. Obok niej znajduje się biurko, na którym stoi monitor, różne kredki i lampka. Nad biurkiem są szafki, w jednej z nich moja mama trzyma leki, a w drugiej znajdują się nowe zeszyty. Pod biurkiem jest szafka z moimi książkami do szkoły. Koło biurka umieszczona jest  szafa z ubraniami. Po jej lewej stronie jest półka z różnymi zdjęciami i pamiątkami z wycieczki. Pod nią jest półka z różnymi książkami. W lewym, górnym rogu, znajduje się największa atrakcja mojego pokoju, a mianowicie akwarium z moim żółwiem o imieniu Fado. Obok Fada jest okno, przez które często patrzę. Na parapecie mam dużo kaktusów i innych kwiatów. W prawym dolnym rogu mojego pokoju jest łóżko, jest to narożnik koloru niebieskiego z białymi poduszkami. Nad łóżkiem wisi półka, na której mam figury różnych budowli, na przykład Wieżę Eiffla. Koło półki znajduje się święty obrazek z panem Jezusem i krzyż. Na ścianie obok drzwi są moje dyplomy z medalami za zajęcie drugiego miejsca w „Biegach Papieskich”. Mój pokój jest koloru niebiesko – zielonego w paski. Według mnie, mój pokój jest przytulny, ponieważ jest mały i skromny. Bardzo lubię w nim spędzać czas.

Filip Dziuba kl. 5b

   Kotek
Dnia pewnego
mały kotek,
znalazł włóczki duży motek.
Po minucie
z pięknej wełny, 
został nitek,
koszyk pełny.

Mały kotku,
co zrobiłeś?
Cały motek nam zniszczyłeś!
Z wełny miała być czapeczka,
Oj, nie będzie dzisiaj mleczka.

                    Lew 
Pewien lew miał dość swej grzywy
-Przez tę grzywę, łeb mam krzywy!
Któż to widział, żeby król tak,
zamiast włosów nosił kłak!

Przystrzygł grzywę bardzo modnie,
lecz poddani rzekli zgodnie,
że nie będzie nimi rządził, 
lew, co grzywę tak urządził.
                 Wiktoria Niedbała, klasa IV a
 

BAJKI CZWARTOKLASISTÓW

„Jak myszka Klaudia została królową lasu”

      Dawno, dawno temu w wielkim lesie mieszkała mysz Klaudia. Pewnego razu znalazła patyczek obsypany brokatem. Na końcu była złota gwiazda. Podniosła patyczek i zaczęła go oglądać. 
      Gdy tak nim potrząsała zobaczyła przed sobą ogromną kostkę sera. Uderzyła patykiem kostkę sera i pomyślała sobie, że mogłaby upiec sernik. Wbiła patyczek w środek sera. Gdy ciągnęła go za sobą, zobaczyła nagle, że ser zmienił się w sernik. Bardzo się zdziwiła, bo nie wiedziała, skąd to się wszystko wzięło. Gdy tak patrzyła na sernik potrząsając patykiem, obok niego znalazł się drugi sernik. Wtedy zrozumiała, że to nie jest zwykły patyk, tylko czarodziejska różdżka. Bardzo się ucieszyła i postanowiła wyczarować domki dla wszystkich leśnych zwierząt, ponieważ zbliżała się zima. Gdy była zajęta wyczarowaniem domków, nie zauważyła, że zakrada się za nią lis. W ostatniej chwili odwróciła się, zobaczyła lisa i zaczęła uciekać. Gdy tak biegła, pomyślała, że użyje czarodziejskiej różdżki i raz na zawsze pozbędzie się złego lisa. Stanęła, machnęła różdżką i lis zmienił się w drewniany posąg. 
      Od tej pory las był bezpieczny. Wszystkie zwierzęta były szczęśliwe, a mysz Klaudia została królową lasu.

Daria Marczuk, kl. IV c
 

Wielka susza

 Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami, znajdowało się małe królestwo. Było położone w przepięknej dolinie. Wokół niej rozciągały się lasy, malownicze, zielone wzgórza, łąki z tysiącami kolorowych, pachnących kwiatów i błękitne jezioro o krystalicznej, czystej wodzie. W królestwie panował spokój i dostatek. Władca tej krainy bardzo lubił owoce i warzywa. Niestety, pewnego dnia otrzymał od swoich poddanych smutną wiadomość, że w królestwie zapanowała susza.
Z tego powodu zwiędły wszystkie warzywa i owoce, królestwu zagrażał głód. Drzewa i krzewy, łąki i lasy umierały z braku wody. Królestwo z zielonego, pięknego raju, powoli przeradzało się w szarą, smutną wymarłą krainę. Król wezwał do siebie najwierniejszego sługę Artura i rozkazał mu wziąć najszybszego rumaka i pogalopować na jego grzbiecie do sąsiedniego królestwa, aby za złoto otrzymane, zakupić zapasy żywności dla poddanych. Sługa niezwłocznie wyruszył w podróż. Po dotarciu na miejsce, spełnił rozkaz króla. Niestety, w drodze powrotnej został napadnięty, bandyci obrabowali go i ciężko zranili. Mijały kolejne dni, a sługa nie wracał. Król zamartwiał się z tego powodu, więc wysłał straże, żeby go odszukały. Po kilku dniach odnaleziono zranionego sługę. Król ucieszył się na jego widok, a zarazem zmartwił, ponieważ zapasy żywności w państwie kończyły się. Dla króla nie złoto i bogactwo było ważne, ale dostatek i szczęście poddanych. Postanowił więc sam wyruszyć w drogę, aby zdobyć żywność. Po drodze spotkał staruszka, który był bardzo spragniony. Poprosił on o łyk czystej wody. Król nie zastanawiając się wiele, oddał mu ostatni bukłak z wodą. Jak się okazało, staruszek był czarodziejem, który za okazana dobroć obdarował króla czarodziejskim dzbanem z zaczarowaną wodą. Czarodziej powiedział władcy, że jak ją wyleje na pola, łąki, sady, to królestwu już nigdy nie będzie zagrażać susza. 
Tak się też stało. Wkrótce dostatek znowu zagościł w państwie, a król dla poddanych wydał wielką ucztę, na stołach królowały pyszne warzywa i owoce. Radości nie było końca.

Bartek Bryła, klasa 4c

„Czarnoksiężnik”

Dawno temu, w ogromnym zamku, mieszkał zły czarnoksiężnik, który znał najstarsze zaklęcia świata. Wykorzystywał swoją wiedzę zawsze, kiedy coś działo się nie po jego myśli. Ludzi, którzy sprzeciwiali się jego decyzjom ,zamieniał w ropuchy, posągi lub morską pianę. Służbę za najmniejsze przewinienia zamykał w lochach.
Pewnego dnia do jego zamku zawitała stara kobieta, która chciała mu sprzedać złotą nić. Mówiła, że dzięki niej będzie lepiej rządził i posiądzie niewyobrażalną moc. Czarnoksiężnik jednak wyśmiał ją i kazał uwięzić w lochu. Miał nadzieję, że gdy ją przetrzyma w ciemnicy, kobieta odda mu nić za darmo. Ona jednak nie chciała tego zrobić, wtedy wściekły czarnoksiężnik zamienił ją w marmurowy posąg. Zabrał nić kobiecie, ale okazało się, że gdy zaczął ja rozwijać, zamieniła się w złocistą mgłę. Zajęła ona całe pomieszczenie. Zaczęło brakować powietrza i czarnoksiężnik czuł, że umiera. Przerażony obiecał, że uwolni wszystkich poddanych uwiezionych w lochu, jeśli tylko przeżyje. Wtedy mgła znowu zamieniła się w złotą nić. Czarnoksiężnik uwolnił poddanych, dał im jedzenie i nowe szaty. Rozdał złote monety jako zadośćuczynienie za doznane krzywdy. Potem zawołał robotników 
i rozkazał, aby pomalowali ściany zamku na jasne kolory. Odwrócił wszystkie złe zaklęcia i przemienił je w kwiaty. Przypomniał sobie o marmurowym posagu, w który zamienił starą kobietę. Wymówił zaklęcie cofające zły czar. Wtedy, ku zdziwieniu wszystkich, z wnętrza rzeźby wyszła piękna dama. 
Wkrótce już nie czarnoksiężnik, lecz książę, poznał moc zaczarowanej nici-miłości. Poślubił piękną damę i razem żyli razem długo i szczęśliwie. Zgodnie z zapowiedzią starej kobiety posiadł moc największą na świecie.

Klaudia Mandziak, klasa 4c

Baśń o dzielnym młodzieńcu

     Dawno, dawno temu, w dalekiej krainie, wśród gór i lasów, leżała wioska. Ludzie w niej żyli w ciągłym strachu o jutro. Mimo tego ze ciężko pracowali w polu, nie mogli zebrać plonów.  W pobliżu wioski, w wielkiej, ciemnej grocie żył ogromny smok o sześciu głowach. Miał olbrzymi apetyt i niczym nie pogardzał. Zjadał wszystko, co znalazł na swojej drodze. A jak mu się czknęło. To i ogniem ziać potrafił. Nad wioską zawisło widmo zagłady. Wtedy mieszkańcy postanowili udać się do czarnoksiężnika po pomoc. 
Wyprawa nie była łatwa, bowiem mieszkał on za trzema górami i trzema jeziorami. Wybrano najdzielniejszego młodzieńca o niebywałej odwadze do wykonania tego zadania. Po wielu dniach wędrówki dotarł on w końcu do celu. Czarnoksiężnik obiecał pomoc, jeśli młodzieniec wykona jedno zadanie. Ma udać się do księżyca i z jego srebrnych nitek utkać mu nowa pelerynę. Śmiałek zmartwił się, że nie wykona tego zadania, ale niespodziewanie pomoc obiecała mu wróżka, która ujrzała go płaczącego nad swym losem. Wyprawa była długa 
i niebezpieczna, ale zakończyła się sukcesem. Młodzieniec wrócił do wioski z eliksirem od czarnoksiężnika. Smok wypił eliksir, który mieszkańcy dolali do wodopoju i zamienił się w kamień. Wioska była uratowana. 
Na pamiątkę wyprawy urządzono wielkie przyjęcie, a sława młodzieńca rozniosła się po całym świecie. Odtąd mieszkańcy tej dalekiej krainy żyli szczęśliwie i spokojnie w dostatku.

Maciej Wojtowicz, klasa 4c

Królowa pięknych kwiatów

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami mieszkała księżniczka Anastazja 
ze swoimi rodzicami i siostrą. Zamek, w którym mieszkali był bardzo duży. Miała piękny pokój, w którym szyła sobie sukienki. Była miłą i piękną księżniczką. Jej starsza siostra miała na imię Mestia. Była brzydka i okrutna.
Pewnego dnia rodzice dziewczynek wypłynęli w podróż, aby odwiedzić swoich przyjaciół. Niestety, podczas rejsu zginęli. Siostry były smutne. Starsza z nich, Mastia, została rychło królową.
Któregoś dnia Anastazja wybrała się do lasu, żeby nazbierać bukiet polnych kwiatów. Księżniczka kochała kwiaty. Drzewo zaszumiało jej do ucha, że piękne kwiaty rosną za lasem. Las był ogromny i przerażający, ale to jej nie zniechęciło. Zapadł zmrok. Anastazja słyszała dziwne odgłosy, a gdy się odwróciła, ujrzała smoka z trzema głowami. Był ogromny i przerażający. Ziemia drżała pod jego krokami, ale, na szczęście, gad nie zauważył dziewczyny. Wkrótce zobaczyła chatkę. Zapukała, ale nikt jej nie odpowiedział. Kiedy weszła do środka, zobaczyła dwanaście małych łóżeczek. Była bardzo zmęczona, więc połączyła ze sobą trzy łóżeczka i położyła się. Wkrótce wróciło dwanaście skrzatów. Gdy zobaczyli Anastazję, bardzo się zdziwili. Dziewczyna powiedziała im, że szuka pięknych, polnych kwiatów. Najstarszy ze skrzatów obiecał, że jutro pokaże jej coś pięknego i wszyscy poszli spać.
Rankiem skrzaty posadziły Anastazję na wóz i zawiozły do Krainy Pięknych Kwiatów. Gdy dziewczyna nazbierała już kwiatów, użądliła ją pszczoła. Skrzat przyłożył jej zioła  do palca i ten od razu przestał boleć. Potem Anastazja pożegnała się z nowymi przyjaciółmi i odeszła. Gdy wracała do domu, zatrzymała ją biedronka. Poprosiła o jeden płatek kwiatka i powiedziała jej , że siostra bardzo gniewa się na nią. Dziewczyna wróciła do zamku, a tam Mastia strasznie na nią nakrzyczała. Kazała jej założyć stare szaty i za karę sprzątać całą noc. Rankiem Anastazja usłyszała gniewne okrzyki poddanych, którzy wznosili hasła przeciwko swojej królowej. Anastazja próbowała ją przekonać, że powinna być lepszą władczynią, wtedy poddani będą ją kochali, ale Mestia nie chciała tego słuchać i zamknęła siostrę w lochu. Uwolniły ją skrzaty. Wkrótce dobra dziewczyna dowiedziała się, że jej zła siostra powodowana zemstą chce wyburzyć domy poddanych, którzy szemrzą przeciwko niej. Lud na wieśc o tych planach, znowu zaatakował zamek, przerażona  Mestia uciekła z kraju i słuch po niej zaginął.
Na nową królową wybrano Anastazję. Wkrótce wieść o jej dobroci, mądrości i urodzie rozeszła się daleko. Wyszła za mąż za króla sąsiedniego państwa. Anastazję zwano Królową Kwiatów, bo codziennie spacerował po lesie i zbierała piękne, leśne kwiaty. Żyła długo i szczęśliwie.

Martna Sajak, klasa 4 c

Mrówka Bebi

Nie tak dawno żyła sobie pewna mrówka o imieniu Bebi. Nosiła bardzo duże okulary. Inne mrówki śmiały się z niej z tego powodu, bo wciąż przewracała się pod ich ciężarem. Było jej przykro, że nikt jej nie lubi, a inne mrówki jej unikają.
Pewnego dnia usiadła pod drzewem i zapłakała. Zobaczyła to mrówka-podróżniczka i  powiedziała: -Jestem mrówką podróżniczką, ale dla ciebie zrobię wyjątek i zatrzymam się tutaj na pewien czas. Będę się z tobą bawić, a inni będą ci zazdrościli. Przez miesiąc mrówka-podróżniczka dotrzymywała towarzystwa Bebi. Wkrótce zyskał ona kilku nowych przyjaciół. Kiedy mrówka-podróżniczka już odchodziła, dała Bebi w prezencie nowe okulary, żeby mogła się zwyczajnie bawić.
Od tego czas nasz bohaterka była szczęśliwa. Spędzał czas na zabawie z przyjaciółmi. Już nikt się z niej nie śmiał, wszyscy zaś cenili jej pomysłowość w wymyślaniu zabaw.

Oskar Biernat, klasa 4 c

Baśń o piłkarzu

Dawno, dawno temu, w Krainie Siedmiu Piłek, żył sobie bardzo dobry piłkarz. Pewnego dnia wyzwał go na pojedynek bardzo zły piłkarz. Stoczyli zacięty mecz. Dobry piłkarz przegrał pojedynek, bo przeciwnik oszukiwał. Postanowił pójść do dobrej wróżki i poprosić ją o radę. Opowiedział jej , co się wydarzyło i wysłuchał jej mądrych rad.
Potem, jak radziła mu wróżka, poprosił rywala o rewanż. Podczas meczu stosował się do rad wróżki i szeptał zaklęcia, które uniemożliwiały oszukiwanie. W ten sposób wygrał mecz uczciwie. W Krainie Siedmiu Piłek zapanował spokój już nikt nigdy nie próbował oszukiwać. Wszyscy mieszkańcy żyli długo i szczęśliwie. 

Gracjan Moroch, klas 4c

---------------------------------------------------------------------------------

„O myśliwym i jeleniu”

Pewnego dnia myśliwy wyszedł na polowanie. Idąc wzdłuż rzeki Odry zauważył, że prądy rzeki porwały młodego jelonka. Bezradne zwierzę bezskutecznie próbowało dopłynąć  do brzegu, całkiem już opadło z sił i czekało na nieuchronną śmierć. Myśliwy nie zastanawiał się i szybko zarzucił linę na jego rogi. Ciągnął zwierzę do brzegu. Wreszcie jelonek poczuł pod kopytkami grunt i wydostał się na brzeg. Szybko pobiegł przed siebie, a myśliwy szczęśliwy, że zrobił dobry uczynek, wrócił do domu i zrezygnował z polowania.
Kilka lat później ten sam mężczyzna znowu wybrał się na polowanie. Gdy szedł przez łąki, zagapił się i ugrzązł w bagnistym terenie. Nie mógł się wydostać z pułapki i zaczął wołać o pomoc, ale nikt z ludzi nie mógł go usłyszeć. Nagle zauważył pięknego, potężnego jelenia. Niespodziewanie zwierzę pochyliło swoje ogromne poroże nad grzęzawiskiem. Myśliwy schwycił mocno za rogi , jeleń ciągnął go z całych sił, aż mężczyzna wydostał się z pułapki. Myśliwy opowiedział o tym wydarzeniu swoim bliskim i mieszkańcom Ścinawy. 
     Na pamiątkę tego wydarzenia postawiono płaskorzeźbę z piaskowca przedstawiającą myśliwego, który klęka przed jeleniem. Płaskorzeźbę można podziwiać do dzisiejszego dnia, nieopodal miejsca, gdzie wydarzyła się ta niezwykła historia. 

Aleksandra Sajak, kl. 5b

„ Kury i kogut”

W pewnym gospodarstwie były dwie kury i jeden kogut. Rolnik codziennie dawał im do pojemnika ziarno. Kury, jak to kury, lubiły się kłócić. Kłóciły się o to, która pierwsza naje się ziarnem. Kogut przyglądał się tej sytuacji, każdego dnia widział, jak kury się kłócą. W końcu nie wytrzymał ich kolejnej kłótni i sam poczęstował się ziarnem, które było dla nich.
Morał: „Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.”

                                          Filip Dziuba V b

    „Myszka szara”
Była sobie myszka szara,
Która figle uwielbiała,
Buty schowała,
Sznurówki zawiązała,
Nogę podstawiła,
Nakłamała, taka była rozrabiara.
Przyszedł do myszki zając,
Wielką panikę udając:
„Chcąc zjeść kawałek ciasta,
Poszedłem na koniec miasta,
A tam w kałuży
Topi się pająk nieduży.
Tylko ty mu możesz pomóc,
Proszę Cię, myszko, wyjdź z domu”.
Myszka ważną się poczuła,
Bez zastanawiania drzwi otworzyła.
Ze zdziwieniem jednak stwierdziła,
Że zając nie mówiąc nic nikomu
Poszedł sobie do domu.
Myszka zamknęła drzwi w popłochu
Bo nagle sprawę sobie zdała,
Że z zapiekanki węgiel już miała.
Żarty uwielbiała,
Lecz teraz się nie śmiała.
Spać biedna poszła,
A z tej historii wiele wyniosła.
                            Aleksandra Sajak V b

„Farmer i jego pies”

Za górami, za lasami żył raz farmer. Miał liche gospodarstwo i swego wiernego psa, Fafika. Zawsze mu pomagał. Niestety, pewnego dnia piesek gdzieś się zgubił. Farmer bardzo długo go szukał, lecz bez skutku. Czekał na niego dniami i nocami. W końcu, po długich poszukiwaniach, piesek się odnalazł. Później farmer zachorował, ponieważ ciężko pracował. Fafik wiedział o tym i rozumiał także, że jego pan nie ma pieniędzy na leki, więc postanowił na nie zarobić, robiąc dla ludzi różne sztuczki. Gdy Fafik zarobił tyle pieniędzy ile trzeba, farmer mógł sobie kupić leki. Farmer bardzo się ucieszył i poszedł kupić leki. Po jakimś czasie pan Fafika wyzdrowiał. Chcąc się odwdzięczyć pieskowi, kupił mu za część zarobionych przez niego pieniędzy piłeczkę i duże pudło karmy, a później żyli długo i szczęśliwie.
Morał: Miłość i przyjaźń daje siłę do zwalczania wszelkich trudności, gdy ma się kogoś bliskiego, żaden problem nie wydaje się być nie do rozwiązania.

                                             Weronika Pawlikowska V b
Zdrowy tryb życia

Długo śpij, jedz z umiarem,
Na powietrzu bywaj często,
A nie zaznasz chorób wcale
I to będzie twe zwycięstwo.

Zdrowie samo nie przychodzi,
Zatem zadbaj o nie trochę,
Nie jedz chipsów, lecz marchewkę
I chodź często na piechotę.

Jedz warzywa, nie słodycze
I zażywaj dużo ruchu.
Kiedy pora, wstawaj rano,
Tak o zdrowie dbaj, mój zuchu.

Soki, owoce, warzywa
To same witaminki,
Spożywajcie je często,
Chłopcy i dziewczynki.
Od zdrowego odżywiania,
Gimnastyki uprawiania,
Prosta droga jest do zdrowia,
Kto nie wierzy, niech spróbuje, 
Takie życie fascynuje.
Katarzyna Nadziałek, klasa 6c
Fraszka „Na piłkę nożną”
Po murawie biegają
udają, że grają,
bo mecz ustawiony,
a sędzia kupiony.
Dominik Kędys, klasa 6c

 
            Witaminki
Jabłka, gruszki, mandarynki,
to smaczne witaminki.
A truskawki i morele
To są moi przyjaciele.
      Ewelina Półtorak, klasa 6c
 

Opowiadanie na temat pożaru.

       Pewnego dnia dwóch chłopców postanowiło udać się do lasu, aby nazbierać trochę patyków do wykonania łuków.  Las był pełen sosen, świerków i dębów. Pogoda była słoneczna, a ściółka w lesie bardzo sucha.
     Po pewnym czasie chłopcy postanowili rozpalić ognisko. Gdy to zrobili, upiekli kiełbaski i zjedli je ze smakiem. Niestety, odchodząc zapomnieli zasypać ognisko piachem.
       Po godzinie w lesie wybuchł pożar. Jedna z osób, które zbierały z lesie jagody, zauważyła ogień i natychmiast zadzwoniła po straż pożarną. Po chwili strażacy byli już na miejscu i przystąpili do akcji gaśniczej. Po godzinie pożar zastał całkowicie ugaszony.
      Według mnie, zachowanie chłopców było bardzo nierozsądne, ponieważ w lesie nie wolno rozpalać ogniska. 

Dominika Krysiak, klasa 6c

Zobaczyłeś w lesie pożar. Napisz opowiadanie na ten temat. 
 

     Wczoraj wybrałam się do lasu, aby  zbierać grzyby. Gdy weszłam w głąb lasu, zauważyłam, że niedaleko mnie, nad drzewami, unosi się dym. Trochę się wystraszyłam, dlatego szybkim krokiem zaczęłam oddalać się od niebezpieczeństwa.
      W  międzyczasie zadzwoniłam po straż pożarną. Wyjaśniłam, gdzie znajduje się ten las. Strażacy prosili mnie, abym czekała na nich przy drodze i nie denerwowała się, ponieważ wszystko będzie dobrze.
       Strażacy zjawili się w przeciągu dziesięciu minut. Błyskawicznie wyciągnęli wąż strażacki i zaczęli walczyć z żywiołem. Byli tacy odważni i pełni poświęcenia! Podziwiałam ich. Po wyczerpującej, trzydziestominutowej walce z ogniem, strażakom udało się opanować sytuację. Wrócili do swojego wozu zmęczeni, brudni, ale zadowoleni.
      Jeden ze strażaków podszedł do mnie i powiedział, że jestem bardzo dzielną dziewczynką oraz pogratulował mi zachowanie zimnej krwi.  Byłam zaskoczona i zawstydzona, ale uśmiechnęłam się do niego. Komendant zaproponował mi podwiezienie do domu, od razu się zgodziłam. W wozie trochę trzęsło, ale na szczęście szybko dojechaliśmy do celu.
      Gdy rodzice zobaczyli mnie w drzwiach ze strażakami, nieco się przestraszyli. Jeden z nich wyjaśnił im wyczerpująco zaistniałą sytuację. Opiekunowie byli ze mnie bardzo dumni.

Milena Skoczyńska, klasa 6c
 

Na czym ,według Ciebie, polega nowoczesny patriotyzm?

     Według mnie, nowoczesny patriotyzm polega na uczestniczeniu w wyborach samorządowych, parlamentarnych, prezydenckich. Kultywowaniu tradycji narodowych i okazywaniu szacunku ludziom, którzy walczyli za ojczyznę. To także wywieszanie flagi z okazji świąt narodowych na budynkach mieszkalnych i urzędowych.
   Patriotyzm to również lekcje historii w szkole, szanowanie na co dzień symboli narodowych: flagi, godła. Należy także dbać o język ojczysty, posługiwać się poprawną i piękną polszczyzną. Poza granicami należy przedstawiać kraj z jak najlepszej strony. Swoją nauką i pracą przyczyniać się do rozwoju swojej ojczyzny. 

Aleksander  Janic, klasa V b

     ***

     Według mnie, nowoczesny patriotyzm współczesnego Polaka polega na tym, że okazuje szacunek swojej ojczyźnie, angażuje się w życie swojego kraju poprzez uczestniczenie w wyborach. Jest to przykład świadomej postawy obywatelskiej.
     Nowoczesny patriotyzm to również szacunek dla symboli narodowych, flagi oraz Hymnu Polski. To również wstępowanie w szeregi Wojska Polskiego, mimo że nie ma już w Polsce obowiązku odbycia zasadniczej służby wojskowej. Patriotyzm to również godne reprezentowanie Polski poza jej granicami na imprezach sportowych oraz kulturalnych, w naszych barwach narodowych.
     Patriotyzmem nazywamy także oddawanie czci nasze fladze poprzez wywieszanie jej na budynkach w ważnych dniach dla historii naszego kraju, podczas świąt narodowych. Myślę, że patriotyzmem jest pozostanie w kraju, mimo że granice zostały otwarte i każdy może dokonać wyboru, gdzie chce mieszkać: w  kraju czy za granicą.

Julia Zdobylak, klasa V b

***

     Patriotyzm to umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji,  kultury i języka. Patriotyzm oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnocie  kulturowej oraz solidarności z własnym narodem.    Według mnie, nowoczesny patriotyzm polega między innymi na szacunku do miejsc, gdzie polegli ludzie walczący o wolność Polski. Trzeba dbać o te miejsca i chronić je przed zniszczeniem. W święta i uroczystości państwowe złożyć kwiaty i zapalić znicze pod pomnikami narodowymi. Pamiętać o historii tych miejsc i przekazywać ją młodszym pokoleniom. W czasie świąt państwowych wywieszać flagi na budynkach, brać udział w uroczystościach państwowych, np. z okazji Święta Niepodległości. Na co dzień należy uczyć się historii swojego kraju i języka ojczystego. Czytać polskie książki 
i posługiwać się piękną i poprawną polszczyzną. 
     Patriotyzm jest ważny nie tylko w czasie wojny, ale także w okresie, gdy mamy bezpieczną i wolną Ojczyznę. 

Aleksandra Sajak, klasa Vb
 

OPOWIEŚĆ   WAKACYJNEJ  PAMIĄTKI
Witajcie!
     Jestem białą, średniej wielkości muszelką. Moja przygoda zaczęła się tak: od sześciu tygodni leżałam na dnie morza, gdy pewnego dnia wyciągnęła mnie jakaś dziewczynka. Od razu pobiegła ze mną do swoich rodziców, aby pochwalić się zdobyczą. Zaraz po tym nabrała wody do wiaderka i dokładnie mnie umyła. Tak się złożyło, że to wszystko wydarzyło się ostatniego dnia pobytu dziewczynki nad morzem. Dzień później wszyscy zaczęli się pakować i szykować do drogi. Cały powrót do Polski był bardzo długi, bo jechaliśmy aż 15 godzin, ale najważniejsze jest to, że dotarliśmy bezpiecznie.
     Teraz leżę na półce i każdy przechodząc ogląda mnie, cichutko mówię, że jestem wspaniałą pamiątką z wakacji.
Julia Zdobylak, kl. 5b
***
     Pewnego słonecznego dnia dziewczynka o imieniu Oliwia szła plażą ze swoim kolegą Filipem do latarni morskiej w miejscowości Niechorze. Razem zbierali muszelki. Raz zdarzały się ładne, a innym razem nie najładniejsze.
     Nagle fala przyniosła wiele muszelek, w tym mnie. Oliwia zauważyła muszelkę, którą byłam ja. Złapała mnie w ręce i opłukała w morzu z piasku. Zadowolona powiedziała do Filipa:
-Patrz, jaką znalazłam piękną muszelkę!
-O, jaka śliczna, ale miałaś szczęście –powiedział kolega.
Przez chwilę mnie chwalili, po czym dziewczynka schowała mnie do kieszeni, trafiłam  między inne muszelki. Kiedy Oliwia wróciła do pensjonatu, pokazała mnie swoim rodzicom. Im również bardzo się spodobałam. Oliwia wpadła na pomysł, aby wrzucić mnie do portfela, na szczęście.
     Po powrocie do domu znad morza wyjęła mnie z portfela i położyła do koszyka z innymi muszelkami. Jestem małą, pomarańczowo-różową muszelką, bardzo szczęśliwą, ponieważ mam teraz wiele koleżanek i kolegów.
Oliwia Sośnicka, kl. 5b
***
  Jestem małą, białą muszelką. Zawsze lubiłam ogrzewające mnie słoneczko i odgłos szumiących fal, które kołysały mnie do snu.
     Pewnego pogodnego dnia znalazła mnie mała dziewczynka o imieniu Natalka. Na początku bardzo się przestraszyłam, gdy wzięła mnie do ręki i wsadziła do kieszeni. Gdy podbiegła do rodziców, wyciągnęła mnie z kieszeni i pokazała bliskim. Rodzice Natalki powiedzieli, że jestem śliczna i wyjątkowa, a dziewczynka dodała, że nigdy mnie za nic nie odda. Byłam zachwycona słuchając tylu komplementów. Już następnego dnia rankiem nie czułam tęsknoty za słońcem i ciepłym piaskiem. Najbardziej ekscytujące było to, że dziewczynka z rodzicami przyjechała nad morze na wakacje. Już następnego dnia miała jednak wracać do domu. Gdy dotarłyśmy na miejsce, od razu położyła mnie na biurku i pobiegła do sklepu, aby kupić piękną szkatułeczkę. Potem włożyła mnie do środka i postawiła na honorowym miejscu. Co wieczór wyciąga mnie i wyznaje swoje sekrety, opowiada, jak minął jej dzień.
     Jestem bardzo szczęśliwa, że znalazłam się właśnie w domu Natalki. To był najwspanialszy dzień w moim życiu, gdy mała dziewczynka znalazła mnie  i schowała do kieszeni. Kto wie, co mnie jeszcze spotka?
Patrycja Kasprowska, kl. 6c
***
     Jestem szklaną figurką, pieskiem. Ola kupiła mnie podczas wakacyjnego pobytu w Pradze. Mieszkaliśmy w hotelu w starej kamienicy.
 Na szczęście, wróciliśmy szybko z wakacji i po południu byliśmy już w domu. Ola postawiła mnie na półce, na której poznałem wielu nowych przyjaciół. Niestety, niedługo potem zdarzył się nieszczęśliwy wypadek i straciłem ogonek. Nadal jednak wszyscy mnie podziwiali. Moi przyjaciela zazdroszczą mi, kiedy promienie słońca odbijają się ode mnie tworząc tęczę.
     Cieszę się, że trafiłem do dziewczynki, która o mnie dba. Koło mnie stoi wiele zabawnych figurek, z którymi lubię rozmawiać.
Aleksandra Sajak, kl. 5b
     ***
Jestem niewielkim wazonikiem, który na środku miał dwa listki i trzy kwiatki. Stałem sobie na półce, gdy zobaczyła mnie pewna dziewczynka, która mnie kupiła. Bardzo się jej spodobałem.
     Potem pojechaliśmy do jej domu, zobaczyłem, jak mieszka. Dziewczynka postawiła mnie na dużej półce, na której były też inne pamiątki. Niestety, po tygodniu, kiedy sprzątała pokój, spadłem na podłogę, dwa kwiatki się odczepiły od łodyg i zostały przeniesione do kuferka z delfinami. Teraz mam już tylko dwa liście, kwiatek i dwie łodygi. Chociaż jestem uboższy o te kwiatki i tak jestem szczęśliwy.
Ewa Borkowska, kl. 5b

 

***
     Jestem dużą muszelką. Pewnego dnia był wielki sztorm i morze wyrzuciło mnie na brzeg. Długo leżałam zakopana w piasku, a ludzie deptali po mnie.
     Któregoś słonecznego dnia chłopiec o imieniu Filip zbierał kamienie nad brzegiem morza i wśród nich znalazł mnie. Widziałam po jego uśmiechu, że bardzo mu się spodobałam. Pobiegł szybko do mamy i pokazał mnie. Mama schowała mnie do kieszonki w swojej torebce.
     Po powrocie do domu chłopiec wyjął mnie i schował do szkatułki z innymi pamiątkami. W ten sposób zostałam pamiątką z wakacji.
Filip Dziuba, kl. 5b
     ***
Jestem małym, niebieskim magnesem, z napisem „Kołobrzeg”. Wiszę na tablicy w sklepie z pamiątkami już piąty sezon i czekam na nowy dom. 
     Obok mnie wisi inny magnes. Pytam więc go:
- Jak długo tu wisisz?
-To już będzie trzeci sezon.-odpowiedział.
- A ja tu wiszę piąty sezon, ale nuda!
Wtedy do sklepu weszła dziewczynka  i wybrała magnes z napisem „Kołobrzeg”. Uszczęśliwiony trafiłem na lodówkę w domu dziewczynki. Pewnego dnia dziewczynka brała mleko z lodówki i zahaczyła o mnie. Spadłem z lodówki i się rozbiłem.
     Krótko cieszyłem się swoim nowym domem, ale byłem szczęśliwy, że poznałem inny świat.
Aleksander Janic, kl. 5b
***
     Jestem małym, brązowym kamykiem. Od kilku lat jestem własnością Maćka.
     Pewnego dnia morze wyrzuciło mnie na brzeg. Przechodził tamtędy Maciek ze swoja rodziną i mnie znalazł. Bardzo się ucieszyłem z tego powodu. Podrzucał mną, chował do kieszeni, wyciągał i nie chciał mnie nikomu oddać.  Opiekował się mną przez cały czas. Nadszedł wreszcie dzień, w którym wszyscy spakowali się, wsiedli do samochodu i odbyli długą podróż do domu, a ja wraz z nimi.   Kiedy dojechaliśmy na miejsce, dołączyłem do dużej kolekcji kamyków Maćka. Położył mnie nawet na podwyższeniu, dzięki czemu jestem łatwy do zauważenia.
     Leżę tak od kilku lat, czasami pokrywa mnie kurz. Maciek też się zmienił od tamtego czasu, ale wciąż pamięta o mnie, bierze do ręki, wyciera i wspomina wakacje. Cieszę się, że mnie znalazł.
Piotr Szmigielski, kl. 5b
***
Moją ulubioną pamiątką przywiezioną z wakacji jest kubek. Przywiozłam go z Chorwacji.
         Jestem kubkiem z porcelany koloru biało-niebieskiego .Na środku znajduję się napis „Chorwacja”. Ozdabiają mnie wypukłe rysunki miast. Mam jedno duże ucho. Właścicielką kubka jest Wiktoria, która na co dzień popija ze mnie herbatę oraz inne napoje. Dziewczynka dba o to, abym się nie potłukł i delikatnie się ze mną obchodzi .
          Wiktoria bardzo mnie lubi, ponieważ gdy na mnie spojrzy, przypominają jej się miłe wspomnienia z  wakacji.
Wiktoria Pędzikowska , kl. 5b
 

 
Rok szkolny 2014/2015

„Sprawozdanie z X Powiatowych Biegów Integracyjnych im. Jan Pawła II w Ścinawie”

      Dnia 15.05.2015r. już po raz dziesiąty na Stadionie Miejskim w Ścinawie, odbyły się Powiatowe Biegi Integracyjne im. Św. Jana Pawła II.
      Uczestnicy imprezy odśpiewali ulubioną pieśń Św. Jana Pawła II -„Barka”, przed rozpoczęciem zawodów stało się to już tradycją tej uroczystości. Otwarcia biegów dokonali: Burmistrz Miasta i Gminy Ścinawa Pan Krystian Kosztyła wraz z Ks. Prałatem Bogdanem Kaczorowskim. W biegach wzięły udział maluszki od 2 roku życia wraz z rodzicami, przedszkolaki, uczniowie szkół podstawowych, gimnazjum, osoby ze szkół specjalnych oraz warsztatów terapii zajęciowej. Zawodników wspierała i dopingowała instruktorka Ścinawskiej Grupy Nordic Walking Pani Paulina Wityk-Szumna, której przypadło w udziale prowadzenie zawodów.
     Każdy z uczestników biegów, niezależnie od grupy wiekowej, został obdarowany medalem i słodką przekąską. Na uczestników zawodów czekał również ciepły posiłek i napoje. Pogoda dopisywała, a dzieci i młodzież chętnie włączali się do wspólnego śpiewu oraz tańczyli, w ten sposób także upamiętniając Papieża-Polaka, Świętego Jana Pawła II. Brawami nagrodzono każdego uczestnika biegu, niezależnie od rezultatu, który osiągnął. Ciepło przyjęte zostały osoby niepełnosprawne, zwłaszcza poruszające się na wózkach.
      Kolejne biegi już za rok, wtedy jednak będę już uczennicą gimnazjum. Z pewnością wezmę udział w kolejnych zawodach i wspólnie z jej uczestnikami skandować będę hasło: „Tak jak Papież wybierz ruch, w zdrowym ciele, zdrowy duch!”
     Zachęcam wszystkich do aktywności fizycznej, warto uprawiać sport.
                                                                                                                                                   Julia Marynowicz kl.6c
                                                                                          ***
         Dnia 15.05.2015r. na stadionie w Ścinawie odbyły się X Powiatowe Biegi Integracyjne im. Świętego Jana Pawła II.
      Uroczystość rozpoczęła się od odśpiewania przez organizatorów i uczestników biegów hymnu Polski, „Mazurka Dąbrowskiego” oraz ulubionej pieśni Papieża Jana Pawła II – „Barka”. Następnie powitano przybyłych gości, a w niebo wypuszczone zostały liczne białe, żółte i niebieskie balony. Był to niezapomniany widok. Po oficjalnym powitaniu nastąpiła  część artystyczna imprezy– grupa taneczna zaprezentowała „Taniec legnicki”. Następnie rozpoczęła się rywalizacja w biegach. Dzieci startowały w różnych kategoriach wiekowych, osobno chłopcy i dziewczęta.
        Jestem dziewczyną z klasy VI, dlatego nie mogłam się doczekać startu naszej grupy. Pierwsze biegły dziewczęta, a ja wśród nich Na początku utrzymałam się na trzeciej pozycji, ale potem długi dystans dał mi się we znaki. Bardzo cieszyłam się z tego, że na trybunach dopingowali nam nie tylko koledzy, ale też nauczyciele. Po nas startowali chłopcy z klas V i VI, na dystansie o 400 metrów dłuższym niż my. Bardzo gorąco im kibicowałyśmy.
         Bardzo dumna byłem też z mojego 10-letniego kuzyna Kacperka, który w swojej kategorii wiekowej zdobył I miejsce. Oprócz biegów odbył się także marszobieg integracyjny. Każdy uczestnik na mecie otrzymał medal za uczestnictwo, słodycze i napoje. Atrakcją dla dzieci były darmowe zjazdy na zjeżdżalniach napełnionych powietrzem, wata cukrowa i dla wszystkich - pyszna grochówka. Na koniec odbyło się losowanie nagrody głównej-roweru.
          Biegi organizowane są od dziesięciu lat w   Ścinawie, to bardzo udana impreza, której nawet pogoda zazwyczaj sprzyja. Bardzo zbliża do siebie uczniów i nauczycieli. Uczy nas tolerancji wobec ludzi mniej sprawnych fizycznie i psychicznie. Uczy miłości i cierpliwości. Zbliża wszystkich przez wysiłek i zabawę. Z żalem myślę o tym, że opuszczam już mury szkoły podstawowej, moich kolegów i nauczycieli. Myślę jednak, że w gimnazjum spotkam równie miłych i oddanych ludzi. Z wielką chęcią wystartuję w kolejnych biegach za rok, już nie mogę się doczekać.
                                                                                                                                                    Karina Kiepura kl. VI a


„Opisz różnicę miedzy zachowaniem widzów w kinie, a w teatrze. Uzasadnij przyczynę różnic”

 

Teatr to instytucja publiczna, w której należy się zachowywać kulturalnie i przestrzegać dobrych manier. Dobrym zwyczajem jest ubieranie odpowiedniego, uroczystego stroju. W teatrze nie można jeść ani pić, aby nie przeszkadzać aktorom. Nie zezwala się na opuszczanie sali podczas spektaklu, czy też korzystania z telefonów komórkowych.

Natomiast w kinie można jeść i pić, jednak nie powinno się przeszkadzać innym np.: szeleścić papierkami. Podczas seansu kinowego możemy głośno się śmiać, gdy jest zabawna scena, lub wymieniać się pojedynczymi komentarzami z koleżanką lub kolegą. Jest to spowodowanie głównie tym, że kino odwiedzają w większości nastolatkowie i dzieci.

Podsumowując, w obecnych czasach teatr jest bardzo szeroko rozwiniętą  sztuką, a kino współgra ze światową techniką. O frekwencji w kinie i teatrze decyduje też różnica wiekowa. Do teatru chodzą najczęściej ludzie dojrzali, natomiast do kina w większości dzieci oraz młodzież. Z własnego doświadczenia powiem, że wolę iść do kina niż teatru.

Dominika Krysiak Vc

***

Oceniając zachowanie widzów w kinie i teatrze, niełatwo jest wydać jednoznaczną opinię.

Pójście do teatru jest niezwykle ważną uroczystością. Należy jednak pamiętać o kulturze osobistej oraz kilku zasadach. Powinniśmy jak najwięcej dowiedzieć się na temat danej sztuki i aktorów. Ubiór do teatru musi być elegancki, nie wyróżniający się zbytnio, w teatrze szatnia jest obowiązkowa. Należy zachować się cicho i nie rozpraszać aktorów, nie wolno wnosić na widownię jedzenia i napojów. Swoje emocje okazujemy podczas przerwy albo po przedstawieniu. Musimy jednak pamiętać, że w teatrze aktorzy lubią być doceniani. Dlatego na koniec spektaklu, jeśli bardzo się nam podobał, bijemy brawa na stojąco.

Natomiast w kinie obowiązuje całkowicie inne zachowanie i panuje odmienna atmosfera. Widzowie mogą być ubrani w dowolny strój. Szatnia nie jest obowiązkowa. Na widownie możemy wnieść popcorn, colę i słodycze. Podczas seansu możemy wychodzić, kiedy chcemy. Swoje emocje okazujemy podczas oglądania filmu. Zazwyczaj śmiejemy się głośno, rozmawiamy, czasem płaczemy.

Podsumowując należy stwierdzić, że ze względu na różnice miedzy przekazem w teatrze i w kinie, inaczej zachowujemy się w kinie i teatrze. Warto znać zasady obowiązujące w tych miejscach.

Kasia Golańska kl. 5c

***

W kinie i teatrze obowiązują odmienne zasady zachowania się. Poznajemy kilka różnic między nimi :
 - osoby przybywające w teatrze nie jedzą oraz nie piją w czasie przedstawienia ze względu na hałas, jaki powodowałoby otwieranie np. batonika. Ciągłe szelesty papierkami i trzaski butelkami rozpraszałyby aktorów na scenie. W kinie tego problemu nie ma i spokojnie możemy spożywać przekąski.
- gdy wybieramy się do kina, zakładamy na siebie dowolny strój. Do teatru ubieramy strój uroczysty, elegancki, szczególnie jeśli i wybieramy się na uroczystą premierę. Okazujemy w ten sposób szacunek występującym aktorom wykazujemy się znajomością zasad savoir-vivre.
- pod koniec przedstawienia w teatrze często opada czerwona kurtyna, widzowie rzucają kwiaty na scenę i głośno biją brawa.

W kinie nie spotykamy się z taką sytuacją, ponieważ film, który obejrzeliśmy, został już dawno nagrany, a dla ludzi tylko wyświetlony przez projektor.
- w kinie i teatrze powinna panować ogólna kultura, jednakże w kinie na dużo więcej można sobie pozwolić. Gdy chcemy coś powiedzieć do osoby siedzącej obok, nie mamy z tym najmniejszego problemu. Jednak gdy chcemy to samo zrobić w teatrze, może to być uznane za zniewagę, brak szacunku dla aktora.

Uważam, że kino jest bardziej dostosowane do potrzeb ludzi XXI wieku. Teatr, szczególnie wśród młodych ludzi, jest mało popularny. Osobiście lubię obie formy rozrywki. Chciałabym, żeby i kino, i teatr były jednakowo powszechne.

Milena Skoczyńska, 5c

***

Wybierając się na spektakl do teatru widz, powinien pamiętać o założeniu odpowiedniego, wizytowego stroju. Jest to ważne, dlatego że nasz ubiór świadczy o tym, czy okazujemy szacunek dla pracy aktora. Idąc do kina możemy ubrać dowolny strój. Widz będąc w teatrze nie powinien spożywać posiłków, natomiast w kinie możemy jeść dowolne potrawy i pić napoje.

Beniamin Baranowski kl.5c

***

Teatr
Ubiór do teatru musi być bardzo elegancki tylko na uroczystą premierę. W innym wypadku ubieramy się w sposób przyjęty wśród publiczności w danym teatrze. Jeżeli będzie to teatr, który można nazwać klasycznym, będzie w nim obowiązywał strój wizytowy lub garnitur. Do teatru powinniśmy przyjść przynajmniej kwadrans przed rozpoczęciem imprezy.

Kino
Ubiór w kinie jest dowolny chyba, że jest to oficjalna premiera. Wtedy ubieramy się jak do teatru. Na salę kinową możemy wnosić popcorn, napoje oraz słodycze.  

Wiktor Frankowski kl. 5c

 

Sprawozdanie

Dnia 27 kwietnia bieżącego roku nasza klasa, wraz z klasą 5a i 5b, obejrzała spektakl zatytułowany „Cyberpułapka”, zaprezentowany przez Teatr Edukacji i Profilaktyki „Maska” z Krakowa. Przedstawienie odbyło się na łączniku szkolnym, gdzie trwało 45 minut. Teatrzyk dotyczył uzależnienia od Internetu.

Chłopiec o imieniu Kamil, który wpadł w sidła nałogu, nie potrafił sam sobie z nim poradzić oraz nie zauważał swojego problemu. Informowany przez mamę, że wpadł w tarapaty, nie przyjmował tego faktu do wiadomości. W końcu mama postanowiła wysłać Kamila na wakacyjny obóz, który miał na celu oderwanie go od komputera. Chłopiec będąc na obozie zrozumiał, jak przyjemnie i ciekawie można spędzać wolny czas na świeżym powietrzu, z kolegami i koleżankami. Zrozumiał również, że w życiu ciekawsze i przyjemniejsze są przygody, spotkania z rówieśnikami od gier komputerowych. Obóz był również próbą zachęcenia chłopca do zmiany zachowania i podjęcia aktywności w realnym świecie. Bohater uświadamia młodym widzom, że Internet może stać się nałogiem, który zabiera nam dużo czasu i ogranicza nasze kontakty z rodziną i przyjaciółmi.

Moim zdaniem, przedstawienie było bardzo pouczające i ciekawe. Wiele osób na pewno wyciągnie z niego korzystne dla siebie wnioski na przyszłość. Postaram się więcej czasu spędzać aktywnie, zamiast siedzieć godzinami przed komputerem, jak to zazwyczaj robiłam. Wszystkich do tego zachęcam.

Dominika Krysiak 5c


***

27 kwietnia 2015 roku klasy 5a, 5b i 5c na czwartej godzinie lekcyjnej zostały zaproszone na spektakl odbywający się w Szkole Podstawowej nr 3 w Ścinawie. Przedstawienie przygotowali aktorzy z Teatru Edukacji i Profilaktyki „Maska” w Krakowie.

Spektakl dotyczył bardzo trudnego dla niektórych tematu uzależnień od Internetu  oraz zagrożeń płynących z ciągłego korzystania z mediów. Teatrzyk nie był odgrywany w wyjątkowo  skomplikowanej scenografii, ponieważ za rekwizyty służyły dwa krzesła, szkolna ławka, zielona kurtyna oraz kilka ubrań, w które ubierali się aktorzy.

Bohaterem całej historii, odgrywanej przez studentów, był Kamil – nastolatek uzależniony od gier komputerowych i portali społecznościowych. Kamil całe dnie spędzał grając na komputerze. Po pewnym czasie na pomoc synowi ruszyła mama chłopca, zapisując go na obóz harcerski. Bohater wkrótce był już jednym z „Rozchichotanych Tygrysków”, dlatego że tak nazywała się grupa harcerska, do której przydzieliła go drużynowa Emilka. Nastolatek przebywając na obozie został odcięty od laptopa, komórki i innych urządzeń elektronicznych. Na początku nie był z tego zadowolony, jednak z czasem przestało mu to przeszkadzać. Kamil, przebywając na obozie,  zrozumiał , że życie realne jest lepsze niż życie wirtualne.  Zrozumiał, że ludzie którzy padają się w Internecie za 12-latka, mogą mieć tak naprawdę lat 45. Myślał, że nigdy nie zostanie oszukany, ale niestety, pomylił się. Chłopiec miał tyle szczęścia, że w jego przypadku chodziło tylko o wygląd pewnej dziewczyny o imieniu Marika, którą poznał na portalu społecznościowym. Nastolatka na zdjęciach umieszczonych w Internecie wyglądała na piękną i zgrabną kobietę. W rzeczywistości okazało się, że jest ona mało atrakcyjną dziewczynką z aparatem na zębach i w okrągłych, wielkich okularach. Kamil, po przykrym doświadczeniu, przestał całkowicie wierzyć osobom z Internetu i zaczął stosować zasadę „ograniczonego zaufania”.

Spektakl, niestety, trwał tylko 45 minut. Uważam że najciekawsze w tym przedstawieniu było to, że cztery role odgrywały tylko dwie osoby. Myślę, że to było jedno z najbardziej interesujących przedstawień, jakie odbywały się w naszej szkole. Liczę na kolejny ciekawy spektakl.

 Milena Skoczyńska 5c

***

Dnia 27.04.2015 o godzinie 10:30 uczniowie klas piątych wraz z nauczycielami udali się na szkolny łącznik, aby obejrzeć spektakl Teatru Edukacji i Profilaktyki „Maska” z Krakowa pt. „Cyberpułapka”. Spektakl dotyczył uzależnienia od Internetu i zagrożeń wynikających z życia w wirtualnym świecie.

W przedtawieniu teatralnym brało udział dwóch aktorów. Jeden z nich grał głównego bohatera Kamila, który był uzależniony od Internetu. Na szczególną uwagę zasłużyła aktorka grająca aż trzy postacie: Marikę, internetową koleżankę chłopca, mamę Kamila i drużynową Emilkę. Aktorka modulowała ton głosu od delikatnego po wyniosły. Potrafiła być pełna wdzięku i nieprzystępna. Do udanych należała scena, w której grała Marikę.

Do niezwykle ciekawych i barwnych należała zwłaszcza ta scena, gdzie wszyscy uczniowie poczuli się choć przez chwilę aktorami, uczestniczyli bowiem w przedstawieniu.

Po teatrzyku zgodnie z planem wróciliśmy do swoich klas na zajęcia lekcyjne.

Znakomita obsada, wspaniała interpretacja, dobrze dobrane kostiumy, przyczyniły się do niezapomnianych wrażeń. Chętnie obejrzałabym to przedstawienie jeszcze raz.

Katarzyna Golańska 5c
 

 

Mój wymarzony pokój

Mój pokój jest bardzo miły, przytulny i oryginalny.

Lubię kolor niebieski, który przypomina mi błękitne niebo i czystą wodę, dlatego kolor tapety mam w srebrno-błękitne pasy. Podłoga wyścielona jest małym, popielatym dywanikiem. Pod oknem z prawej strony stoi granatowe łóżko. Nad łóżkiem wisi piękny obrazek namalowany przeze mnie. Obok łóżka stoi mała komoda, a na niej biała lampka i kilka maskotek. W pokoju znajduje się jaszcze biurko, na którym leży laptop. Koło biurka na honorowym miejscu stoi regał z książkami. Obok regału znajduje się duża szafa z lustrem, w którym często się przyglądam.

Oprócz czytania książek, zajmuję się zbieraniem różnych wazoników. Stawiam je wszędzie, na szafie, biurku, regale, na parapecie. Lubię, jak jest w pokoju ładnie i czysto.

W moim pokoju czuję się bardzo dobrze i zawsze w nim odpoczywam.

Katarzyna Golańska kl. Vc

***

Uwielbiam Paryż, dlatego w moim wymarzonym pokoju jest wiele rzeczy z wizerunkiem Wieży Eiffla – znakiem rozpoznawczym Paryża.

Pośrodku pokoju leży niebieski dywan z czarnym napisem ,,Paris’’. Obok niego po prawej stronie, leżą  różowe, wielkie poduszki do siedzenia. Łóżko stoi w lewym rogu pokoju. Na nim ułożone są trzy niebieskie poduszki i koc z napisem ,,Paris’’. Nad łóżkiem wisi obraz z panoramą Paryża. Pod oknem stoi biurko, na którym znajduje się szafka nocna z małą lampką. Całe pomieszczenie oświetla piękny, złoty żyrandol. Ściany pokoju są koloru jasnobeżowego, a podłoga jest wyłożona pastelowymi panelami.

Bardzo chciałabym mieć pokój  urządzony tak jak na rysunku. Mam wielką nadzieję, że moje marzenie już wkrótce się spełni.

Milena Skoczyńska kl. Vc
 

 

Sprawozdanie z wyjścia do CTiK w Ścinawie na spektakl „Ten obcy”

Dnia 27 listopada 2014 roku klasy: 6a, 6b, 6c i 5a z nauczycielami wybrały się CTiK w Ścinawie na spektakl „Ten obcy”, który odbył się o godz. 11:30. Na spektaklu były szkoły z Krzelowa, Wińska i Siedlec.

Gdy skończyła się czwarta lekcja, wszyscy ubraliśmy się i ustawiliśmy przed szkołą. Pani policzyła nas i poszliśmy do CTiK. Po wejściu na salę okazało się, że już była już jedna szkoła. Gdy zajęliśmy miejsca, zaczął się spektakl. Pierwszy na scenę wszedł Marian, który grał na gitarze. Potem weszli: Julek, Ula i Pestka. Akcja działa się na wyspie znalezionej przez dzieci. Pewnej nocy na wyspę przybył ten „obcy”. Ula odkryła, że nazywa się on Zenek. Zenek szukał swojego wujka Antoniego Janicy. Chłopcy zaproponowali Zenkowi pomoc i pojechali szukać wujka chłopca. Niestety się nie udało.  Później okazało się, że Zenek ukradł przekupce pięćdziesiąt złotych. Gdy dzieci się o tym dowiedziały, były bardzo złe na Zenka. Wkrótce chłopiec uciekł z wyspy. Podczas nieobecności Zenka, Ula postanowiła podjąć pracę i  oddać pieniądze przekupce. Później Zenek wrócił na wyspę. Ojciec Uli postanowił pomoc chłopcu i zwrócić się o pomoc do oficera policji. Oficer odnalazł wujka Zenka. Gdy Zenek wrócił do wujka, oddał Uli równowartość pieniędzy, które ukradł. Spektakl zakończył się piosenką wykonaną przez aktorów.

Spektakl bardzo się nam podobał. Mamy nadzieję, że kiedyś obejrzymy go jeszcze raz.

Ola Gąsior 6a

Sprawozdanie z wyjścia do teatru

27 listopada 2014 roku klasy: 6a, 6b, 6c, 5a wyszły do teatru pod opieką nauczycieli polonistów.  Spektakl odbywał się o 11: 30.

O 11:20 zebraliśmy się przy szatniach i przebraliśmy się do wyjścia. Wyszliśmy do Centrum Turystyki i Kultury w Ścinawie. Zaraz po przyjściu do celu zajęliśmy wskazane miejsca. Przez kilka minut czekaliśmy na aktorów. W tym czasie przyjechały szkoły z Wińska i Siedlec. W końcu wszyscy usiedli i na scenę wyszli aktorzy. Początkowo widzieliśmy tylko wyspę, lecz wkrótce pojawił się pewien chłopiec, który rozpalił ognisko, a potem zasnął. Później przyszła dziewczynka i zaczęli rozmawiać. Okazało się, że chłopiec ma na imię Zenek, a dziewczynka Ula. Zenek miał stopę przebita szkłem, więc Ula mu pomogła. Kilka chwil potem przyszła druga dziewczynka, Pestka. Później przyszli dwaj chłopcy, Marian i Julek. Po krótkiej rozmowie okazało się, że Zenek szuka wujka, Antoniego Janicy. Ula poprosiła swojego ojca o pomoc w poszukiwaniach wujka Zenka. W końcu udało się go znaleźć, był w Tczewie. Tuż przed wyjazdem Zenek powiedział Uli prawdę o swoim życiu: że ojciec znęca się nad nimi, że pije, że go nie chce.

Według mnie, spektakl był interesujący, ciekawy, były ładne dekoracje, ciekawa muzyka i interesująca treść przedstawienia.

Filip Sowiecki 6a
 

„Wypoczynek”
Bo ciekawy jest i zdrowy,
wypoczynek owocowy.
Rower, piłka, hulajnoga -
i zabawa jest gotowa.
Telewizor i komputer,
ta zabawa daje smutek.
A podwórko i aktywność,
to jest moda i ambitność.
Lubię rower, narty, łyżwy -
wypoczynek to aktywny.
Kolorowe są i zdrowe,
Sałatki warzywne i owocowe.
Gdy aktywnie wypoczywam,
to super, wspaniale czuję się.
Lecz nie zawsze jest aktywnie,
wtedy mało ruszam się.
Więc aktywny wypoczynek,
to nie tylko jest zabawa,
jest to trud i ekstra sprawa.

Karol Janic 6b
 

„Mój sposób na aktywny wypoczynek.”

Moim sposobem na aktywny wypoczynek jest jazda konna, jazda na rolkach i gra w koszykówkę.

Jeżdżąc na koniu pracuję całym swoim ciałem, aby zachować równowagę. Taki ruch prowadzi do wzmocnienia wielu mięśni. Już przy wsiadaniu na konia, rozciągam mięśnie nóg. Następnie przyjmując prawidłową postawę, rozciągam mięśnie pleców i brzucha. Każdy człowiek może czerpać korzyści z jazdy konnej. Jeżdżąc na rolkach można efektywnie spalać kalorie, ćwicząc kondycję i wzmacniając mięśnie nóg. Jazda na rolkach jest świetną rozrywką i doskonałym sposobem na zrzucenie zbędnych kilogramów. Gra w koszykówkę jest sportem dynamicznym, zawsze coś się dzieje. Rozwija zwinność, szybkość, spostrzegawczość i wytrzymałość,

Uprawianie sportu nie jest dla mnie zbyt męczące, jest po prostu relaksem i rozrywką.  Staram się dbać o swoje zdrowie. Przede wszystkim uprawiam sport i w miarę dobrze się odżywiam.

Ola Gąsior 6a


***

Moim sposobem na aktywny wypoczynek jest między innymi uprawianie sportu.

W wolnym czasie najbardziej lubię biegać i grać w piłkę nożną. Oprócz tego lubię też koszykówkę, siatkówkę i piłkę ręczną. Gram w klubie „Odra Ścinawa. Jeżdżę na mecze i turnieje szkolne. Uczęszczam na zajęcia SKS. Gdy jest ciepło, chodzę na miejscowy basen i jeżdżę na basen kryty do Rudnej. Chodzę na piesze wycieczki z psem. Unikam niezdrowej żywności, wolę zjeść owoce lub warzywa. Najbardziej lubię jabłka, ponieważ są słodkie i soczyste.

Najbardziej lubię spędzać czas na świeżym powietrzu. Staram się prowadzić zdrowy tryb życia.

Szymon Rylski  6a

***

Mam kilka sposobów na aktywny wypoczynek, które są bardzo przyjemne i ciekawe.

Jeden z nich to jazda konna. Jeżdżenie na koniu sprawia mi bardzo dużą przyjemność. Od niedawna pokochałam tę formę relaksu. Kiedy jeżdżę na koniu, uczę się z siodłania, anglezowania, czyli wstawania i siadania w rytmie  z koniem. Następnym etapem nauki jazdy, jest prowadzane konia wodzami. Potem jest nauka jazdy kłusem i galopem, a to już bardzo wielka umiejętność i przyjemność. Świadczy ona o zdobytej wiedzy, znajomości charakteru zwierzęcia i więzi z nim. Aby dojść do tego etapu, trzeba się z koniem zaprzyjaźnić, a więc czyścić go, karmić, przytulać, głaskać i sprzątać jego boks. Moim ulubionym koniem jest Luna. Myślę, że jesteśmy już zaprzyjaźnione. Kiedy byłam młodsza i nie jeździłam konno, czas spędzałam jeżdżąc na rolkach, łyżwach, rowerze, pływając na basenie i grając na boisku.

Myślę, że to jest zdrowa  forma wypoczynku, chociaż zdarza mi się leniuchować przy komputerze.

    Karina Kiepura 6a

***

Mój sposób na wypoczynek to granie w piłkę, bieganie i jazda na rowerze.

Chociaż wolę spędzać czas w domu, czasami wychodzę na dwór. Wtedy gram w piłkę, biegam i jeżdżę na rowerze. Gram zwykle z tatą, z bratem lub czasami z obydwoma. Mój rower nie jest używany, odkąd zaczęła się 6 klasa, bo nie mam czasu na jeżdżenie. To muszę odrobić lekcje, które zajmują 1 godzinę lub więcej, to muszę iść do kościoła i wolny czas mam dopiero wieczorem, gdy jest ciemno. Zwykle biegam w trakcie drogi do celu, np. w drodze na przystanek, na parafię lub do kościoła. Podczas biegania jestem bardziej pobudzony i mogę pobiec dalej. Gdy gram w piłkę nożną, najczęściej stoję na bramce. Bardzo dbam o swoje zdrowie, ponieważ nie chcę być chory. Gdy jest się chorym, trzeba brać różne lekarstwa i antybiotyki, co jest na ogół źle przyjmowane przez organizm.  Teraz zaczęły się zimniejsze dni, więc noszę czapkę, kurtkę i ciepłe spodnie, żeby nie zachorować. Zima to najzimniejsza część roku, pada śnieg, a mój tato obiecał mi, że zabierze mnie na narty w góry. Jeżdżenie na nartach to bardzo ciekawy sport. Dużo ludzi spędza czas w górach na nartach. Są też instruktorzy, którzy nauczają jazdy na nartach.

Moje zdrowie jest w porządku, wychodzę na świeże powietrze, ćwiczę i to jest najlepsze.

Filip Sowiecki 6a

***

Aktywne spędzanie czasu jest bardzo ważne dla zdrowia. Znam bardzo wiele sposobów na jego spędzanie.

Jeżeli nie ma się ochoty na siedzenie w domu przed telewizorem, można zadzwonić po przyjaciół i wspólnie wybrać się  na wycieczkę rowerową. Wycieczka rowerowa, moim zdaniem, jest najlepszym sposobem na aktywność i zdrowie. Ćwiczy się wtedy mięśnie, oddycha się świeżym powietrzem, ale przy okazji można poznać kilka ciekawych miejsc. Innym sposobem aktywnego spędzania czasu jest wybranie się na basen, aby popływać. Również dobrym pomysłem dla wypoczynku i dla aktywności jest wybranie się samemu lub ze znajomymi na spacer albo pobieganie na powietrzu po najbliższej okolicy. Od niedawna modny jest również sport o nazwie norndic walking, który polega na tym, że chodzi się z kijkami w określony sposób, którego trzeba się nauczyć. Jest on także dobrym sposobem na aktywne spędzanie czasu. Dzieci i młodzież mogą także spędzać aktywnie czas na boisku grając w różne gry, np. koszykówkę lub siatkówkę.

Z pewnością sposobów na aktywne wypoczywanie jest o wiele więcej, niż wymieniłam powyżej. Najważniejsze jest jednak to, żeby wybrać sobie chociaż jeden sposób i go realizować. Wtedy z pewnością będziemy sprawniejsi i zdrowsi.

Madzia Nowak 6c

***

Aktywne uczestnictwo w sporcie ma dla prawidłowego rozwoju człowieka i jego udziału w życiu społecznym znaczenie podstawowe, bez niego ograniczone są zdolności zachowania zdrowia, zdolności do pracy, umiejętności korzystania z wolnego czasu. Większość z nas, niestety, zapomina, że tak zwany wypoczynek aktywny jest dla naszego organizmu najkorzystniejszy. Osoby, które w sposób systematyczny uprawiają sport są nie tylko szczuplejsze, ale także dzięki lepszemu dotlenieniu mózgu mają sprawniejszą pamięć i lepszą koncentrację.

Sport to samo zdrowie, ale również do niego trzeba podchodzić „z głową”. Regularna, chociażby krótka aktywność fizyczna pozytywnie odbije się na naszym samopoczuciu. Jednak trzeba pamiętać, że przed każdym wysiłkiem wskazana jest rozgrzewka. Dzięki temu unikamy kontuzji.

Uprawianie sportu to znakomity sposób na spędzanie wolnego czasu. Niestety, tylko część z nas lubi wypoczywać na świeżym powietrzu uprawiając sport. Siedząc codziennie przed telewizorem, narażamy się na otyłość oraz zwiększamy ryzyko zachorowania na choroby. Jednak do sportu, jak do każdej innej dziedziny życia, trzeba podejść w sposób rozważny.

    Łukasz Mazurkiewicz 6c

„Jaki jest twój sposób na aktywny wypoczynek i zdrowie?”

Według mnie, jest wiele skutecznych sposobów, dzięki którym można wypocząć, jednocześnie  zadbać o zdrowie.
Przede wszystkim, aby cieszyć się zdrowym ciałem i duchem, warto zmienić nawyki żywieniowe. Wszelkie fast foody i słodycze zastąpić zdrową żywnością, czyli warzywami, kaszami, wieloziarnistym chlebem oraz nabiałem. Produkty te warunkują prawidłowy rozwój, zdrowe zęby, a także lepsze samopoczucie.

Dobrym pomysłem na poprawę zdrowia jest wszelka aktywność fizyczna, najlepiej na świeżym powietrzu: jazda rowerem, gra w piłkę oraz zabawy na placu zabaw. Poprzez przebywanie na świeżym powietrzu organizm zostaje dotleniony, w dodatku można spotkać znajomych, co również jest miłe.

Aby długi czas cieszyć się dobrym zdrowiem, należy odpowiednio planować sobie rozkład dnia. Oprócz zdrowego żywienia, aktywności  fizycznej, spacerów i spotkań z przyjaciółkami, należy zaplanować czas na naukę oraz sen. Wypoczęty organizm to same korzyści: logiczne myślenie podczas lekcji oraz uśmiech na twarzy, co sprzyja kontaktom z otoczeniem.

Sądzę, że niezależnie od tego, ile lat mamy, powinniśmy inwestować w swoje zdrowie wszelkimi sposobami- inwestycja ta z pewnością się opłaci,„W zdrowym ciele - zdrowy duch”.

Julia Marynowicz 6c

Sposoby na ciekawy i zdrowy wypoczynek

Moim zdaniem, każdy wypoczynek jest wypoczynkiem aktywnym, lecz  nie każdy wypoczynek jest zdrowy.

Zaliczam się do tych, którzy wypoczywają nie tylko aktywnie, ale też zdrowo. Spróbuję podać  przykłady.

Pierwszym z nich jest jazda rowerem. Można na nim jeździć zarówno zimą, jak i latem. Teraz władze miasta zachęca nas do tego tworząc ścieżki rowerowe. Rowerem można pojechać do szkoły, sklepu czy też  do pracy. Kolejnym rodzajem zdrowego wypoczynku, lecz już zimowym, jest jazda na nartach, sankach, łyżwach. Następnym jest pielęgnacja ogrodu. Niektórzy ludzie pieląc grządki, kosząc trawę lub grabiąc liście, relaksują się.

Wypoczynek zdrowy, a teraz bardzo modny to nordic walking. Choć niektórzy myślą, że trzeba mieć specjalne kijki i strój do chodzenia, ale się mylą. Kijki można zrobić nawet z kija od miotły, a specjalny strój jest zbędny. Spotkałem ludzi, dla których wypoczynkiem jest chodzenie po górach. Z plecakiem na plecach pokonują kilometry, dobrze się bawiąc.

Ostatnim sposobem na ciekawy i zdrowy wypoczynek  jest konsola ruchowa. Jednym wydaje się, że to wypoczynek bierny, lecz ja sądzę inaczej. Konsola wymaga od nas ruchu i wysiłku. Gry są idealne na jesienne i zimowe wieczory, gdy szybko zapada zmrok i w pełni nie możemy się cieszyć podwórkiem. Można dzięki takiej grze zagrać w golfa czy uprawiać gimnastykę.

Według mnie, młody czy stary, każdy może zdrowo i aktywnie wypoczywać,. W XXI wieku technika tak się rozwinęła, że nie wychodząc z domu możemy odpoczywać aktywnie, lecz pamiętajmy, że konsola ruchowa nie zastąpi podwórka czy świeżego powietrza.

Karol Janic 6b
 

Mój wymarzony plac zabaw

Plac zabaw zawsze był i jest ulubionym miejscem wypoczynku dzieci. Lubię, gdy jest kolorowy, a zarazem bezpieczny. Mój wymarzony plac do takich należy.

Na terenie mojego placu po lewej stronie znajduje się siatka do wspinania. Obok niej, znajduje się przejście  linowe i fioletowa rura do zjeżdżania. Tuż pod nią jest  piaskownica, w której zazwyczaj bawią się maluchy. Po prawej stronie znajduje się niebieska równoważnia. Niedaleko niej, z prostych kołków, zrobiony jest tor przeszkód. Do jednego z drzew przymocowany jest kosz do grania w piłkę. Na placu znajduje się niebiesko- różowa trampolina, na której dzieci lubią skakać. W oddali widać dwie kolorowe ławeczki, na których zawsze można odpocząć. Całemu placowi uroku dodają kwitnące krzewy, bujne drzewa i zielone trawniki. Plac zabaw wyróżnia się spośród innych także wielkością. Jego rozmiary to 50m 2 .
Uważam, że na takim placu można czuć się dobrze i mieć zawsze doskonały humor

Katarzyna Golańska  5 c

„Baśniowy Dotyk Zabawy”

Plac Zabaw „Baśniowy Dotyk Zabaw” znajduje się koło mojego domu. Gdy wstaję, widzę go codziennie przez okno i zawsze mnie on zachwyca.

W jego skład wchodzi zabawny, kwadratowy domek o wielkości 2m x 2m, do którego jest przymocowana niebieska, zakręcona zjeżdżalnia, tzw. „rura”. Kiedy spojrzymy w górę, w domku możemy dostrzec okrągły otwór z drabinką, jest to wejście na górę budowli, skąd widać cały plac zabaw. Do domku można wejść metalowymi schodkami z poręczą lub podciągając się na długiej linie. Obok domu umieszczona jest zjeżdżalnia i równoważnia. Po prawej stronie znajduje się boisko do piłki nożnej o wymiarach 50m x 100m oraz boisko do koszykówki o wielkości 20m x 50m.Całość jest umieszczona na terenie o wymiarach 220m x 200m i otoczona drewnianym płotem i kolorową bramką.

Moim zdaniem, plac „Baśniowy Dotyk Zabawy” jest idealnym miejscem zabaw dla wszystkich dzieci.

Milena Skoczyńska 5 c

„ Plac zabaw ”

  Mój wymarzony plac zabaw nosi nazwę „ Marzenie dziecka”. Na pewno nikt nie będzie się tam nudzić.

Tuż przy wejściu na plac znajduje się szereg kolorowych ławek. Większe przeznaczone są dla rodziców pilnujących swoich pociech, a mniejsze dla dzieci, zmęczonych po zabawie. Stoją tam też kosze na wszelkiego rodzaju odpady. Za każdy wrzucony śmieć, wyskakuje lizak, co zachęca dzieci do sprzątania po sobie. Po lewej stronie obok ławek, są huśtawki. Na środku, w centralnym miejscu, znajduje się piaskownica w kształcie słonka, w której jest zawsze czysty, świeży piasek. Po prawej stronie piaskownicy stoją dwie zjeżdżalnie, ustawione od największej do najmniejszej. Wejście do każdej z nich jest bardzo bezpieczne, ponieważ schody wyposażone są w drewniane, solidne barierki. Natomiast w prawym górnym rogu placu, są kolorowe drabinki dostosowane do wzrostu malucha. Można się na nich podciągać, większe dzieci mogą robić na nich fikołki. Przy wejściu jest budka ze zdrową żywnością dla dzieci. Wszyscy mogą cieszyć się smakiem pysznych słodyczy bez konserwantów i sztucznych barwników.

Dominika Krysiak, 5c
 

W kilku zadaniach przekonaj kolegę, że warto przeczytać lekturę „Chłopcy z Placu Broni”

     We współczesnym świecie przesyconym telewizją i Internetem nie można zapomnieć o książce. Kontakt z nią daje bowiem możliwość  obcowania ze światem wartości, jakie niesie literatura.
Moim zdaniem, warto przeczytać lekturę „Chłopcy z Placu Broni”, ponieważ jest to świetna książka o prawdziwej przyjaźni w czasie wojny bohaterów o plac zabaw. Czyta się ją lekko. Mogą ją czytać i dorośli, i dzieci. Jest bardzo ciekawa i interesująca. Nastoletni czytelnik może dowiedzieć się z niej, jak wyglądało życie ówczesnej młodzieży, jak walczyli o rzeczy ważne ich dziadkowie. Opowiada o poświęceniu dla małej ojczyzny i prawdziwym patriotyzmie. O wartościach moralnych, jakie wyznawali ludzie w tamtych czasach. Bohaterowie książki mogą stanowić wzór dla czytelnika.
Bardzo polecam przeczytanie tej książki, która rozbudza wyobraźnię. Może wpływać również na rozwój uczuć, lepsze zrozumienie innych ludzi. Postacie pojawiające się w książce mogą dostarczyć pozytywnych wzorów zachowania.

Dominika Krysiak 5c


     Jedną z lektur obowiązkowych jest książka pt. : „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnara. Jest to bardzo  ciekawa i poruszająca serce lektura. Gdy wczytamy się w nią dość głęboko, poczujemy się, jak byśmy to my byli bohaterami powieści.
Podobało mi się w tej książce to, że autor pokazuje nam na przykładzie Nemeczka, że niewielki skrawek  ziemi może być dla kogoś tak ważny, że jest w stanie poświęcić dla niego życie. Ta książka uświadamia nam również, że nie można zbyt pochopnie oceniać ludzi, bo z pozoru negatywny bohater, jakim wydał się być Ferii Acz, ostatecznie okazał się być osobą uczciwą.
     Uważam, że książka  „Chłopcy z Placu Broni” spodoba się każdemu czytelnikowi. Po prostu trzeba właściwie ją zinterpretować, a stanie się waszą ulubioną książką.

Milena Skoczyńska 5c
 

DLACZEGO  WARTO  UPRAWIAĆ  SPORT?

Jestem przekonana, że w życiu warto uprawiać choćby jedną dyscyplinę sportową. Sport powinien być ważną dziedziną życia każdego człowieka, ponieważ wywiera dobroczynny wpływ na nasze życie. Nie od dziś znane jest przecież powiedzenie, że sport to zdrowie.

Myślę, że każdy człowiek doskonale wie, że sport przede wszystkim pomaga utrzymać dobrą sprawność fizyczną. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z faktu, że aktywność fizyczna wpływa też pozytywnie na nasz humor. Podczas wysiłku fizycznego organizm ludzki wydziela endorfiny, czyli tzw. „hormon szczęścia”. Wynika z tego, że sport to dobra zabawa i każdy, kto go uprawia, bawi się wyśmienicie.

Pomijając wspomniane już fakty na temat zdrowia, ćwiczenia fizyczne rzeźbią piękne ciało, tym samym zapewniając dobrą samoocenę ćwiczącego. Ponadto gdy trenujemy na świeżym powietrzu, nasz mózg się dotlenia i po takich ćwiczeniach lepiej myślimy, a nasza koncentracja zwiększa się, czyli łączymy przyjemne z pożytecznym. Regularne uprawianie sportu wyrabia w ćwiczącym wiele przydatnych w życiu cech, takich jak: systematyczność, obowiązkowość, dobra organizacja czy samodyscyplina.

W obecnych czasach jest dużo możliwości rozwijania swoich zdolności sportowych. Kobiety najczęściej chodzą na fitness lub jogę, zwiększając w ten sposób elastyczność swojego ciała. Mężczyźni zaś wolą uczęszczać na piłkę nożną oraz koszykówkę, które wyzwalają w nich męską rywalizację. Zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, coraz większą popularnością cieszy się bieganie.

Sport towarzyszył nam praktycznie od zawsze, rozwijał się i kształtował razem z nami, dlatego też jest niezbędny w naszym życiu. Trzeba pamiętać, że ćwiczenia, jakie wykonujemy, powinniśmy dostosować do swoich możliwości i kondycji. Ważne jest, aby aktywność fizyczna była zdrowa i regularna. Należy przy tym zachować umiar i zdrowy rozsądek, bowiem nadmierny wysiłek, niepoprzedzony regularnym treningiem, może spowodować uszczerbek na zdrowiu lub trwałe kalectwo.

Milena Skoczyńska kl. 5 c

***

Od wielu lat ludzie przedstawiają zalety i wady uprawiania sportu. Należę do zwolenników aktywności fizycznej, dlatego też postaram się to udowodnić i utwierdzić moje koleżanki i kolegów w przekonaniu, że warto uprawiać sport.

Zacznę od dowodów utwierdzających w przekonaniu, że uprawianie sportu poprawia stan zdrowia. Niewątpliwe, ludzie uprawiający sport, mają dobrą kondycję. Nie męczą się  tak szybko jak pozostali, są wytrwalsi. Wiele osób zajmuje się sportem ze względu na to, że umożliwia on poprawienie swojego wyglądu. Ludzie z nadwagą  w ten sposób  pozbywają się  zbędnych kilogramów, a co za tym idzie, zmniejszają swoją podatność na różnego typu nowotwory. Zwróćmy uwagę, że osoby uprawiające sport, szczególnie pływanie, nie mają również  problemów  z wadami  postawy. Tak więc sądzę, że przedstawione dowody potwierdziły fakt, że uprawiając sport uodparniamy swój organizm na choroby. Nie sposób pominąć jeszcze jednego argumentu, jakim jest stwierdzenie, że spor to także nauka. Z całą pewnością, dzięki trenowaniu danej dyscypliny sportu wraz z innymi zawodnikami, uczymy się współzawodnictwa, gry zespołowej. Dzięki zainteresowaniu sportem stajemy się wytrwalsi psychicznie, uczymy się walczyć do końca, nie poddawać się przedwcześnie. Jeśli jednak włożony w sport  wysiłek nie przyniesie oczekiwanych wyników, uczymy się przegrywać. Potrafimy wtedy przyjąć przegraną z godnością i honorem, wierząc w sukcesy w przyszłości. Uważam, że przytoczone dowody są wystarczające dla potwierdzenia argumentu mówiącego o tym, że dzięki uprawianiu sportu uczymy się wiary we własne możliwości. Moje rozważania byłyby niepełne, gdybym nie przytoczyła jeszcze jednego argumentu, jakim jest fakt, że sport to także dobra zabawa. Sport jest wspaniałym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Zamiast siedzieć bezczynnie, można aktywnie spędzać swój wolny czas. Ponadto, sport daje nam możliwość poznania wielu nowych osób, zawarcia nowych znajomości. Po trzecie, pozwala na spotkanie się z przyjaciółmi, porozumiewanie się z nimi. W ten sposób możemy poprawić sobie humor, oderwać się przez chwilę od rzeczywistości i zadbać o swoje potrzeby duchowe

Myślę, że przedstawione dowody potwierdziły walory zabawowe sportu. Uważam, że udowodniłam, że sport niezwykle korzystnie wpływa na nasze zdrowie, rozwój psychiczny oraz poprawienie nastroju. Kończąc stwierdzam, że aktywność fizyczna dostarcza każdemu wiele radości oraz satysfakcji.  

   Dominika Krysiak kl. 5 c

***

Wielu z nas zadaje sobie pytanie, czy warto uprawiać sport?

Niestety, coraz częściej wiele osób, zwłaszcza dzieci i młodzież, uważają, że sport jest do niczego niepotrzebny i widzą w nim same negatywy. Sport kojarzy im się z urazami i kalectwem.

Myślą, że sport zawsze musi się wiązać z jakimś dużym wysiłkiem. Łatwiej jest siedzieć w domu z chrupkami i coca-colą, wpatrywać się w ekran telewizora lub komputera. Młodzież nie zdaje sobie sprawy, że właśnie taki tryb życia prowadzi do wielu chorób i ogranicza intelektualnie.

  Moim zdaniem, warto uprawiać sport. Mówią o tym nawet znane przysłowia: „Sport to zdrowie”, „W zdrowym ciele zdrowy duch”. Sport jest dobry dla naszego zdrowia, nasz organizm dzięki aktywności fizycznej pozostaje w lepszej kondycji, lepiej się czujemy, poprawia się krążenie krwi w organizmie.

Sprawia, że nasze samopoczucie jest dużo lepsze. Dzięki uprawianiu sportu można spalić dużo kalorii i w ten sposób dbamy również o swój wygląd zewnętrzny. Najważniejsze jest to, że sport może stać się naszym hobby. Sama jestem zwolenniczką sportu. Uwielbiam grać w piłkę nożną, tenisa ziemnego oraz chodzę na zajęcia aerobiku rekreacyjnego.

Zachęcam wszystkich, bez względu na wiek, do aktywnego spędzania czasu poprzez uprawianie sportu. Jest bardzo dużo różnych dyscyplin i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Pamiętajcie! Sport daje satysfakcję, radość, możliwość pokonania swoich słabości, ale tylko wtedy, gdy jest fair-play.

    Katarzyna Golańska, 5c


"MOJA  PRZYGODA  ZE  SPORTEM”

Moja przygoda ze sportem zaczęła się jakieś cztery lata temu. Rodzice zapisali mnie do klubu Odra Ścinawa, bym zaczął trenować piłkę nożną. Byłem wtedy w drugiej klasie szkoły podstawowej. Sam nie wiedziałem, czy chciałem to robić, ale postanowiłem spróbować.

 Treningi odbywały się dwa razy w tygodniu, latem na stadionie w Ścinawie, a zimą na sali gimnastycznej w naszej szkole. Na początku nie było łatwo. Strasznie dużo biegania. Nasz trener był dość sprawny i nie odpuszczał nam. Czasami było bardzo ciężko i byłem naprawdę zmęczony. Razem z kolegami nie mogliśmy się doczekać, kiedy pojedziemy zagrać pierwszy mecz z drużyną przeciwną. Po dwóch miejscach w końcu doczekaliśmy się i razem z trenerem i z rodzicami pojechaliśmy do Lubina na pierwszy mecz. Pamiętam, byliśmy bardzo zdenerwowani i podekscytowani. Przegraliśmy 13 do 3, ale byliśmy z siebie zadowoleni. I tak to się zaczęło. Treningi, turnieje, mecze. Na początku nie szło nam zbyt dobrze, ale bardzo się staraliśmy. Trener nas szkolił, a rodzice dopingowali. Po dwóch sezonach wygraliśmy turniej organizowany w Górze. Pamiętam, jak byliśmy szczęśliwi. Dostaliśmy piękny puchar i w nagrodę piłki. Tak moja przygoda ze sportem trwa do dnia dzisiejszego.  Z roku na rok zmienia się nasza drużyna, bo jesteśmy coraz starsi. W dalszym ciągu jeździmy na mecze i turnieje. Niestety, nie zawsze wygrywamy, ale to nas motywuje do dalszej pracy i treningów. Piłka nożna zaczęła coraz bardziej mnie interesować. Razem z tatą oglądamy w telewizji mecze, rozmawiamy i czasami nawet trochę się kłócimy. Zdarza nam się czasem oglądać mecze na stadionie. Jest to niesamowite przeżycie. Moją ulubioną drużyną jest Lech Poznań. Zawsze im kibicuję razem z tatą. Moim marzeniem jest dorosnąć i zagrać w tej drużynie chociaż jeden mecz.

Moja przygoda ze sportem jeszcze się nie skończyła. Mam marzenia i cele, które chciałbym osiągnąć, ale jeszcze trochę czasu przede mną. Wiem, że jeszcze dużo pracy, ćwiczeń i wyrzeczeń mnie czeka, ale postaram się temu wszystkiemu sprostać. Dzięki piłce nożnej poznałem wielu kolegów. Myślę, że moja przygoda ze sportem dopiero się zaczyna.

  Jakub Podemski, kl. 6a

***

Każdy z nas ma jakieś zainteresowania i cele w życiu, do których dąży, aby je spełnić. Dla większości ludzi jest to uprawianie sportu. Moją ulubioną dyscypliną sportu jest siatkówka, ale lubię też grać w piłkę nożną.

Sport jest jednym z najlepszych sposobów na poprawienie samopoczucia. Ruch na świeżym powietrzu  sprawia, że nasz organizm ma ochotę, aby dalej funkcjonować . Każdy człowiek, który pragnie zdrowo żyć, powinien aktywnie spędzać czas. Podczas wysiłku fizycznego kształtuje się również nasza sylwetka. Jest to dobry sposób na wyładowywanie złych emocji, takich jak zdenerwowanie i stres. Uprawianie sportu jest także okazją do nawiązania nowych znajomości, poznania nowych miejsc. Wiele rozgrywek i meczów odbywa się poza miejscem zamieszkania. Rywalizacja pomiędzy drużynami uczy nas, jak cieszyć się wygraną lub godzić się z porażką. Jest to również dobre lekarstwo na nudę i sposób na spędzenie wolnego czasu  na dobrej zabawie.

Moim zdaniem, warto uprawiać sport, ponieważ przede wszystkim nabieramy kondycji, ale i uczymy się pracy w grupie. Poza tym każda z dziedzin sportowych przynosi wiele przyjemności. Poprzez sport stajemy się wytrwali w dążeniu do celu i nie poddajemy się zanim go nie osiągniemy.

Wiktor Frankowski, kl. 5c

***

Ze sportem związany jestem już ładnych kilka lat. Jest to związane z tradycją rodzinną, bo wujkowie i mama też uprawiali sport.

Moja przygoda ze sportem zaczęła się pięć lat temu, gdy mama poszła pierwszy raz ze mną na trening piłki nożnej na stadion w Ścinawie. Zacząłem     chodzić regularnie na treningi klubu „MKS Odra Ścinawa”, trwało to do końca     czerwca dwa tysiące czternastego roku. Z dniem pierwszego lipca stałem się pełnoprawnym zawodnikiem klubu „KGHM Zagłębie Lubin” i trwa to do dnia     dzisiejszego. W obecnym klubie poznałem wielu nowych kolegów w starszych     i młodszych grupach. Razem wyjeżdżamy na zgrupowania i mecze wyjazdowe, a starsi koledzy opiekują się nami jak młodszymi braćmi. Wspólnie z grupą odnosimy sukcesy, ale również porażki.

 Mam nadzieję, że moja fascynacja piłką nożną będzie jeszcze długo trwać. Nie przeminie jak ulotna chwila, choć wiem, że jest to sport i w każdej chwili mogę „złapać kontuzję”. Cieszę się, że mogę uprawiać sport, który kocham i mile spędzać czas z kolegami.

Jakub Wojciechowski, kl. 6a

***

Moja przygoda z koszykówką zaczęła się, gdy miałam sześć lat. Z tatą codziennie chodziłam na pobliskie boisko i uczyłam się grać w koszykówkę. Na początku nie było łatwo, ale z czasem się nauczyłam.

Pewnego dnia pierwszy raz spotkałam się z dziewczynami o kilka lat starszymi ode mnie. Zaproponowały mecz. Zgodziłam się i poszłam po koleżanki. Gdy wróciłam, zaczęliśmy wybierać składy. Był piękny mecz, wygrywałyśmy 3:1. Po zdobyciu  trzeciego kosza, któraś ze starszych dziewczyn wybiła piłkę na około trzy metry przed siebie. Piłka leciała prosto we mnie. Zanim się obejrzałam, uderzyłam głową w słupek. Nic mi się nie stało, ale miałam kilka siniaków.

 Po tym wypadku, nadal gram w koszykówkę i jeżdżę na zawody.

Aleksandra Gąsior, kl. 6a

***

Moja przygoda ze sportem rozpoczęła się,  gdy miałem 7 lat. Zacząłem grać w różne gry sportowe, przeważnie w piłkę nożną.

Moją ulubioną grą piłkarską jest FIFA 15. Gdy gram w piłkę na boisku lub na hali, często stoję na bramce lub w obronie, chociaż wolę grać „na ataku”. Lubię też grać w unihokeja na hali i w siatkówkę. Czasami trenuję z bratem i jego kolegami. Oglądam również mecze w telewizji i staram się naśladować piłkarzy. Moim ulubionym zawodnikiem jest Angel di Maria. Grał w jednym z najlepszych klubów świata, Realu Madryt, ale przeszedł do Manchesteru United. Chciałbym być taki jak on. Lubię biegać. Moim ulubionym angielskim klubem piłkarskim jest Manchester United. Chciałbym tam grać, ale muszę wszystko przemyśleć. Jeśli chodzi o reprezentacje krajów w piłce nożnej, to bardzo lubię Argentynę. Grają tam Messi, Di Maria, Aguero, czyli najlepsi strzelcy. Reprezentacja Polski nie ma zbyt wielu dobrych snajperów. Tylko Lewandowski i od czasu do czasu Błaszczykowski, ale może zmieni się to na lepsze. Mam również książki o sporcie, w tym jedną o dawnej reprezentacji Polski w piłce nożnej. Posiadam też książkę z radami i technikami piłkarskimi. Będę grał również w lidze ministranckiej. Chciałbym być dobrym graczem. Gram nawet dobrze w siatkówkę. Ostatnio (w piątej klasie, na w-fie), gdy moja klasa razem z inną piątą klasą grała w siatkówkę, zdobyłem dużo punktów.

Mam dużo zainteresowań sportowych, ale czuję, że najlepiej gram w piłkę nożną. Moi koledzy pocieszają mnie, gdy źle zagram. Nie mogę doczekać się następnego meczu piłki nożnej, bo wtedy pokażę, na co mnie stać! W czasie wakacji też pokazałem.

Filip Sowiecki, kl. 6a
 

„Co według ciebie jest kluczem do szczęścia?”


      Klucz do szczęścia? Kiedy ma się tylko dwanaście lat, to trudno jest pisać o jednym tylko kluczu, który sprawi, że jest się szczęśliwym.
      Mam cały pęk takich kluczyków. Klucz pierwszy, to ukończenie z dobrymi wynikami szkoły podstawowej i to, aby dobrze poradzić sobie w gimnazjum. Klucz drugi, to spełnienie moich marzeń związanych  ze szkołą muzyczną, czyli nauką gry na akordeonie i flecie poprzecznym. Moim muzycznym marzeniem jest też to, żeby kwintet akordeonowy w którym zaczęłam grać, mógł kiedyś wystąpić na dużej scenie. Kolejny kluczyk, który otworzyłby mi drzwi do szczęścia, to posiadanie własnego konia. Od dziecka uwielbiam konie, a teraz uczę się na nich jeździć. Spełnianie marzeń, to też klucz do szczęścia. Marzę o tym, żeby kiedyś pojechać do egzotycznego kraju nad piękne, błękitne i bardzo ciepłe morze, takie, jakie widzi się tylko w telewizji.
     Te kluczyki, o których pisałam, otwierają tylko małe drzwi do szczęścia. Tym głównym kluczem, który otworzy największe drzwi do mojego szczęścia, jest zdrowie mojej rodziny oraz ludzie, którzy uśmiechają się na mój widok, bo mnie lubią i  kochają.
      Klucz do szczęścia, to życie według dobrych zasad i realizacja swoich celów i marzeń.

Karina Kiepura, kl. 6a


***

Niejednokrotnie zastanawiałem się, co jest kluczem do szczęścia. Dla niektórych mogą to być bogactwa, ale dla mnie to jest przyjaźń i uprawianie ulubionego sportu.
         Według mnie, to te dwie rzeczy dają mi pełną satysfakcje i zadowolenie. Gdy spotykam się z przyjaciółmi i gram w piłkę nożną, czuję się szczęśliwy. Kiedy korzystam ze swoich wyjątkowych umiejętności w podejmowaniu trudnego wyzwania czy osiąganiu wysoko postawionego celu, czuję się spełniony.
        Za pieniądze można kupić wszystko, ale nie przyjaciół. Mam kolegów, z którymi czuję się szczęśliwy. Wszystko co może dać mi szczęście, mam w sobie i jest to moim kluczem do szczęścia.

Jakub Wojciechowski, kl. 6a


 

Rok szkolny 2013/2014

Ścinawa, 08.05.2014 r.


Sprawozdanie z wycieczki klasowej do Zoo

 Dnia 5 maja 2010 roku pojechałam wraz z całą moją klasą do słynnego Zoo we Wrocławiu. Zbiórka odbyła się pod szkołą o godzinie 8.00.
     Do Zoo dotarliśmy o godzinie 9.30. Szkoła zadbała o to, żeby towarzyszył nam pan przewodnik, który dokładnie objaśnił nam historię, pochodzenie i zwyczaje poszczególnych zwierząt. Najbardziej podobały mi się tygrysy. To bardzo piękne i majestatyczne zwierzęta. Ma koniec zwiedzania udaliśmy się na posiłek i do sklepu z pamiątkami. Droga powrotna minęła na wspominaniu wycieczki i robieniu wspólnych zdjęć w autobusie. Pod szkołą byliśmy ponownie o godzinie 14.00.
     Zoo bardzo mi się podobało. Dawno nie odwiedzałem podobnego miejsca. Szkoda, że zwierzęta żyją w niewoli, ale nie sprawiały wrażenia nieszczęśliwych, a przewodnik powiedział nam, pod jak dobrą są opieką. Mam mnóstwo pięknych zdjęć na pamiątkę tego dnia.

 Jakub Wojciechowski kl. 5a

Ścinawa, 25.10.2013 r.

„ Przygoda z manufakturą”

Dnia 20 października 2013r. wybraliśmy się całą klasą do Bolesławca, aby zwiedzić Fabrykę Naczyń Kamionkowych „ Manufaktura”.

O godzinie 6: 15 uczniowie naszej klasy zebrali się na przystanku autobusowym, pod budynkiem Państwowego Domu Dziecka. Czekali tam na nas nauczyciele i rodzice, którzy jechali na wycieczkę w roli opiekunów. Ponieważ czekała nas dosyć  długa droga, przed odjazdem stan techniczny autokaru został sprawdzony przez policję. Po zakończeniu formalności, zajęliśmy miejsca w autokarze. Wychowawca przywitał się z nami, sprawdził listę obecności uczestników i poprosiła o spokój w czasie podróży. Powiedział też, że osoby mające kłopoty z chorobą lokomocyjną, mają się zgłaszać do opiekunów w razie złego samopoczucia. Droga minęła szybko i w przyjemnej atmosferze. Pomimo deszczu i chłodu, na miejsce dotarliśmy zgodnie z planem o godzinie 8:30. Zwiedzanie zaplanowane było na 9:00, więc pół godziny poświęciliśmy na śniadanie.

O 9:00 przywitała nas pani przewodnik, która oprowadziła nas po fabryce. Zwiedzanie zaczęliśmy od sklepu firmowego, gdzie wystawione są wszystkie produkty firmy, np. kubki, filiżanki, wazony, talerze, miniaturki oraz całe zestawy stołowe.

Po wyjściu ze sklepu udaliśmy się na zwiedzanie linii produkcyjnej. Tam zobaczyliśmy i usłyszeliśmy, jak powstają te cuda: od surowej gliny, którą się kształtuje, aż do tajemnic związanych z jej wypalaniem. Największą jednak frajdę, sprawiło nam zwiedzanie tej części fabryki, gdzie porcelana jest ręcznie zdobiona farbami przez pracowników. Ogromne wrażenie zrobiła na nas precyzja, z jaką nanosili oni przepiękne wzory na wszystkie wyroby. Po ozdobieniu, wszystkie produkty, w kolejnym dziale, były pokrywane politurą.

Kiedy zakończyliśmy zwiedzanie linii produkcyjnej, zostaliśmy zaproszeni do udziału w warsztatach artystycznych. W odrębnym budynku mieściły się sale, gdzie dostaliśmy fartuchy i przy specjalnych stolikach mogliśmy zrobić surowe wyroby fabryki, według własnego gustu. Były to kubeczki, magnesy i inne rzeczy. Każdy wymyślał własny wzór i zdobił swoje pamiątki. Było to dla nas bardzo ciekawe doświadczenie, które uświadomiło nam, jak trudna jest to sztuka. Pani, która nas oprowadzała, powiedziała, że każdy z nas na pamiątkę tej wycieczki otrzyma ozdobioną przez siebie rzecz specjalna przesyłką.

Po zakończeniu zwiedzania podziękowaliśmy pani przewodnik i udaliśmy się na zakupy do sklepu firmowego, aby kupić pamiątki.

To była bardzo miła i interesująca wycieczka, która zaprowadziła nas w artystyczny świat małej manufaktury. Z niecierpliwością czekamy na następną.

Karina Kiepura kl. 5a

 

LIST DO PINOKIA

Ścinawa,12.05.2014r.

Drogi Pinokio!

Mam nadzieję, że nie zrazisz się listem i tym, co w nim napisałam.

Kochany Pajacyku, uważam, że Twoje postępowanie wobec innych jest bardzo okrutne. Wytłumaczę Ci, jak możesz to zmienić. Na początek radziłabym Ci, abyś zaczął chodzić do szkoły, zamiast uciekać do Krainy Wiecznej Zabawy. Rozumiem, że kuszą Cię te wszystkie obietnice, że tam od rana do wieczora można się bawić i rozrabiać. Jednak to może się okazać tylko kłamstwem i bujdą. Szkoła nie jest bajką wyssaną z palca, tylko rzeczywistością, w której można zawierać prawdziwe przyjaźnie. W placówce edukacyjnej można się też wiele nauczyć, między innymi: matematyki (żeby nikt Cię w życiu nie mógł oszukać), języka polskiego (żeby umieć dobrze odmieniać wyrazy i wiedzieć, jakie są zasady ortografii), obcych języków np. - j. angielskiego lub j. niemieckiego (aby móc swobodnie wyjechać za granicę i rozumieć tamtejszych mieszkańców), historii (by czerpać wnioski z przeszłości) i wiele, wiele innych przedmiotów szkolnych. W Krainie Wiecznej Zabawy to byłoby niemożliwe, wszyscy byliby tam analfabetami oraz łatwo byłoby ich oszukać. Pinokio, Tobie też to się zdarzyło. Gdybyś chodzi do szkoły na lekcję przyrody, to byś wiedział, że nie ma nic takiego, jak wyrastające z ziemi po 20 minutach pieniądze. Chciałbym też Ci powiedzieć, że bycie uprzejmym dla innych jest bardzo miłe, ponieważ inni  odwdzięczą Ci się na pewno tym samym w trudnych sytuacjach.

Mam nadzieję, że mój list uświadomi Ci parę spraw. Życzę Ci, żebyś się poprawił i zmienił swoje postępowanie.


Pozdrawiam Milena
PS. Chciałabym, byś odpisał mi na ten list i powiedział, czy choć trochę się zmieniłeś. Jeszcze raz pozdrawiam.    
Milena Skoczyńska, kl. 4c

Ścinawa, 11.05.2014r.

Cześć, Pinokio!

       Przepraszam, że tak długo nie pisałam, bo ostatnio byłam bardzo zajęta. Piszę do Ciebie w pewnej sprawie. Otóż słyszałam od Wróżki, że nie lubisz chodzić do szkoły i nie szanujesz swojego ojca. Tak naprawdę nic nie robisz, tylko uciekasz do Krainy Wiecznej Zabawy i cały czas kłamiesz.
       Wyobraź sobie, że postanowiłam przekonać Ciebie, żebyś zmienił swoje postępowanie i zaczął patrzeć na naukę, pracę i miłość w inny sposób. Również czas najwyższy docenić i szanować przyjaciół.
      Mam dopiero jedenaście lat  i już wiem, jakimi najważniejszymi w życiu wartościami są: miłość, przyjaźń i praca. Wiem, że nie lubisz pracować i uczyć się, bo jesteś leniwy, ale jak powiedział Alidor…na tym świecie „każde uczynione dobro powróci do nas”. Wiesz, ja bardzo lubię się uczyć i chodzić do szkoły, gdzie codziennie spotykam wiele koleżanek
i kolegów. Warto spróbować, bo w szkole nie chodzi tylko o stopnie, lecz o zdobycie wiedzy
i doświadczenia, potrzebnych w dorosłym życiu. Co do przyjaciół- warto ich mieć, bo człowiek jest istotą, która nie może żyć w samotności. Potrzebuje kogoś, kto będzie dzielił jego myśli, pragnienia i smutki. Pamiętaj! Człowiek żyje nie tylko dla siebie, lecz także dla innych.
      Myślę, że postarasz się zmienić i przestaniesz uciekać w świat baśni. Wiem, że to trudny, długi proces i wymaga wiele cierpliwości. Jeśli należysz do odważnych- proszę spróbuj. Serdecznie pozdrawiam.

Twoja koleżanka Kasia
Katarzyna Golańska, kl. 4c 


Ścinawa, 9.05.2014r.

Drogi Pinokio!

 Na wstępie mojego listu chciałabym Cię serdecznie pozdrowić. W tym liście chciałabym Cię ostrzec przed popełnieniem błędu, jakim jest ucieczka do Krainy Wiecznej Zabawy. Dowiedziałam się, jak bardzo nie lubisz się uczyć i chodzić do szkoły. Muszę przyznać, że mnie to martwi.
           Szkoła to źródło wiedzy. Dzięki niej masz szansę na lepszą przyszłość. W szkole możemy dowiadywać się wiele ciekawych rzeczy i rozwijać własne zainteresowania. Dodam, że szkoła  poprzez organizowanie różnych konkursów i olimpiad, „otwiera nam okno na świat”. Startując w konkursach możemy się wykazać swoja wiedzą, a nasze nazwisko jako laureata nasi bliscy mogą zobaczyć w gazecie. Czy to nie jest wystarczający argument, przemawiający za nauką? Tak więc, chodząc do szkoły zdobywamy wiedzę, która jest niezbędna do dalszego wykształcenia oraz prawidłowego funkcjonowania w dorosłym życiu. Szkoła to nie jest tylko budynek z klasami, biblioteką, salą gimnastyczną i boiskiem, to także ludzie, uczniowie i nauczyciele. To właśnie tutaj zawieramy nowe znajomości. Zdobywamy przyjaciół, z którymi spędzamy swój wolny czas, powierzamy im swoje sekrety. Wiem, że HYw Krainie Wiecznej Zabawy masz wielu rówieśników, ale są oni zajęci ciągłą  zabawą, dlatego stają się rozpuszczeni i samolubni. Myślę, że warto znaleźć sobie wychowawcę i wiernego przyjaciela, który nigdy Cię nie zawiedzie.
      Jak widzisz, Drogi Pinokio, szkoła może być miejscem dobrej zabawy, a wiedza, którą zdobędziesz, na pewno okaże się przydatna, dlatego nie warto uciekać do Krainy Wiecznej Zabawy, gdzie  nie mógłbyś poznać prawdziwego życia, szkoły oraz wspaniałych nauczycieli, którzy przekazują nam swoją wiedzę. Kiedy podejmiesz już decyzję co do swojej przyszłości, to bardzo proszę , napisz o tym do mnie.

     Z gorącymi pozdrowieniami.

Dominika Krysiak , kl. 4c

   

 

Grzechy główne współczesnego świata.
***

W dzisiejszych czasach ludzie popełniają wiele grzechów i błędów. Wielu z nich nawet nie zdaje sobie sprawy z oszustwa, jakie wyrządza.
Jednym z  takich grzechów społeczeństwa jest wyrzucanie jedzenia. Jest to bardzo, ale to bardzo wielki grzech. Na całym świecie jest bardzo wielu ludzi biednych, głodujących i cierpiących z powodu braku jedzenia. Ludzie, którzy nigdy nie zaznali głodu, nawet nie są w stanie wyobrazić sobie cierpienia ludzi godnych. Nie myślą oni o tym, aby podzielić się z innymi, tymi, którzy nie mają co zjeść. Takich bezmyślnych osób  marnujących jedzenie jest wielu, może nawet tyle samo, co głodujących. Dlatego wyrzucanie jedzenia, jest głównym grzechem społeczeństwa. Grzechu tego mogłoby nie być, gdyby społeczeństwo było mądrzejsze i bardziej uczulone na cierpienie innych.
Drugim grzechem społeczeństwa jest nadużywanie alkoholu, papierosów i narkotyków. Używki te, jak wiadomo, szkodzą zdrowiu i życiu. Wpływają bardzo źle na zachowanie i rozwój. Ludzie młodzi często sięgają po tego typu rzeczy i później ciężko chorują, rodzą chore dzieci albo  marnują sobie życie, bo trafiają do więzienia. Alkohol, narkotyki i papierosy są teraz wszędzie dostępne, a ludzie chętnie po nie sięgają, mimo że wiedzą, jakie to straszne zło, które zniszczy ich życie. Gdyby społeczeństwo było mądrzejsze, to grzech nadużywania alkoholu, narkotyków czy papierosów, po prostu by nie istniał.
Kolejnym grzechem społeczeństwa jest przemoc. Stosowanie przemocy fizycznej, czyli bicie i psychicznej, czyli wyzywanie, straszenie i prześladowanie, widoczne jest już w szkole podstawowej. Dzieci zamiast się lubić, wspierać, pomagać i bawić się, biją i straszą słabszych. Z powodu przemocy rozpadają się rodziny, a co najgorsze- wielu ludzi umiera. Zdarzają się sytuacje, że umiera malutkie, nowonarodzone lub paromiesięczne dziecko, ponieważ padło ofiarą przemocy osoby dorosłej, najczęściej pijanej. Ludzie winni szanować siebie i drugiego człowieka, wtedy na pewno całe społeczeństwo byłoby szczęśliwe. 
Grzechów społeczeństwa jest o wiele, wiele więcej, lecz ja opisałam te, które są, według mnie, najgorsze. Myślę, że należałoby zrobić coś, aby zapobiegać tym grzechom. Społeczeństwo może nie jest złe, lecz zagubione i nieświadome. Ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że popełniają tak dużo grzechów. Chciałabym w dorosłym życiu pomagać wszystkim skrzywdzonym, a także uczyć społeczeństwo, jak należy żyć i nie popełniać grzechów.

Natalia Rudyk 6b

***

We współczesnym świecie grzechy pojawiają się na każdym kroku: bluźnierstwo, kłamstwo, pycha, kradzież, złość itd. Jest wiele grzechów, lecz grzechami najczęściej występującymi w naszych czasach są: przeklinanie, zazdrość i zachłanność.
Przeklinają najczęściej osoby młode pełnoletnie  oraz młodzież. W wielu przypadkach dzieci uczą się złych słów od kogoś z rodziny, przyjaciół, otoczenia. Problem przekleństw z każdym rokiem narasta i choć ludzie starają się go piętnować, on nigdy nie zniknie.
Zazdrościmy zaś innym bardzo często ocen w szkole, pieniędzy, czegoś, czego nie mamy lub mamy, lecz gorszej jakości. Z zazdrości ludzie mogą zrobić rzeczy złe, potrafią posunąć się do wszystkiego. Widzimy to na przykładzie Kaina i Abla. Zazdrość to odwieczny wróg ludzkości, który, podobnie jak brzydkie słowa, nigdy nie zniknie.
Zachłanność – grzech, z którym borykamy się na co dzień. Pragniemy mieć wiele, często niemal wszystko. Często również chcemy posiąść przedmioty, których nie potrzebujemy, które są nam zbędne. Zachłanność zazwyczaj wiąże się z zazdrością.
Grzechów jest na świecie tak wiele, że nie sposób ich wszystkich wymienić. Wiem jednak, że Bóg obdarował ludzi siłą, dzięki, której mogą oni ograniczyć ilość grzechów do minimum, a z pozostałych się uczciwe wyspowiadać.

Wiktor Chlipała  6b

***

Życie we współczesnym świecie jest nie lada wyzwaniem dla każdego za nas. Nawał informacji, jakie na nas spadają, szybkie tempo życia, powodują, że nie przywiązujemy wagi do ważnych rzeczy tj.: rodziny, tradycji czy szacunku dla drugiej osoby. Zapominamy o tym, co jest w  życiu naprawdę ważne, z tego powodu tracimy znajomych, przyjaciół, a niekiedy rodzinę.
Pierwszym z grzechów współczesnego świata, jaki chciałabym przedstawić,  jest brak czasu dla osób, które zasługują na wyjątkową troskę. Czas, jaki im poświęcamy, powinien być szczególny. Ważne jest, aby rodzina wzajemnie się wspierała i troszczyła o siebie. Niestety, tak się nie dzieje, zamiast częstych odwiedzin i pogawędek, wolimy pozostać w domu przed komputerem lub telewizorem, przez co tracimy kontakt z bliskimi i stajemy się obojętni na daną sytuację. Na spotkania rodzinne nie idziemy z przyjemności, lecz z obowiązku. Dotyczy to najczęściej ludzi młodych, którzy są zbyt zajęci swoimi sprawami, jak się tłumaczą- na nic nie mają czasu. Jest to poważny problem, gdyż z czasem nie odczuwamy już potrzeby kontaktu z bliskimi.
Drugim z problemów w obecnym świecie, jest powolny zanik tradycji, z jakimi jesteśmy związani od pokoleń. Przekazywane z pokolenia na pokolenia obyczaje, poglądy, sposoby myślenia, zostają zastąpione nowoczesnymi technikami, np. tradycyjne wysyłanie życzeń świątecznych zostaje zastąpione wysyłaniem ich drogą elektroniczną. Bardzo ważne jest, aby przekazywać nowemu pokoleniu to, czego nauczyli nas nasi rodzice, dziadkowie, nauczyciele. Dzięki temu obchodzenie ważnych wydarzeń historycznych, pamięć o bohaterach i osobach ważnych, nigdy nie zginie. Można powiedzieć, że dzięki podtrzymywaniu tradycji i pamięci o innych, jesteśmy mądrzejsi i szczęśliwsi.
Innym z grzechów współczesnego świata jest brak szacunku ludzi dla drugiej osoby, szczególnie starszej. Wydaje nam się, że jak jesteśmy młodsi, to wszystko wiemy lepiej, bo jesteśmy zaradniejsi. Nie mamy czasu dla osób starszych, choć oni nas tak bardzo potrzebują. Obecne czasy są ciężkie dla ludzi. Brak pracy, chęć bycia najlepszym sprawiają, że nie myślimy o innych życzliwie. Chcąc osiągnąć swój cel, krzywdzimy innych, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się oschli i zadufani w sobie, nie potrafimy współczuć i zrozumieć drugiego człowieka. Naszą wadą jest również nietolerancja wobec ludzi innych niż my, przez co świat jest podzielony.
Przytoczone problemy współczesnego świata, to tylko namiastka tego, z czym musimy sobie poradzić, aby godnie przeżyć swoje życie. Na szczęście, ludzie szybciej lub później potrafią podejmować odpowiednie decyzje, aby być szczęśliwym i dobrym człowiekiem tak, jak ja.

 Alicja Siwak 6b

***

Świat współczesny to świat, w którym czają się na nas grzechy świata nowoczesnego. Grzechy te, to najczęściej nałogi, z którymi trudno walczyć i coraz częściej choruje na nie młodzież.
Grzech pierwszy, to grzech palenia papierosów. Szkodzi i kusi tak, jak wąż kusił i zaszkodził Adamowi i Ewie. „ Palenie nie jest do szpanowania, jest do zabijania”. Nasze społeczeństwo coraz bardziej pogrąża się w nałogu. Coraz częściej robi to młodzież. Gdy jeżdżę autobusem do szkoły i ze szkoły, bardzo brzydko pachnie tam papierosami. Wiele razy widziałam, jak gimnazjaliści palą.  Wcale mi to nie imponuje, wręcz odczuwam wstręt do takiej osoby. Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, jakie to jest szkodliwe. Człowiek wyniszcza się od środka.
Ludzie, którzy palą, najczęściej przeklinają [nie wszyscy], bo myślą, że gdy się pali i przeklina, jest się „ super’’. Przeklinanie to nic innego, jak niszczenie polskiej mowy. Młodzież i ludzie dorośli dają zły przykład dzieciom. Osoby, które odzywają się w niekulturalny sposób, są źle wychowani. Każde pokolenie przejdzie przez dorastanie: jedni gorzej, a inni lepiej, ale dorastanie to nie wymówka dla złego zachowania. Przeklinają osoby, które nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Trzeba umieć zastąpić słowo brzydkie - słowem kulturalnym. Gdy wychodzę z mamą do miasta, widzę i słyszę osoby przeklinające, które podczas zwykłej rozmowy np. z sąsiadką, kolegą przeklinają, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Osobę taką trzeba upomnieć, jeśli to możliwe. Z pokolenia na pokolenie, coraz bardziej rozprzestrzenia się brak kultury słowa. Przeklinanie można zaliczyć do przemocy słownej. Często używając brzydkich słów, nie zdajemy sobie sprawy, jak potrafimy skrzywdzić drugą osobę.
Kolejnym grzechem jest przemoc fizyczna. W dzisiejszych czasach znęcanie się, czyli bicie, kopanie, w szkołach, na ulicach, są na porządku dziennym. Tak nie powinno być, ale, niestety, nikt w pojedynkę nie jest w stanie nad tym zapanować. Jedynie razem powinniśmy  zastanowić się nad własnym zachowaniem i podjąć jakieś konkretne kroki, które pomogłyby nam zwyciężyć nasze słabości.
Kończąc moje przemyślenia, uważam, że nieważne, jakie byłyby nasze grzechy, zawsze powinniśmy się im przeciwstawić, walczyć z nimi, chociażby po to, żeby świat stał się lepszy.

Aleksandra Wójcik 6b

***

Chciałbym zwrócić uwagę na trzy grzechy główne współczesnego świata - lenistwo, używanie wulgaryzmów i brak szacunku do drugiego człowieka.
Najczęstszym grzechem tego świata jest używanie wulgaryzmów. Pod hasłem wulgaryzmu czytamy: „zwrot używany przez użytkowników danego języka, nieprzyzwoity, ordynarny. Używanie wulgaryzmów uważane jest za przejaw wywyższania się i świadczy o niskiej kulturze osobistej”. Przeklinają dorośli, przeklinają chłopcy, a nawet dziewczyny. Każde usłyszane przekleństwo kojarzy mi się z brakiem słownictwa i dobrego smaku. Ostatnio zauważyłem, że media promują używanie słów niecenzuralnych,  np. pani prowadząca program „Kuchenne rewolucje”, który zmienia restaurację, ciągle używa wyrazów wywołujących dźwięk cenzury. Moim zdaniem, osoby publiczne powinny posługiwać się ładnym językiem polskim, aby dziecko mogło i chciało słuchać.
Kolejnym grzechem współczesnego świata jest grzech lenistwa. Człowiek leniwy zaniedbuje swoje obowiązki. Unika pracy i jakiegokolwiek zbędnego wysiłku. Człowiek leniwy, to również taki, który bezmyślnie traci czas, nie chce rozwijać swoich zdolności. Nigdy nie pyta np. „ Po co i dlaczego żyję”? Bardzo często lenistwo sprawia, że człowiek staje się zarozumiały. Każdy z nas codziennie pokonuje lenistwo, a ono ciągle wraca i kusi. Najważniejsze jest to, aby umieć z nim walczyć i pracować nad własnym charakterem.
Każdy człowiek zasługuje na szacunek, bez względu na swoją odmienność. I tak szanujmy człowieka czarnego i białego, Żyda i Araba, geja, biednego i bogatego, dobrego i złego. Szanujmy człowieka młodego, starszego, kobiety i dzieci – wszystkich. Wszyscy jesteśmy równi. Szacunek jest to podstawa wszystkich relacji między ludźmi. Szanować - to znaczy zdawać sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy sami. Jeśli ludzie nauczyliby się oglądać dookoła siebie i dostrzegać innych, świat byłby idealny.
Chciałbym, aby w moim życiu przykazanie miłości: „ Będziesz miłować bliźniego swego jak siebie samego”, nigdy mnie nie opuszczało, stało się moim życiowym mottem.

Zachariasz Adamski 6b
 

Poniżej zamieszczone zostały najlepsze wypracowania szóstoklasistów, napisane podczas kolejnego próbnego testu kompetencji. Zachęcamy do ich przeczytania, a autorom wypracowań gratulujemy najwyższych wyników punktowych i życzymy dalszych sukcesów.

Ścinawa, 29.10.2013r.

Drogi Jacku!

Szkoda, że Cię dzisiaj nie było z nami, nasza klasa 5b zajęła pierwsze miejsce podczas zawodów sportowych. Mamy nadzieję, że już się dobrze czujesz i za kilka dni wrócisz do szkoły.

Już od 7.00 trwały ostatnie przygotowania do szkolnej olimpiady: ja, Maciek i Kamil przyszliśmy przed godziną ósmą. Startowałem w konkurencji rzut w dal, a Maciek i Kamil – w biegach. Janek, ponieważ od kilku lat trenuje zapasy, zgłosił się do tej dyscypliny i zajął pierwsze miejsce. Niestety, ja i Maciek nie mieliśmy takiego szczęścia i zajęliśmy trzecie miejsce, ale za to Kamil otrzymał drugie. Po zakończeniu zawodów otrzymaliśmy słodki poczęstunek, czyli ciasto, bułkę słodką lub pączka, a oprócz tego do picia herbatę. Cała olimpiada zakończyła się uroczystym wręczeniem nagród, ponieważ nasza klasa zajęła pierwsze miejsce, otrzymaliśmy piłkę z podpisami zawodników Zagłębia Lubin i czek w wysokości 100 zł na cele klasowe.

Cała klasa ma nadzieję, że w przyszłym roku Ty także wystartujesz.

Trzymaj się. Serdecznie Cię pozdrawiamy

Darek, Marek i Kamil

Marta Sośnicka kl.6 a

 

Ścinawa, 26. 10. 2013r.

Drogi Jacku!

Mamy nadzieję, że powoli wracasz do zdrowia. Brakuje nam Ciebie. W szkole zrobiło się pusto i strasznie nudno. Tęsknimy za Tobą.

Ostatnio zorganizowano w naszej szkole zawody w biegu na 400m. Szkoda, że Ciebie z nami nie było. Startowało w nich sześć klas. Były to klasy starsze. Biegliśmy z klasą 6a. Musimy przyznać, że są to uczniowie bardzo sprawni fizycznie. Nigdy byśmy nie pomyśleli, że nasza klasa przegra z nimi. Jesteśmy pewni, że gdybyś tam był, wynik byłby całkiem inny. Nasza klasa zajęła trzecie miejsce. Atmosfera była wspaniała. Bardzo nam się tam podobało.

Życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia i wszystkiego, co najlepsze. Nie możemy doczekać się spotkania z Tobą.

Tęsknimy i pozdrawiamy

Arek i Julek

Alicja Siwak, kl. 6a

 

Ścinawa, 26. 10. 2013r.

Drogi Jacku!

Mamy dla Ciebie dobrą nowinę, wczoraj odbyły się zawody w piłkę nożną.

Nasza drużyna oczywiście wygrała, było 2:3, my zdobyliśmy 3 gole, a konkurencja miała 2 gole. To po prostu niesamowite, że my właśnie wygraliśmy. Dostaliśmy puchar i w dodatku każdy z nas dotrzymał medal.

Szkoda, że Ciebie tam razem z nami nie było. Życzymy Ci szybkiego powrotu do zdrowia.

Serdecznie pozdrawiamy: cała Twoja drużyna i pan trener

Paweł i koledzy

Roksana Wach kl. 6b

 

Ścinawa, 19. 08. 13r.

Cześć Jacku!

Chcieliśmy Ci opowiedzieć o zawodach, na których, niestety, nie byłeś z powodu choroby. Były różne dyscypliny, takie jak bieg, skok w dal, zapasy, koszykówka, piłka nożna. Postanowiłem wziąć udział w rozgrywkach koszykówki przeciwko drużynie dziewczyn. To dziwne, ale przegraliśmy.

Uwierzysz, że ta mała Kaśka z naszej klasy strzeliła aż 5 koszy!? Piotrek brał udział w zapasach, walczył z tym najstarszym uczniem w szkole, który nie zdał do następnej klasy. Piotrek go zdyskwalifikował, ale były śmiechy!

Wracaj szybko do zdrowia, bo za miesiąc kolejne zawody, tym razem będzie dyscyplina, którą kochasz- piłka nożna! Pogramy razem, to cześć! Serdecznie pozdrawiamy.

Marcin i Piotrek

Magdalena Kołodyńska kl. 6a

 

Ścinawa, 24.10.2013r.

Drogi Jacku!

Na wstępie tego listu pragnę Cię serdecznie pozdrowić.

Bardzo szkoda, że nie było Cię na zawodach. Było bardzo zabawnie. Chętnie opowiem Ci o wszystkim. Nasza klasa zajęła II miejsce w biegach sztafetowych. Odbyły się również inne konkurencje, takie jak: gra w piłkę nożną, w piłkę koszykową oraz zabawa w „dwa ognie”. Klasa 6a zajęła ostatnie miejsce w piłkę koszykową, 6b zajęła drugie miejsce, a klasa 6c wygrała pierwsze miejsce. Wszyscy cieszyli się tego dnia. Po zawodach był zorganizowany poczęstunek dla klas.

Wracaj szybko do zdrowia i do szkoły. Serdecznie pozdrawiam.

Janek

Wiktoria Wisiecka kl. 6b

 

Ścinawa, 22.05.2013

Cześć Jacku!

Wiemy, że jesteś chory i bardzo nam przykro z tego powodu. Igrzyska przebiegły wspaniale. Było bardzo miło, startując można było liczyć na doping, a ci uczniowie, którzy nie startowali, świetnie się bawili kibicując.

Biegi wygrał Janek, zapasy Norbert, skok w dal – Marcin, natomiast Mikołaj wygrał dwie dyscypliny: rzut dyskiem i rzut oszczepem. Marcel przewrócił się podczas biegów i skręcił kostkę, ale wróci do szkoły za tydzień. Jutro w szkole ma być test z przyrody, a za tydzień kartkówka z j.polskiego, dotycząca listu i ogłoszenia. Co tam u Ciebie, czy zdrowiejesz? Jeśli chcesz, możemy przyjść do Ciebie z lekcjami. Konkurs „Najsprawniejszy uczeń” nie został jeszcze zakończony. Wyniki mają być w poniedziałek.

Podsumowując: wszystko w jak najlepszym porządku. Szybko wracaj do zdrowia. Jednak ta olimpiada bez Ciebie to nie było to samo. Pozdrawiamy serdecznie.

Twoi koledzy: Wiktor i Heniek

PS

Okazało się, że konkurs „Najsprawniejszy uczeń” wygrał Kuba!

Wiktor Chlipała kl.6b

 

Zapraszamy, do przeczytania prac szóstoklasistów, którzy podczas próbnego testu kompetencji osiągnęli najlepszy wynik punktowy w standardzie pisanie. Oto ich opowiadania.

 

Temat: Pomyśl o kimś, kto odniósł sukces. Opisz, co osiągnął i opowiedz, jak do tego doszedł.

***

Bardzo często zastanawiamy się, kto tak naprawdę odniósł życiowy sukces. Jedną z tych osób jest moja mama.

Mama odniosła sukces w wychowaniu mnie i moich sióstr. Wychowanie dzieci to nie jest prosta sprawa, moja mama jednak dobrze sobie z tym radzi. Ucząc mnie i moje siostry dobrego wychowania i dobrych manier, w pewnym sensie odniosła sukces, ale nie do końca, ponieważ wychowała dwie córki, czyli moje siostry. Mnie jeszcze wychowuje i uczy, jak radzić sobie z życiem. Wiem, że mama za parę lat odniesie całkowity sukces, bo będę już dorosła.

Wiele mam odniosło sukces, trzeba go tylko zauważyć.

Aleksandra Wójcik kl.6b

***

Wielki sukces odniósł mój ulubiony zespół One Direction. Podróżują oni po całym świecie, grają bardzo dużo koncertów i mają porywające do tańca piosenki.

Kariera zespołu rozpoczęła się w brytyjskim X Factor, gdzie cała piątka chłopaków wzięła udział jako soliści. Po castingach jury zdecydowało, że: Harry, Liam, Louis, Niall oraz Zayn będą tworzyć zespół. Chłopcy postanowili, że ich zespół będzie nazywać się One Direction. Mijały miesiące i przeszli aż do finału X Factor. Byli bardzo szczęśliwi. Niestety, nie udało im się wygrać programu. Zajęli 2 miejsce, ale i tak zyskali bardzo dużą popularność.

Bardzo lubię ten zespół i mam nadzieję, że pojawię się kiedyś na ich koncercie.

Gabriela Nowak kl.6c

***

Osobą, która według mnie zasługuje na opisanie, jest mój kuzyn Norbert. Jest on obecnie uczniem klasy 3 Gimnazjum w Lubinie. Ma czternaście lat i jest, według mnie, bardzo inteligentny.

Norbert odniósł sukces podczas testu gimnazjalnego, który decydował o tym, czy zda do następnej klasy. Pamiętam, jak opowiadał mi, ile czasu pracował nad tym, żeby zapamiętać jak najwięcej materiału. Oczywiście, udało mu się i zdał. Byłam z niego dumna, tak jak jego rodzice. Zasłużył na sukces, ponieważ pracował cały rok szkolny. Doszedł do tego dzięki ciężkiej pracy i chęci do nauki. To najważniejsze.

Mam nadzieję, że w przyszłości, gdy to ja będę pisała ten test, on również będzie wspierał mnie tak jak ja jego.

Alicja Siwak kl.6b

***

Pewnego słonecznego i rześkiego dnia, odbyły się biegi sztafetowe dla klas szóstych.

Z samego rana nauczyciel wychowania fizycznego zebrał uczniów i od razu wyruszyli na biegi. Gdy dotarli na miejsce, na samym początku zaproszono ich do hotelu, gdzie mogli się przygotować i coś zjeść. Po godzinie musieli pójść na boisko. Na boisku było bardzo dużo osób. Zostało trzy minuty do rozpoczęcia biegów, dzieci bardzo się denerwowały. Kiedy zawodnicy usłyszeli gwizdek, ustawili się na swoje miejsca, a po kolejnym zaczęli biec. Kasia biegła co sił w nogach. Po doręczeniu pałeczki Oli, mogła wreszcie odpocząć. Dziewczynka również biegła bardzo szybko i nareszcie dotarła do mety. Sędzia ogłosił wynik, okazało się, że właśnie Ola zajęła pierwsze miejsce.

Cała drużyna była szczęśliwa z osiągniętego sukcesu.

Po przyjeździe do szkoły, wszyscy się cieszyli z sukcesu drużyny.

Wiktoria Wisiecka kl.6b

***

Moim zdaniem, sukces odniósł Lionel Messi. Jest on graczem FC Barcelony. Jest piłkarzem, który zdobył cztery nagrody z rzędu: tytuł najlepszego piłkarza na świecie oraz dwa złote buty za najwięcej strzelonych goli w sezonie.

Urodził się 24 czerwca 1987 r. w Argentynie. Obecnie ma 26 lat. Tak wiele sukcesów osiągnął dzięki ciężkiej pracy i niepoddawaniu się w ciężkich momentach.

Kacper Bielica kl.6a

***

Dnia 23 lipca 2010 roku do X Factor przyszło 5 chłopaków. W ogóle się nie znali.

Właśnie tego dnia trenerzy złączyli ich w jeden zespół. Tak powstało One Direction. Już w X Factor mieli bardzo dużo fanek. Co tydzień spotykali się, aby ćwiczyć razem piosenki. Od tego momentu stali się prawdziwymi przyjaciółmi. Po programie pokochał ich cały świat, a ich pierwszą piosenkę znali wszyscy. Razem spędzali każdą wolną chwilę. Dzięki milionom fanów na całym świecie, stali się gwiazdami. Byli sławni bardziej niż Beatelsi.

Mam nadzieję, że One Direction nie rozpadnie się i nadal będą śpiewali tak wspaniałe piosenki jak teraz.

Aleksandra Brycka kl.6c

***

Kiedy moja mama była w moim wieku, osiągnęła sukces.

Przez kilka miesięcy trenowała to, czego za bardzo nie umiała. Był to skok w dal. Dobrze wiedziała, że za cztery miesiące są zawody, dlatego postanowiła wziąć się w garść i porządnie ćwiczyć. Chodziła na zajęcia do pani, która pomagała jej trenować. Była u niej codziennie. Na początku była załamana, ponieważ skakała tylko 1,5 m, a przecież na zawodach trzeba skakać przynajmniej dwa razy tyle. W końcu, skoczyła ponad dwa metry.

Ale to i tak za mało, by mogła odnieść sukces. Przyszedł dzień, kiedy miały odbyć się bardzo ważne zawody.

Właśnie dlatego, że są ważne, zapowiedziano je cztery miesiące wcześniej. Przyszła kolej na moją mamę.

Była bardzo zestresowana. Ciężko było w to uwierzyć, ale skoczyła wówczas 4,6 m. Zajęła pierwsze miejsce, rodzice byli z niej bardzo dumni. Teraz ja jestem z niej dumna. Dostała dyplom, medal i puchar. To był wyjątkowy dzień.

Oliwia Wierzchowska kl.6b

***

Moim zdaniem osobą, która odniosła sukces była Maria Skłodowska-Curie. Zdobyła ona Nagrodę Nobla w dziedzinie nauki, ponieważ przy pomocy swojego męża odkryła dwa radioaktywne pierwiastki – rad i polon. Pierwiastek polon nazwała tak, na cześć Polski.

Maria Skłodowska-Curie większość swojego życia przebywała we Francji, gdzie poznała swojego męża, ale Maria była Polką.

Inną osobą, która odniosła sukces, była Matka Teresa z Kalkuty, która zdobyła Pokojową Nagrodę Nobla. Kiedyś wstąpiła do zakonu, gdzie uczyła młode dziewczęta, ale pewnego dnia zdecydowała, że odejdzie z zakonu, by pomagać ludziom biednym i bezdomnym. Postanowiła, że będzie żyć jak oni.

Te osoby, moim zdaniem, zasłużyły na wielką pochwałę i podziękowania ze strony ludzkości.

Wiktoria Gąsiorek, kl. 6a

***

Ten ktoś nazywa się Marcin Gortat.

Już od małego bardzo lubił oglądać mecze koszykówki. Podziwiał też innych sławnych koszykarzy. Najsławniejszym z nich był Michael Jordan. Oglądał różne mecze, w których grały najlepsze kluby i najlepsi zawodnicy. Grali o mistrzostwo świata, stanu,kraju. W końcu sam zaczął grać. Na początku ze swoimi kolegami na boisku. Dobrze rzucał i blokował, ponieważ był bardzo wysoki. Potem zaczął chodzić na treningi do prawdziwych klubów. Często miał najwięcej punktów i zbiórek. Stawał się coraz lepszym zawodnikiem. W końcu dorósł i przeszedł do klubu Phoenix Suns.

Tam stał się jednym z najlepszych zawodników na świecie. W końcu zaczął grać w reprezentacji.

Krystian Przeworski, kl.6a

***

James Arthur jest brytyjskim wokalistą,jedną z największych gwiazd Wielkiej Brytanii.

Swoja sławę zawdzięcza brytyjskiej edycji programu pt. X Factor ”. Wziął w nim udział
w 2012r. Pokonał konkurencję i wygrał. Już przed programem zacząć karierę wokalną, nagrywał filmiki, gdzie śpiewał i grał na gitarze, później wrzucał je na portal internetowy „ You Tube”. Jego pierwsze piosenki to między innymi „I believe” i „Always”. Podczas programu zabłysnął jedną z obecnie najlepszych piosenek pt. „Impossible”. Niedawno nagrał nowy singiel, który również można zobaczyć na portalu „You Tube”.

James jest jedną z moich ulubionych gwiazd, dlatego że tak jak znany i lubiany zespół „One Direction” udowodnił, że można spełnić swoje największe i najskrytsze marzenia.

Marta Sośnicka, kl.6a

Droga do sukcesu Adama Małysza

Adam Małysz był utalentowanym skoczkiem narciarskim z Wisły.

Zaczynał treningi już w wieku 5 lat, kiedy to po raz pierwszy włożył na nogi narty i tak się zaczęła jego historia ze skokami. Zadebiutował w Pucharze Świata w sezonie 1996/1997. Niespodziewanie 18-letni „Orzeł z Wisły'' wygrał tamte zawody. W następnym sezonie było bardzo słabo, Adam nie zakwalifikował się do konkursów, myślał nawet o zakończeniu kariery. Chciał wrócić do zawodu dekarza. Jednak się nie poddał i walczył do końca. Został mistrzem świata czterokrotnie, był mistrzem olimpijskim indywidualnie, jak i drużynowo, wygrał Puchar Świata, był jednym z najlepszych skoczków na świecie.

Dla mnie jest on przykładem do naśladowania, żeby nigdy, ale to nigdy, się nie poddawać i walczyć do końca.

Błażej Parzonka kl. 6b

 

***

Największe sukcesy, wśród z moich kolegów, odniósł Krystian. Zajmuje się tańcem w parach.

Krystian tańczy już ponad sześć lat. Początkowo zaczynał tańczyć dla zabawy w Szkole Podstawowej nr 3 w Ścinawie. Trenował tam przez trzy lata, a potem postanowił, że będzie trenował w Lubinie. Krystian bardzo lubi tańczyć, sprawia mu to wiele radości, w turniejach zajmuje wysokie miejsca, często pierwsze i drugie. Treningi ma trzy razy w tygodniu, często jeździ na turnieje. Koledzy często się z niego śmiali z tego powodu, lecz teraz już tego nie robią i go podziwiają. W tańczeniu wspiera go rodzina i przyjaciele. Pozyskał dzięki swojej pasji wielu kolegów i liczne koleżanki. W swoim pokoju ma wiele pucharów i medali. Jego partnerką jest Jagoda, razem tworzą najwspanialszy duet.

W przyszłości będzie znanym tancerzem i być może będzie sławny. Mam nadzieję, że powiedzie mu się w sporcie.

Bartosz Pałac kl. 6a

 

 

Czy Miziołek mógłby zostać moim kolegą? Dlaczego?

 

***

Uważam, że Miziołek mógłby zostać moim kolegą.

Przede wszystkim podoba mi się jego ogromne poczucie humoru, które ujawnia się zarówno w jego sposobie mówienia, jak i w zachowaniu. Jego bogata wyobraźnia jest również cechą, która mi odpowiada. Sądzę, że zbliżyłyby nas do siebie zainteresowania. Miziołek, tak jak ja, uwielbia jeździć na deskorolce. Ma on także młodszą siostrę, która, jak moja siostra Amelka, często działa mu na nerwy. Mielibyśmy dzięki temu wiele wspólnych tematów do rozmów.

Myślę, że Miziołek, mimo że jest trochę starszy i momentami niezbyt rozgarnięty, byłby dla mnie wspaniałym kolegą i towarzyszem zabaw.

Milena Skoczyńska kl. 4c

***

Miziołek mógłby zostać moim kolegą, ponieważ jest to bystry i wesoły chłopak. Ma zdrowy dystans do samego siebie i świata. Dlatego potrafi ocenić swoje kłopoty i opisać je z godnym pozazdroszczenia humorem.

Bardzo podobało mi się, gdy Miziołek pokazał, jak świetnie można się bawić, nawet wtedy, gdy ma się dokuczliwe rodzeństwo.

Z chęcią poznałabym jego rodziców, którzy są również jak on pozytywnie nastawieni do życia.

Chciałabym się z nim zaprzyjaźnić i przeżywać wesołe oraz zabawne przygody. Mam nadzieję, że Miziołek również chciałby zostać moim kolegą.

Dominika Krysiak kl. 4c

***

Miziołek mógłby zostać moim kolegą, ponieważ jest wesoły, otwarty i koleżeński. Lubi żartować i wymyślać dowcipy. W szkole uczy się dobrze i jest lubiany przez kolegów i koleżanki. Miziołek jest bardzo pewny siebie, bystry i zaradny. Myślę, że mogłabym zaprzyjaźnić się
z nim, ponieważ bardzo cenię i lubię ludzi z poczuciem humoru.

Moim zdaniem bohater budzi swoim zachowaniem sympatię.

Katarzyna Golańska kl. 4c

 

AKROSTYCH*

Bardzo lubię nic nie robić, leżeć, w górze trzymać nogi.

Łapać muchy w obie dłonie i podnosić szybko skronie.

Ale mama na mnie krzyczy, że lenistwo w życiu się nie liczy.

Żeby było dobrze dla niej, poudaję zainteresowanie.

Elegancko się wymigam i po chwili na dwór śmigam.

Jestem dumny bardzo z siebie, ale co powiedzą w niebie?

Błażej Parzonka, kl.6b

  • AKROSTYCH – utwór wierszowany w którym niektóre z kolumn liter bądź wyrazów dają dodatkowe całe wyrazy lub zdania. Najczęściej takie kolumny są tworzone przez pierwsza lub ostatnie litery kolejnych wersów, czytane w dół lub w górę.

 

Jak spędziłam tegoroczne wakacje?

Tegoroczne wakacje spędziłam w miejscowości Tarnów Jezierny.

Był ciepły, letni dzień, kiedy postanowiliśmy z rodzicami wybrać się na wycieczkę rowerową do pobliskiego lasu. Droga była prosta i przyjemna do jazdy rowerem, a wokół pachniało lasem. Myślałam, że to będzie krótka wycieczka, ale się myliłam. Jechaliśmy przed siebie, żartowaliśmy i każdy z nas miał dobry humor. Lecz po upływie jakiegoś czasu, droga zaczęła mi się dłużyć i nogi dawały o sobie znać. Mówiłam moim rodzicom, że bolą mnie nogi i jestem głodna, ale mama powiedziała, że muszę wytrzymać i jechać dalej, ponieważ zrobimy sobie „obóz przetrwania”. Mama poradziła mi, żebym nie marnowała sił na narzekanie i zachowała je na dalszą drogę. Chciałam wracać do domu, ale nie wiedziałam, którędy. Jadąc za rodzicami usłyszałam ich rozmowę o mających pojawić się przed nami bagnach, przez które trzeba będzie przenieść rowery. Pomyślałam, że tylko tego teraz nam trzeba! Jechałam dalej, w lesie zaczynał zapadać zmrok i kropić deszcz. Chcieliśmy już wracać, ale okazało się, że zabłądziliśmy. Przed sobą ujrzeliśmy polanę, na której postanowiliśmy odpocząć. Mama z tatą poszli się rozejrzeć, a mnie zainteresowała duża, czerwona mrówka. Po chwili odpoczynku ruszyliśmy dalej. Deszcz padał coraz bardziej, a ja byłam zmęczona. Nagle zauważyłam, że cały czas byliśmy blisko domu, a opowieść rodziców o „obozie przetrwania” była tylko po to, aby urozmaicić mi wycieczkę. Gdy weszłam do domu, zaczęłam się śmiać sama z siebie.

Nigdy nie zapomnę tej przygody, choć niemało „najadłam” się strachu, jednak jestem pewna, że na przyszłoroczne wakacje też wybiorę się z rodzicami na wycieczkę rowerową.

Aleksandra Gąsior, kl. 5a

 

Jak spędziłem wakacje?

Tegoroczne wakacje spędziłem bardzo miło. Byłem nad morzem w miejscowości Łeba, gdzie bawiłem się wyśmienicie.

Pogoda dopisała, jedzenie było dobre. Poznałem wielu nowych kolegów i koleżanki. Zwiedzałem miasta, takie jak Gdańsk, Gdynia, Sopot. Byłem na Westerplatte i oglądałem zabytki. Chodziliśmy na plażę, kąpaliśmy się w morzu. Pani wychowawczyni organizowała nam piesze wycieczki. Wieczorami było wspólne śpiewanie przy ognisku, jedzenie kiełbasek. Odbywały się także dyskoteki, na których mogliśmy pokazać swoje umiejętności taneczne. Odbyły się też wybory miss i mistera wakacyjnej kolonii. Przegrałem te wybory, ale będę wspominał bardzo miło tę zabawę. Przywiozłem do domu dyplomy, które dostałem za udział w zajęciach sportowych.

Te wakacje będę długo pamiętał jako bardzo udane i wesołe.

Łukasz Mazurkiewicz ,kl.5c

Opowiadanie pluszowej zabawki .

Cześć, nazywam się Czaruś i jestem pluszowym pieskiem Gabrysi. Dostała mnie siedem lat temu na urodziny od koleżanki.

Pamiętam, że przyjechałem z marketu na jej urodziny w wielkim ,kolorowym pudełku. Gabrysia bardzo się ucieszyła,że dostała tak pięknego pieska. Nazwała mnie Czaruś, ponieważ jestem cały czarny i tylko łapki mam brązowe. Dziewczyna mnie uwielbiała. Przytulała mnie,bawiła się ze mną, a czasami nawet ze mną spała. Niestety, po kilku latach Gabrysia dostała więcej zabawek i nie bawiła się ze mną tak często jak wtedy,gdy mnie dostała. Zaczęła też chodzić do szkoły i miała dla mnie coraz mniej czasu. Było mi bardzo przykro, ale wiedziałem , że tak się kiedyś stanie. Kiedy Gabrysia miała jedenaście lat,pozbyła się większości swoich zabawek, ale mnie zostawiła. Byłem szczęśliwy z tego powodu .

Teraz siedzę sobie u niej w pokoju na półce i patrzę się na nią, jak dorasta, a ona czasami pogładzi mnie po główce i uśmiechnie się do mnie. Bardzo ją kocham.

Gabriela Nowak kl.6c

 Napisz krótką informację na temat książki, którą ostatnio przeczytałeś.

Książka, którą ostatnio przeczytałam i o której chciałabym napisać, to moja nagroda za naukę w Szkole Muzycznej. Nasi ona tytuł „Wprowadzenie do muzyki”. Jej autorką jest Eileen O’brien, a wydana została przez wydawnictwo Bellona.

Przeczytałam tę książkę z ogromną ciekawością. Jest to przegląd muzyki od epoki klasycznej, pop, rock, po współczesną muzykę rozrywkową. Znalazłam w niej też informacje o muzyce filmowej, muzyce arabskiej i innych jej rodzajach. Książka ta jest piękna wydana na wysokiej klasy papierze i bardzo bogato ilustrowana. W niej właśnie mogłam obejrzeć fotografie instrumentów, które już znałam. Poznałam także dzięki niej takie, których jeszcze nie widziałam. Ponieważ uczę się grać, cenne był dla mnie zawarte w książce wskazówki, np. jak czytać nuty lub jak pokonać stres przed publicznym występem. Książka zawiera historię zapisywania pierwszych dźwięków na płytach
i opowiada, jak potem produkowano dźwięk. Są w niej także życiorysy i zdjęcia sławnych kompozytorów i muzyków.

Bardzo podobała mi się ta książka. Cieszę się, że dostałam taką nagrodę. Po przeczytaniu jej wiem, że nie trzeba mieć dostępu do komputera i Internetu, żeby tak dużo dowiedzieć się o muzyce. Polecam tę lekturę wszystkim zainteresowanym.

Karina Kiepura 5a

 

Jakie sytuacje sprzyjają poznawaniu nowych koleżanek, kolegów ?

Pierwszą sytuacją , z jaką mamy do czynienia przy poznawaniu nowej koleżanki lub kolegi, jest przedszkole lub szkoła. Wspólne uczęszczanie do jednej grupy lub klasy sprawia, że się poznajemy, a nawet zaprzyjaźniamy.

Inne sytuacje, gdzie można nawiązywać nowe znajomości, to wakacje lub ferie. Zawieramy znajomości jadąc na kolonie lub obozy harcerskie. Gdy chcę kogoś poznać, podchodzę do koleżanki lub kolegi, przedstawiam się i chwilę rozmawiamy. Gdy okazuje się, że mamy wspólne zainteresowania lub hobby, to na pewno się zaprzyjaźnimy. Sytuacji, w których ludzie się poznają, jest bardzo dużo np.: idąc na basen, do kina, jadąc pociągiem lub autobusem można spotkać kogoś wesołego i ciekawego. Nawiązując znajomości należy być zawsze osobą uśmiechniętą
i sympatyczną, wtedy na pewno bez żadnych problemów zdobędziemy nową koleżankę lub kolegę.

Dominika Krysiak 4c

Jak spędziłem tegoroczne wakacje ?

Gdy zaczęły się wakacje,bardzo dużo czasu spędzałam na dworze, zwykle bawiąc się na placu zabaw i jeżdżąc na rolkach i rowerze.

Przez cały wolny czas bawiłam się z koleżankami i kolegami, grając w różne gry
i organizując ciekawe zabawy. Po pewnym czasie pojechałam na parę dni do mojej babci. Chodziłam tam do świetlicy wiejskiej, gdzie także mogłam brać udział w grach i zabawach oraz uczestniczyć w konkursach. Byłam też na ognisku z moją babcią i koleżankami. Gdy wróciłam od babci,tato rozbił koło domu namiot, w którym spałam z koleżanką. Podczas upalnych dni chodziłam na basen.

Tak powoli mijały moje wakacje miło i wesoło.

Patrycja Kasprowska 4c

 

Jak spędziłem tegoroczne wakacje ?

Podczas tegorocznych wakacji zobaczyłam i odwiedziłam wiele ciekawych miejsc. W lipcu spędziłam tydzień u dziadków w Jaworze. Dziadek zabrał mnie i siostrę do stadniny koni
w Szymanowie. Miałyśmy okazję obejrzeć to miejsce, a także pojeździć na kucach. Innego dnia poszliśmy do kina i do sali zabaw. Poza tym często chodziliśmy na spacery i na place zabaw.

W sierpniu pojechałam z siostrą i rodzicami na Mazury. Mieszkaliśmy w Giżycku, gdzie zobaczyłam most obrotowy oraz Twierdzę Boyen, zbudowaną w połowie XIX wieku przez żołnierzy pruskich. Innym razem płynęliśmy statkiem wycieczkowym po kanałach i jeziorach mazurskich. Zwiedziliśmy także Wilczy Szaniec, gdzie w okresie II wojny światowej mieściła się kwatera główna Adolfa Hitlera. Po wyjściu z tej budowli, nadal nie mogłam zrozumieć, dlaczego ten człowiek wyrządził tyle zła wywołując II wojnę światową, podczas której zginęło 50 milionów ludzi. Niedaleko Wilczego Szańca znajduje się miejsce o nazwie Mazurolandia. Można tam obejrzeć np. Park Miniatur - najsłynniejszych budowli i zabytków Warmii i Mazur lub miniaturowe makiety stadionów Euro 2012.W pamięci utkwiła mi wizyta w Galindii, starej osadzie, w której przed wiekami żyło plemię Galindów. Odwiedziłam także Sanktuarium w Św. Lipce. Wysłuchałam tam koncert organowego, w trakcie którego drewniane aniołki i postacie biblijne poruszały się w takt granej muzyki. Ponadto zwiedziliśmy również Mikołajki, Kętrzyn, Ryn oraz Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Resztę wakacji spędziłam w Ścinawie, chodząc z babcią na basen i spotykając się z koleżankami.

Uważam, że moje wakacje były ciekawe i pełne wrażeń.

Milena Skoczyńska 4c

Do roku szkolnego 2012/2013

 

LIST DO TOMKA SAWYERA

Cześć, Tomku!

Nazywam się Filip Sadza. Podobnie jak Ty mam jedenaście lat i mieszkam w małym miasteczku nad rzeką. Bardzo chciałbym z Tobą się zaprzyjaźnić, bo jesteś wesoły pomysłowy inteligentny, samodzielny, wrażliwy i  opiekuńczy. Wiem też, że jak większość dzieci, nie lubisz chodzić do szkoły, często chodzisz na wagary i jesteś     leniwy. Myślę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Często podziwiam Cię, chociaż czasami mnie denerwujesz. Zaimponowałeś mi  swoją odwagą i opanowaniem, gdy zgubiliście się w pieczarach z Becky. Wiele razy mówiłeś: „Głowa do góry, Becky”. Nie rozpaczałeś, tylko szukałeś wyjścia. Wiem też, że Twoją ulubioną książką jest „Robin Hood” i znasz całe fragmenty na pamięć. Lubisz też książki o piratach i rozbójnikach. Wyobraź sobie, że ja też uwielbiam te książki. Podobnie jak Ty, marzę o znalezieniu skarbu. Polubiłem Cię, bo jesteś odważny i można na Tobie polegać. Jesteś prawdziwym przyjacielem, bo wziąłeś winę Becky na siebie, poniosłeś też za nią karę. W szkole powiedziałeś do nauczyciela: „Ja podarłem tę książkę”. Dostałeś wtedy solidne lanie za coś, czego nie zrobiłeś. Wielu może się od Ciebie uczyć samodzielności i zaradności. Tylko ktoś taki sprytny jak Ty, mógł oszukać kolegów. Pomalowali za Ciebie parkan i jeszcze Ci za to płacili. W szkółce niedzielnej też świetnie poradziłeś sobie z karteczkami. Jak sobie coś postanowisz, to koniecznie chcesz to osiągnąć.

Jest mi przykro, że czujesz się samotny, niepotrzebny i niekochany. Nie wolno Ci tak myśleć. Kocha Cię Twoja ciocia Polly i często mówi: ,,Chłopak o złotym sercu’’. Lubią Cię też koledzy i koleżanki

   Tomku, napisz do mnie. Będziemy razem się bawić, szukać skarbów i nie pozwolę, żebyś czuł się samotnie. Będę Twoim prawdziwym przyjacielem. Też jestem pomysłowy i lubię przygody.

Napisz do mnie. Pozdrawiam

Filip Sadza, kl.5c

DŹWIĘKI  JESIENI

***

Polska złota jesień to piękna pora roku. Kojarzy mi się ona z wieloma odgłosami natury. Jednym z najpiękniej- szych jest szelest liści pod stopami, podczas niedzielnego spaceru po parku. Najbardziej lubię odgłos bulgoczących konfitur na kuchence oraz trzaskanie iskier z ogniska, które palimy wraz z tatą i bratem po wykopkach.

            Niestety, jesień to też pora, kiedy zaczynają wiać wiatry, które w zależności od nasilenia gwiżdżą, szumią lub huczą. Wiele odgłosów dostarcza nam też deszcz, który dudni po szybach, dachach i rynnach. Temat dźwięków kojarzących się z jesienią jest rozległy, przedstawiłam te, które są mi najbliższe.

Natalia Szmigielska kl. 5c

***

Jesień kojarzy mi się z bardzo różnymi dźwiękami. Lubię spacerować po parku, po szeleszczącym dywanie z liści i słuchać stukotu spadających kasztanów i żołędzi. Szum jesiennego wiatru nastraja mnie do zadumy nad przemijającymi porami roku. Pochmurny listopad rozwesela mnie muzyką dzwoniącego o  parasol deszczu. Delikatne dźwięki wygrywają również spadające z drzew liście. Jesienną orkiestrę dopełniają ptaki, które głośno ćwierkają i kraczą. Kaczki w rzece hałasują  trzepocząc skrzydłami o wodę. Jesień to bardzo muzykalna pora roku.

Wiktoria Matuszczak, kl. 5c

***

Jesień to bardzo ponura pora roku, ciągle słychać szum wiatru i deszczu. Poranki są mgliste, szare i pochmurne, w oddali słychać głosy odlatujących ptaków. Gdy idę do szkoły, pod nogami szeleszczą liście. Jesienią zmieniamy czas na zimowy, dzięki  czemu śpimy  dłużej. Szybciej zapada zmrok. Wieczorami na podwórku nie widać bawiących się dzieci, słychać  szczekające psy. O tej porze roku występują burze, bardzo nie lubię dźwięku piorunów. Jesienią są długie wieczory, za oknem świszcze wiatr. W domu na stole leżą piękne jabłka i gruszki, a w kominku trzeszczy palące się drewno.

Anna Lis, kl. 5c

OPOWIADANIE  PLUSZOWEJ  ZABAWKI

Cześć. Nazywam się Kala. Jestem malutkim, pluszowym pieskiem Marty, a dokładnie jej pierwszą ulubioną zabawką. Jestem bardzo dumna z tego, że byłam pierwsza, bo potem  u Marty zamieszkał cały  arsenał zabawek. Pamiętam, jak pewna pani kupiła mnie w sklepie, a potem wsadziła do wielkiego pudełka, wypchanego ubraniami. Teraz już wiem, że była to ciocia Marty, która chciała wysłać jej paczkę, ale na początku byłam bardzo zdziwiona – ledwo  mnie kupiła, a już mnie wyrzuca? No, ale to jeszcze nic.

Pewnego ranka, kiedy jeszcze się dobrze nie obudziłam, ktoś przyszedł (wiem, bo słyszałam czyjś głos), podniósł pudełko i zaczęła się  najgorsza podróż mojego życia. Paczką trzęsło, a ja się tam strasznie dusiłam. Kiedy paczka przestała się poruszać, miałam nadzieję, że to koniec cierpień, ale, niestety, nie było tak dobrze. Pudełko znów zaczęło się poruszać, jednak tym razem bardzo wolno. Później usłyszałam głośny szum  i wszystko stało się jasne – byłam w samolocie. Leciałam bardzo długo, jakieś sześć godzin. W końcu samolot się zatrzymał i ktoś znowu podniósł pudełko. Na szczęście, potem już było łatwo.

Kiedy nareszcie paczka dotarła na miejsce, bardzo się ucieszyłam. Miałam już dość tej całej podróży! Wtedy ktoś nagle otworzył paczkę i zobaczyłam dwie małe ręce wyciągnięte w moją stronę. Zostałam dosłownie porwana z pudełka i mimo że przez chwilę miałam dostęp do świeżego powietrza, później znów mi go zabrakło. Mała dziewczynka (tak na oko pięcioletnia), po prostu mnie dusiła. Tak mocno mnie przytuliła, że miałam wrażenie, że zaraz mnie zgniecie. Do tego strasznie głośno krzyczała – Mój kochany piesek, mój kochany piesek!!! To trwało i trwało, myślałam, że nigdy się nie skończy, ale, na szczęście, w końcu mnie puściła. Wtedy znowu trafiłam do pudełka. Potem było to samo: pudełko się zatrzymało, ktoś je otworzył i znowu byłam duszona przez małą Martę. Właściwie to miałam spokój tylko wtedy, gdy moja pani spała, bo wszędzie mnie ze sobą zabierała.

Przez kilka miesięcy Marta bawiła się tylko ze mną, ale później dostała inne zabawki i  o mnie zapomniała. Trudno. Taki los przytulanki.

Potem w domu pojawił się drugi maluch. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że Marta była mimo wszystko bardzo delikatna. Mój właściciel – Wojtek (bo tak się nazywał), nic nie robił sobie z tego, że sprawia mi ból – chciał mi odgryźć ucho! Potem jednak on także o mnie zapomniał. Dzieci rosły, a mnie tylko przekładano z miejsca na miejsce. Później była przeprowadzka, czyli znowu siedziałam w pudełku. Dzieci dostały królika, który wygryzł mi kilka dziur. Cóż, już się przyzwyczaiłam. Przez następne lata nikt się mną nie interesował. Gdy Marta miała dziesięć lat, pozbyła się większości zabawek, ale mnie zostawiła. Siedziałam na półce sama . Potem był remont i Marcie zostały tylko trzy pluszaki.

Teraz ja i moi dwaj koledzy siedzimy na komodzie i nikogo już nie obchodzimy. Jednak miło jest wspomnieć dawne czasy, kiedy byłam ulubioną zabawką i ktoś o mnie pamiętał.

Marta Bąk, kl. 6b.

„Moja szkolna przygoda”

***

Ten dzień zapowiadał się zwyczajnie, rankiem ubrałam się, zjadłam śniadanie
i wyszłam do szkoły. Pierwsze lekcje były takie jak zawsze. Na ostatniej lekcji wszyscy spokojnie siedzieli w ławkach, gdy nagle usłyszałam pisk. Po chwili spod ławki wyszedł mały, szary szczurek z czerwonymi oczami.

Nauczycielka ze strachu wskoczyła na krzesło, wyglądało to dość zabawnie. Szczurek też nieźle się wystraszył i schował się u mnie w plecaku. Po krótkim czasie zwierzę odezwało się do mnie ludzkim głosem, poprosiło, żebym go szybko ukryła, co też zrobiłam. Na szczęście, zaraz był dzwonek, więc mogłam wyjść ze szkoły. Po drodze do domu zwierzę opowiedziało mi, jak trudno być szczurem, ponieważ wszyscy się go boją, a on przecież nie jest taki zły. Powiedział mi  również, że jest młodym chłopcem, który zgubił się i szuka rodziców. Zła czarownica rzuciła na niego zaklęcie, żeby je odwrócić, ktoś musiałby go polubić i pocałować w wąsy. To jednak nie było takie proste, gdyż szczur był bardzo brzydki, miał wyleniałe wąsy, rzadkie futro i parszywy ogon. Najgorsze jednak było to, że wydzielał okropny zapach, ponieważ żył w ściekach od pół roku. Postanowiłam go porządnie wyszorować, uczesać i posmarować mu ogon maścią z antybiotykiem.

Po tych wszystkich zabiegach okazało się, że szczurek nie jest wcale brzydki. Zaprzyjaźniłam się z nim, był taki miły i sympatyczny, że postanowiłam go pocałować, żeby mu pomóc. Kiedy zamienił się w chłopca, obudził mnie dzwonek na przerwę, okazało się, że zasnęłam w czasie lekcji.

Marta Bobrowska, kl. 6 c

***

Dzisiaj był cudowny dzień. Od samego rana czekały na mnie niespodzianki. Mama zawołała mnie na śniadanie, tak jak co dzień były kanapki z szynką i herbata. Po śniadaniu mama z uśmiechem na twarzy wręczyła mi ogromny podarunek. Dziś był dzień moich urodzin! Byłem ciekawy, co też za prezent dostałem.

Mama jednak powiedziała, że mam rozpakować prezent, jak wrócę ze szkoły. Trochę mnie to zdziwiło. Było jednak mało czasu, więc od razu się zgodziłem. W szkole wszyscy zachowywali się tak jak zawsze. Nikt nie wiedział, że dziś są moje urodziny i z tego powodu było mi smutno. Na lekcji biologii poszliśmy na wycieczkę do parku. Zbieraliśmy jesienne skarby. Udało mi się zebrać najwięcej kasztanów! Po powrocie do szkoły pani kazała zebrać wszystkie skarby na jednej ławce, żeby je obejrzeć i ocenić. Dostałem szóstkę! Potem była przerwa śniadaniowa.

Gdy jedliśmy kanapki, do klasy weszła moja mama z kolorowym tortem i palącymi się świeczkami. Wszystkie dzieci wołały – sto lat i sypały konfetti. Było cudownie.

Bartek Skrupski, kl. 6 c

***

Zapowiadał się normalny dzień. Babcia zbudziła mnie wcześnie rano. Wstałam, ubrałam się i jak co dzień wyszłam do szkoły. Minęła pierwsza lekcja, druga,  czas na lekcję języka polskiego. Pani omawiała z nami lekturę pt. ,,W pustyni i w puszczy”. Bardzo zaciekawił  mnie fragment o przygodzie Nel ze słoniem. Byłam zajęta pisaniem, kiedy usłyszałam dziwny szmer  dochodzący zza drzwi. Pani wstała i podeszła do drzwi, aby je otworzyć. Za drzwiami stał mały, przestraszony piesek. Bardzo się zdziwiłam, gdy okazało się, że to mój piesek Mobilek. Podbiegł do mnie  i położył się pod ławką. Do końca lekcji zostało pięć minut, więc pani pozwoliła, żeby z nami został. W czasie przerwy odprowadziłam go do domu. Zamknęłam dokładnie bramkę i wróciłam do szkoły. W tym dniu, do zakończenia zajęć szkolnych, wszyscy moi koledzy i koleżanki nie opowiadali o niczym innym, tylko o gościu, który ich odwiedził.

Gdy wspominam tamten dzień, zawsze na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Przygoda  ta na długo pozostanie  w mojej pamięci.

Magda Rodek kl.6 c

 

Wiadomości

Kontakt

  • Szkoła Podstawowa nr 3 im. Bronisława Malinowskiego w Ścinawie
    ul. Królowej Jadwigi 9
    59-330 Ścinawa
  • tel.76 841-26-46
    fax 76 841 26 48
    wicedyrektor SP3 76 759 10 83
    Księgowa Zespołu Placówek Oświatowych
    76 759 10 54
    księgowa i FAX 76 759 10 62
    księgowość płace 76 759 10 77
    kierownik gospodarczy 76 759 10 58
    pedagog 76 841 26 25
    psycholog 76 753 87 54
    świetlica 76 759 10 57
    intendent 76 759 10 64
    sala gimnastyczna 76 753 87 43
    kotłownia 76 753 87 44

Galeria zdjęć